<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562</id><updated>2011-12-07T15:36:01.244+01:00</updated><category term='Legutko'/><category term='poskomunizm'/><category term='Dziennik'/><category term='Marcinkiewicz'/><category term='konserwatyzm'/><category term='media'/><category term='Jan Paweł II'/><category term='Trybuna'/><category term='Rybiński'/><category term='Kaczyński'/><category term='Piesiewicz'/><category term='ustawa kominowa'/><category term='Rzeczpospolita'/><category term='Palikot'/><category term='Unia'/><category term='lekarze'/><category term='IPN'/><category term='globalne ocieplenie'/><category term='Berlusconi'/><category term='prawica'/><category term='olimiada'/><category term='lewica'/><category term='radykalizm'/><category term='wolny rynek'/><category term='Grad'/><category term='sondaże'/><category term='gospodarka'/><category term='NFZ'/><category term='tygodniki'/><category term='manipulacja'/><category term='kościół'/><category term='Semka'/><category term='patriotyzm'/><category term='bezpłodność'/><category term='kodeks karny'/><category term='korupcja'/><category term='Pospieszalski'/><category term='dzienniki ogólnopolskie'/><category term='Gross'/><category term='strajk'/><category term='polityka'/><category term='homoseksualizm'/><category term='internet'/><category term='antyglobalizm'/><category term='PiS'/><category term='Tadeusz Bartoś'/><category term='Sakiewicz'/><category term='podatki'/><category term='korporacja'/><category term='relatywizm'/><category term='Macierewicz'/><category term='Wałęsa'/><category term='demografia'/><category term='Tusk'/><category term='bojkot'/><category term='Platforma'/><category term='Gontarczyk'/><category term='Gazeta Wyborcza'/><category term='Janosikowa'/><category term='Michnik'/><category term='podsłuchy'/><category term='prasa'/><category term='Wyszkowski'/><category term='służba zdrowia'/><category term='demokracja liberalna'/><category term='Fakt'/><category term='Krasnodębski'/><category term='Russell'/><category term='dzienniki regionalne'/><category term='Michał Kamiński'/><category term='Napieralski'/><category term='prof. Podgórski'/><category term='IV RP'/><category term='mity założycielskie'/><category term='in vitro'/><category term='Gowin'/><category term='etyka'/><category term='ekonomia'/><category term='SLD'/><category term='Dochnal'/><category term='dziennik Polska'/><category term='Pekin'/><category term='Ziobro'/><category term='olimpiada'/><category term='Super Express'/><category term='Klamecki'/><category term='Kurski'/><category term='WSI'/><category term='Cenckiewicz'/><title type='text'>Koszmar demokracji</title><subtitle type='html'>Blog Andrzeja Andrysiaka</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>45</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-6035301527057211041</id><published>2009-12-13T12:07:00.001+01:00</published><updated>2009-12-13T12:09:07.574+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Piesiewicz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><title type='text'>W kulcie własnego zdania</title><content type='html'>Uwierzyliśmy, w dobie internetu, że każdy głos jest ważny. Wymieniamy się opiniami, komentujemy na blogach, twitterze i na forach przekonani, że na tym polega dyskusja publiczna. Mamy zdanie na każdy temat. Na podstawie skrawków informacji, przemilczeń, niedopowiedzeń, wydajemy sądy i opinie. Co z tego wychodzi? Wirtualny tabloid.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy w piątek w Rzeczpospolitej pojawiła się informacja o szantażu wobec Piesiewicza a kilka godzin później Super Express opublikował filmiki i zdjęcia, w internecie zawrzało. Taka historyjka to smaczny kąsek, nie tylko dla producentów bulwarówek. Blogi i fora rozgrzały się do czerwoności, tłum chętnych do wyrażenia oburzenia-poparcia-skomentowania-zaopiniowania produkował zdania z szybkością błyskawicy. Co wiedział? Że są jakieś filmy, że Piesiewicz paradował w sukience, a blisko niego pojawiły się biały proszek (kokaina) i prostytutki. Kontekst? Niejasny. Wiarygodność informatorów? Niepewna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Internauci rzucili się na temat, niczym redaktor prowadzący bez pomysłu na czołówkę trzy godziny przed deadlinem. Kto szybciej, kto mocniej, kto bardziej kontrowersyjnie. Jeden blog, drugi, dziesiąty, Piesiewicz, koka i sukienka prześwietlone z wszystkich możliwych perspektyw, przenicowane na wylot, przypieczętowane. Powiedzieli, co uważają. Ocenili. Włączyli się do debaty.&lt;br /&gt;Czują się lepiej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chodzi o jakość opinii. Jedne są celniejsze, inne mniej, jedne coś wnoszą, inne emanują skondensowaną głupotą. Zastanawiająca jest ta dziwna potrzeba skomentowania każdego wydarzenia i newsa. Skomentowania wszystkiego.&lt;br /&gt;Czy można mieć własne zdanie na temat reformy emerytalnej, statutu PZPN, działań Zapatero i prywatyzacji szpitali? Większość wzruszy ramionami – co za absurdalne pytanie? Czytamy, oglądamy, zastanawiamy się, wyciągamy wnioski, jesteśmy wykształceni i używamy rozumu. Musimy mieć. Ogarniamy.&lt;br /&gt;Tak nam się wydaje.&lt;br /&gt;Problem w tym, że to zdanie często oparte na zasłyszanych opiniach, stereotypach, hasłach, które, choć chwytliwe, przy rozłożeniu ich na czynniki pierwsze puste są niczym programy partii politycznych. Brakuje czasu na głębszą analizę, więc blogerzy skaczą po łebkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tradycyjnych mediach istniała funkcja komentatora, który miał patrzeć, zrozumieć i wyjaśnić. Niewielu się do tego nadawało. Dziś taką funkcję chcą w internecie pełnić wszyscy. Dlaczego nie? Przecież na tym polega debata publiczna. Po tym poznać człowieka inteligentnego, że próbuje zrozumieć. Jednak w większości to próby skazane na niepowodzenie. Nie z powodu warunków umysłowych, ale danych, które przetwarzamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie oszukujmy, że blogerzy mają dostęp do unikalnych informacji. Są tacy, ale giną w morzu papki. W Salonie24 jest kilka tysięcy blogów, miażdżąca większość to polityczne. Jest kilkudziesięciu dziennikarzy zawodowych i trochę niezawodowych. I pozostali, czyli opiniotwórcy. Komentują to, co usłyszą lub przeczytają gdzieś indziej. Tworzą opinie. Przekonani, że ich głos jest wartościowy.&lt;br /&gt;Nie jest. Rozwodzenie się nad działaniami Tuska, bez znajomości zależności osobowych Platformy, nie obserwując tego z bliska, jest tylko tłuczeniem wierszówki. Co absurdalniejsze – takiej, za którą nikt nie płaci. Pewnie poprawia samopoczucie autorom, przekonanym, że uczestniczą w debacie, choć tak naprawdę perorują u cioci na imieninach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie internet jest tu winny, to postawa żywcem przeniesiona z mediów tradycyjnych. Informacji do przemielenia jest coraz więcej, czasu mniej, więc produkcja komentarzy, analiz i opinii odbywa się niejako taśmowo. Są redakcje, w których publicyści piszą kilka kolumnowych analiz w tygodniu (Tacy sprawni czy takie potrzeby?). Ta choroba przeniosła się do internetu i panoszy się w najlepsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już słyszę to oburzenie – zawodowy dziennikarz chciałby zamknąć usta blogerom. Nie w tym rzecz, a w jakości. Specjalizacji. Są blogi lepsze, niż niejeden gazetowy dział. Są internauci z większą wiedzą i łatwością pisania niż sowicie opłacani dziennikarzy. Ale są i tłumy mielących jedynie to, co przemielone. Mają prawo, to prawda. Ale nie udawajmy, że to debata publiczna.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-6035301527057211041?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/6035301527057211041/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=6035301527057211041&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/6035301527057211041'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/6035301527057211041'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2009/12/w-kulcie-wasnego-zdania.html' title='W kulcie własnego zdania'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-3323159557253107841</id><published>2009-12-02T21:59:00.004+01:00</published><updated>2009-12-02T22:07:19.343+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='globalne ocieplenie'/><title type='text'>Rycerze klimatycznej kontrreformacji</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CDAH%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Chłopski rozum i zdrowy rozsądek dziś bardziej są poważane, niż naukowe teorie i hipotezy. Z tymi taki jest kłopot, że aby z nimi polemizować, trzeba się poruszać w obrębie aparatu, którym się posługują. Śledząc wrzawę wokół globalnego ocieplenia dochodzę do wniosku, że niedługo o prawdziwości – bądź nie – mechaniki kwantowej, będą orzekali publicyści polityczni i społeczeństwo w sondażach. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Dlaczego wierzysz w globalne ocieplenie? – pytają mnie gazety, telewizory, internet. Jako że człowiekiem bardziej tradycyjnej konstrukcji jestem, nie odpowiadam. Zawsze wydawało mi się, że to nie kwestia wiary a ustaleń. Nie mogę zająć ostatecznego stanowiska, bo o optimum klimatycznym, cyklach Milankovica i składnikach wymuszenia radiacyjnego mam nikłe pojęcie. Zostawiam to, w naiwności swojej, naukowcom.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Wydawać by się mogło, że to naukowa hipoteza jak każda inna. Klimatolodzy przeanalizowali pomiary i wyszło, że w ostatnim stuleciu wzrosła temperatura atmosfery. Klimat zmieniał się już wielokrotnie, ale wcześniej były to procesy rozłożone w tysiącach lat, więc się zdziwili. Postawili hipotezę, że za te zmiany odpowiada człowiek (uprzemysłowienie, emisja gazów cieplarnianych, itp.). Jak to z każdą hipotezą, i ta ma przeciwników wśród naukowców, ale która nie ma? Powinni się kłócić, elaboraty i opracowania pisać, argumentami się przerzucać, krótko – naukę uprawiać. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Ale dziś nauka to nie jest domena naukowców. Przecież tyle gazet, internet pojemny nieskończenie, w telewizji wiadomości całą dobę. Co to dla publicysty oderwać się na chwilę od portretu psychologicznego Kaczyńskiego, zapomnieć o wilczych oczach Tuska, i wypowiedzieć się o klimacie? – Ja nie wierzę, bo lato było zimne w tym roku – piszą. –Nabierają nas, bo tam o kasę chodzi – dodają. (Kto ma zarabiać, skoro wszyscy mają płacić, nie wyjaśniają.) W coś trzeba wierzyć, więc w dobie sekularyzacji wierzymy w globalne ocieplenie – podsumowują, zadowoleni z siebie, bo przecież z tym argumentem trudno polemizować. W wojnę globalnym ocieleniem dało się wciągnąć społeczeństwo. Ono też ma zdanie, bo w demokracji każdy mieć powinien. Spójrzmy na to zdroworozsądkowo, przecież… – zaczynają swoje wypowiedzi w radiu. – Każdy widzi, że to ściema – piszą na forach. (Każdy? Ah, co tam ci głupi naukowcy…). Demokracja w rozkwicie, każdy mówi, co chce. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Sprawa jest jednak poważniejsza. Nadęci laicy są wszędzie, a że teraz w mediach ich więcej niż zwykle, można zrzucić na kryzys. Bardziej mnie frapuje, dlaczego globalne ocieplenie wzbudza takie emocje. W dodatku są to emocje mocno zideologizowane – najwięcej przeciwników hipoteza ma na prawicy. Wyciągane są najcięższe działa, jakby tu chodziło co najmniej o wojnę z nowym porządkiem. Podobne emocje wzbudzają tylko wojny tylko światopoglądowe (aborcja, krzyże w miejscach publicznych). Ale co ma światopogląd do globalnego ocieplenia?! Przecież ta hipoteza nie ma takiego kalibru, jak teoria Darwina, która bezpośrednio polemizuje z Pismem i Nauczaniem. Tam opór łatwiej zrozumieć. Jeśli jestem sobie w stanie wyobrazić jakieś konsekwencje teologiczne globalnego ocieplenia, to tylko związane z nakazem: czyńcie sobie ziemię poddaną. Ale daleki to związek.  &lt;span style=""&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Wśród argumentów przeciwników hipotezy pojawia się cała bateria wyjaśnień spiskowych, ale te – wydaje mi się – są pochodną, a nie przyczyną. Jaki więc jest powód tej ideologicznej walki? Przyznam, niezręcznie tak kończyć, ale nie znajduję odpowiedzi. W poniedziałek rozpoczyna się w Kopenhadze szczyt klimatyczny. Choć już wiadomo, że zakończy się porażką, dyskusje wokół niego będą gorące. Może wtedy mnie oświeci? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;    &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-3323159557253107841?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/3323159557253107841/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=3323159557253107841&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/3323159557253107841'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/3323159557253107841'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2009/12/rycerze-klimatycznej-kontrreformacji.html' title='Rycerze klimatycznej kontrreformacji'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-4074778064004129535</id><published>2009-11-28T10:07:00.003+01:00</published><updated>2009-11-28T10:13:03.155+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kaczyński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ziobro'/><title type='text'>Dlaczego lubię Zbigniewa Ziobro</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CDAH%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Lubię Zbigniewa Ziobro, ponieważ jest skutecznym politykiem i w młodym wieku wspiął się na szczyty.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Lubię Zbigniewa Ziobro, bo wie, kiedy się zdystansować od szefa, a kiedy popierać całym sercem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Lubię Zbigniewa Ziobro, ponieważ potrafi współpracować z dziennikarzami, nie wyzywając ich niemieckich czy innych pomagierów.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Lubię Zbigniewa Ziobro, ponieważ nic nie wiem o jego poglądach politycznych nie związanych z bezpieczeństwem i wymiarem sprawiedliwości.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Lubię Zbigniewa Ziobro, bo potrafi skupiać wokół siebie wiernych, w gdy jest potrzeba, poświęcić ich bez skrupułów.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Lubię Zbigniewa Ziobro, ponieważ ma charyzmę i potrafi porwać za sobą ludzi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Lubię Zbigniewa Ziobro, ponieważ wierzy w siebie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Lubię Zbigniewa Ziobro, ponieważ podoba się kobietom głosującym na tych piękniejszych.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Lubię Zbigniewa Ziobro, ponieważ jest elastyczny i gdy trzeba blisko mu do radykałów, gdy trzeba – do centrum.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;A najbardziej lubię Zbigniewa Ziobro, bo zazdrośni bliźniacy zrobią wszystko, by nie przejął władzy w partii. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;I dlatego PiS nie wróci do władzy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;    &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-4074778064004129535?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/4074778064004129535/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=4074778064004129535&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/4074778064004129535'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/4074778064004129535'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2009/11/dlaczego-lubie-zbigniewa-ziobro.html' title='Dlaczego lubię Zbigniewa Ziobro'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-4305801522800147505</id><published>2009-11-26T20:19:00.003+01:00</published><updated>2009-11-26T20:21:48.204+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='relatywizm'/><title type='text'>Ja, jako relatywista</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CDAH%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Co i rusz, jak ostatnio po wyroku Trybunału w Strasburgu w sprawie krzyży, publiczność dowiaduje się, że światu grozi dyktatura relatywizmu. Termin ten opakowano tak wieloma negatywnymi znaczeniami, że przyznając się do takiej postawy, sam węzeł sobie na szyję nakładam i dźwignię u stóp pociągam. Gwoli ścisłości: daleko mi do samobójców. Aby przekonać się, jak to z tym relatywizmem jest w istocie, trzeba odwinąć papierek i zobaczyć, co jest w środku. Choć konkluzja, uprzedzam, nie będzie pozytywna. Czeka nas wojna. O czym niżej.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Spróbujmy starej metody. Najpierw ustalmy, co pod pojęciem relatywizmu rozumieją jego przeciwnicy. Sięgnąłem do dwóch źródeł, homilii kardynała Ratzingera z kwietnia 2005 i książki Roberto de Mattei, zatytułowanej znajomo „Dyktatura relatywizmu”. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Cytat pierwszy, z Ratzingera: „(…) Natomiast relatywizm, to znaczy poddawanie się każdemu powiewom nauki, jawi się jako jedyna postawa godna współczesnej epoki. Tworzy się swoista dyktatura relatywizmu, który niczego nie uznaje za ostateczne i jako jedyną miarą rzeczy pozostawia tylko własne ja i jego zachcianki”.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Cytat drugi, z Mattei: „Jeśli przyjmie się (postawę relatywizmu) życie ludzkie zostaje tym samym zredukowane do spazmatycznego poszukiwania przyjemności w egoistycznej satysfakcji, wypływającej z instynktów i potrzeb subiektywnych, niesłusznie uznawanych za nowe prawa.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Mocno. Zatem, relatywista to człowiek kierujący się tylko własnym, egoistycznym interesem, hedonista za nic mający innych, skupiony jedynie na przyjemnościach i zachciankach. Jednym słowem – zły człowiek. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Mattei jeszcze precyzuje: &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;„Marsz w kierunku totalitaryzmu (dyktatury relatywizmu) rozkłada się na trzy etapy. Pierwszym jest negacja istnienia prawa i prawdy obiektywnej, czego konsekwencję stanowi zrównanie dobra i zła, grzechu i cnoty. Drugim – instytucjonalizacja dewiacji moralnych objawiająca się w przemianie prywatnej niegodziwości w publiczną cnotę. Trzecim wreszcie – wprowadzenie ostracyzmu społecznego i prawnej karalności dobra”. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;No i kto – wysłuchawszy takich zdań – chciałby być relatywistą? Byłby niczym osioł ze Shreka, co skacze w górę krzycząc ja, ja, nieświadom, w co się pakuje.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Ale nie poddawajmy się tak łatwo. Przyjrzyjmy się tym wypowiedziom jeszcze raz. Skąd wniosek, że relatywizm jako jedyną miarę rzeczy postawia własne zachcianki i przyjemności? Że zrównuje dobro i zło, grzech i cnotę? Tu nie potrzeba oświecenia – to tylko sztuczka. Prosta metoda prowadzenie sporów. Dodajmy relatywizmowi znaczeń, których on sam w sobie nie posiada, i tak wystrojonego rzućmy ludziom na pożarcie. Po co przekonywać przeciwnika, jak można ogłosić, że on prostak, głupiec i pewnie pedofil. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Stary, dobry relatywizm (od słowa relativus – względny) głosi, że sądy/wypowiedzi/opinie są prawdziwe tylko w obrębie systemu/kultury, w których są głoszone. I tyle. Nic tu o zachciankach i egoizmie. Obrazując – relatywista musi się zgodzić, że posiadanie wielu żon w obrębie pewnej kultury jest zupełnie naturalne i uzasadnione. W obrębie innej – całkowicie niedopuszczalne. Ocena moralna tego faktu nie będzie zabsolutyzowana. Dobrze/źle zależy od miejsca, w którym się stoi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Pewnie wielu przeszyje dreszcz – jak to, przecież wielożeństwo to barbarzyństwo! Zgadza się, możemy i mamy prawo wydać taką ocenę. Oceniamy przecież w obrębie naszej kultury. Dla nas kilka kobiet dla jednego mężczyzny to rzecz niedopuszczalna. Tak nie powinno być – ogłosimy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Ale tu jest właśnie pies pogrzebany i wojna się czai. O czym niżej.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Wróćmy jeszcze to przeciwników relatywizmu. Pojęcie to używane jest – zwykle jako obelga – w sporach światopoglądowych. Relatywiści są be, bo są niemoralni. Taki komunikat płynie do odbiorców. To kolejna manipulacja. Między postępowaniem moralnym a przyzwoleniem na istnienie różnych punktów widzenia nie ma bowiem żadnego związku. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Czy człowiek zgadzający się na legalizację związków homoseksualnych jest zły? Koniecznym by było, aby jego pogląd w tej sprawie miał praktyczne przełożenie na czyny. A więc zgoda na takie związki musi prowadzić do: &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;* bicia dzieci;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;* zdradzania żony;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;* kłamstw;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;* nieposzanowania innych;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;* kradzieży;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;i innych czynów moralnie nagannych. Czy ktoś potrafi sobie wyobrazić taki związek? Albo to logicznie wykazać? Trudna sztuka. Sofiści nie takie rzeczy potrafili, ale tu nie poszłoby im łatwo.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Podobnie z innymi konfliktami światopoglądowymi. Czy zgadzanie się z wyrokiem Trybunału w Strasburgu implikuje postępowanie niemoralne? A przekonanie, że w ustawie o KRRiTV nie powinno wspominać się o wartościach chrześcijańskich?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Sprawa byłaby prosta, gdyby konflikty światopoglądowe dotyczyły jedynie poglądów. Ale one dotyczą też czynów. Spójrzmy na dwa przykłady – in vitro i antykoncepcja. Czy stosowanie antykoncepcji jest moralnie złe? Czy sztuczne zapłodnienie to czyn naganny moralnie? Przypomnę, że nie chodzi o zgodę/popieranie, ale stosowanie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Tu nie ma odpowiedzi, która satysfakcjonowałaby obie strony. Nie ma kompromisu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Relatywizm musi dopuścić zgodę na antykoncepcję i in vitro, jeśli tylko w obrębie jakiegoś systemu są one moralnie dozwolone. A przyznajmy – tak jest. Absolutyzm musi zaprotestować, położyć szlaban, bo tu przecież o jedne z najważniejszych wartości chodzi. W absolutyzmie nie ma innych systemów. Jest tylko jeden, absolutny. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Zatem – wojna. Rację ma Benedykt XVI, albo-albo. Albo dopuszczasz istnienie wielu perspektyw, albo przyjmujesz jedną. A że fanatycy są po obu stronach, wojna będzie długa i bolesna, a jej wynik niejasny. W gruncie rzeczy piszę o relatywizmie, ale przecież tak naprawdę chodzi o tolerancję. Dlatego rozumiem prof. Legutkę, gdy mówi, że on jej bardzo nie lubi. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;Choć jest coś, co może przeważyć szalę. Zauważymy: moralność i prawda jest jedna, tak głoszą wszystkie religie. Ale rozumieją je inaczej. Tym samym, czy zgadzają się z tym czy nie, fakty są takie, że nawet absolutyzm nie jest jeden. Prowadząc dialog ekumeniczny, strony zgadzają się na istnienie innych perspektyw. Zgadzają się, o zgrozo, na relatywizm. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;I tego się trzymajmy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family:Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-4305801522800147505?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/4305801522800147505/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=4305801522800147505&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/4305801522800147505'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/4305801522800147505'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2009/11/ja-jako-relatywista.html' title='Ja, jako relatywista'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-3540127574333671627</id><published>2009-11-21T17:00:00.002+01:00</published><updated>2009-11-21T17:02:51.473+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Janosikowa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NFZ'/><title type='text'>W obronie Janosikowej</title><content type='html'>Niezachwiana jest wiara ludzi w moc państwa i porządek prawny Rzeczpospolitej. Z tej perspektywy rzeczywiście łatwo krytykować wyrok krakowskiego sądu w sprawie doktor Rosiek-Koniecznej, zwanej Janosikową. Ale jest inna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypomnijmy: Janosikowa okradła państwo, wypisując w samym tylko 1999 roku ponad sześć tysięcy lewych recept. Narodowy Fundusz Zdrowia obliczył swoje straty na kilkaset tysięcy. Oto fakt. Sąd rozpatrzył sprawę, uznał jej winę, ale sprawę umorzył uzasadniając to znikoma szkodliwością społeczną czynu. Oto fakt drugi.&lt;br /&gt;Krytycy orzeczenia sądu (najlepszy przykład &lt;a href="http://lukaszwarzecha.salon24.pl/139290,janosikowa-okradla-nas-wszystkich"&gt;tu&lt;/a&gt;), podnoszą, że wyrok jest kuriozalny, ponieważ czyn Janosikowej nie był znikomo szkodliwy społecznie (okradła na kilkaset tysięcy) a jej postępowanie nie różniło się niczym od zwykłego rabunku, gdy bandzior (np. Janosik) okrada prywatny sejf lub bank, by pieniądze rozdać potrzebującym. Rosiek-Konieczna powinna zostać skazana, choć – podnoszą krytycy wyroku – na karę niewysoką, , by wszystko było jasne: ukradła, została ukarana.&lt;br /&gt;Niektórzy jeszcze dodają, że sąd pozwolił na uznaniowe okradanie państwa i nas wszystkich w imię wyższego celu czy wyższej konieczności. Ten akurat argument jest chybiony, bo stan wyższej konieczności jest terminem prawnym, zdefiniowanym i w tej sytuacji nie ma zastosowania (za kodeksem karnym: „nie popełnia przestępstwa, kto działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego jakiemukolwiek dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa nie można inaczej uniknąć, a dobro poświęcone przedstawia wartość niższą od dobra ratowanego”). Wypisywanie recept chorym i potrzebującym leczenia pod tę definicję nie podpada i sędzia w uzasadnieniu wyroku na taką okoliczność się nie powoływała.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stojąc na gruncie legalizmu rozumowaniu krytyków wyroku nic nie można zarzucić. Ale rzeczywistość to ma do siebie, że nie cierpi jednoznaczoności. Legalizm uznaje bowiem pierwszeństwo norm/reguł przed dobrem. Czyn jest dobry, bo jest nakazany. Janosikowa złamała normę, dlatego postąpiła źle i powinna zostać ukarana. Filozofowie zdefiniowali dawno temu legalizm w etyce jako postawę uznającą, że działanie moralne jest sprawą posłuszeństwa regułom/normom, a relacje moralne składają się z obowiązków i praw określonych przez reguły. Wyższość prawa nad wszelkimi innymi normami i dobrami jest w takim systemie oczywista i bezwarunkowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale możliwa – i występująca w przyrodzie – jest inna postawa, stawiająca wyżej etykę, niż prawo. Innymi słowy: czyny są dobre bez względu na to, co o nich mówią reguły. Janosikowa pomagała ludziom wykluczonym, których państwo wystawiło na margines. Biednym, bezdomnym, nieubezpieczonym. Powody tej biedy, bezdomności i braku ubezpieczenia są nieistotne, ważne, że taki stan zaistniał. Janosikowa wypisywała recepty i leczyła ich, bo ceniła wyżej prawo tych ludzi do zdrowia i życia, niż prawo NFZ do bycia nieokradanym. Takiego etycznego wyboru dokonała. Jeżeli jej postępowanie było skutkiem takiego właśnie wyboru, sędzia powinna – i wzięła – to pod uwagę. Ważny w takim przypadku jest także motyw osobistych korzyści, ale ten, tu wszyscy są zgodni, nie zaistniał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze jedna sprawa. Odnoszę wrażenie, że ważnym elementem – aczkolwiek nie podnoszonym wprost – jest to, komu Janosikowa pomagała. Bezdomni i nędzarze w opinii części bardziej liberalnie nastawionego społeczeństwa, sami są winni swojemu położeniu. Okradanie NFZ z naszych pieniędzy, by pomóc tej grupie, uznawane jest za tym bardziej niestosowne. A gdyby Janosikowa pomagała dzieciom chorym na raka? Mam niestety podejrzenia, ze krytyka byłaby cichsza...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-3540127574333671627?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/3540127574333671627/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=3540127574333671627&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/3540127574333671627'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/3540127574333671627'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2009/11/w-obronie-janosikowej.html' title='W obronie Janosikowej'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-194429436334997670</id><published>2009-11-18T22:22:00.003+01:00</published><updated>2009-11-18T22:24:40.995+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tusk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Platforma'/><title type='text'>Tylko mnie nie wk…aj</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CDAH%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Jeśli po dwóch latach rządów Platforma ma 40 procent poparcia, to znaczy że wie o społeczeństwie coś, czego nie wiedzieli jej poprzednicy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Partia Tuska opanowała do perfekcji główną zasadą decydującą o politycznych wyborach Polaków. Brzmi ona: tylko mnie nie wk…aj. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;    &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Czego oczekujemy od polityków? Są publicyści którzy odpowiedzą – wizji. Trafnych diagnoz, wyznaczania celów, porywania tłumów. Niech Polska będzie taka i taka. Zmieńmy, naprawmy, zróbmy. Pomożecie? Bo przecież tylko politycy z jasną wizją są w stanie „szarpnąć cuglami”. Inni odpowiedzą – pragmatyzmu. Muszą dobrze rządzić i walczyć o dobro wspólne. Polityk zajmujący się jedynie bieżącym zarządem, jak kiedyś rząd Marka Belki, naraża się na zarzut nicnierobienia. A gdzie reformy? Gdzie zmiany? – wołają publicyści. Tyle zagrożeń czeka w przyszłości, tyle złego stać się może, a wy nic. Nieudolność to straszna, dla nas i dla kraju niebezpieczna. Zmieńmy to, zmieńmy rząd.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Wołają tak publicyści, wołają niektórzy politycy, a ten głos echem od ścian się odbija i głuchy wraca. Nawet najgorętszy rewolucyjny zapał może wyziębić. Przyznajmy bowiem – jeśli rząd Tuska czymś się zajmuje, to teraźniejszością. Przyszedł do władzy, gdy wydawało się, że będzie dzielić bogactwo wzrostu gospodarczego i miliardów z Unii, a zmagać się musiał z kryzysem. (Źle, fałszywy to ogląd – nie tyle zmagać, co obserwować ze spokojem.) Miał obniżać podatki, reformować służb zdrowia (który to już raz), wydłużać wiek emerytalny, likwidować przywileje. Co z tego zrobił? Nic. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Czy w takim razie przyklasnąć trzeba publicystom, którzy z okazji rocznicy na rządzie Tuska psy wieszają? Nie. Bo oni jednego nie widzą.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Zejdźmy poziom niżej. Do zwykłego – użyję takiego określenia – wyborcy. Rodzina ze średniej wielkości miasta z dwójką dzieci, ona pracuje w budżetówce, on u prywaciarza. Czego oczekują od polityków? Zmian? Wydłużenia wieku emerytalnego w imię dobra przyszłych pokoleń? Albo małżeństwo emerytów. Czy chce kolejnych rewolucji w służbie zdrowia? Przeżyli już niejedne, lepiej nie było. A prywatny mały przedsiębiorca? Chciałby mniejszych podatków, to oczywiste, ułatwień w prowadzeniu działalności, mniejszej biurokracji, ale tak po cichu, przy wódce, to jedno tylko mu się marzy – żeby nie było gorzej. Lepiej niech nic nie ruszają, tyle już było nowości, a nie pamięta, by na lepsze. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;To właśnie postawa dominująca w społeczeństwie – żeby nie było gorzej. Rewolucjoniści marzą o zmianach, ludzie o status quo. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;No dobrze, zaoponuje ktoś, ale przecież gdyby tak było w istocie, żadna zmiana by nie zaszła.&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Jak doszli do władzy Kaczyńscy? Powiedzieli, że trzeba rewolucji, ludzie im uwierzyli. Niby racja, ale zauważmy, że zawołanie braci Kaczyńskich to była reakcja. Gdyby rządy lewicy nie rozsierdziły ludzi do nieprzytomności, nie wk..ły, nie zdenerwowały aferami, na nic by się zdały te okrzyki. To właśnie naruszenie przez lewicę status quo pozwoliło wejść na szczyt PiS-owi. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Platforma zrozumiała tą perspektywę. Trzeba się zajmować sprawami bieżącymi i nie denerwować ludzi. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby Donald Tusk nad lustrem w łazience miał takie właśnie hasło: tylko ich nie wk…aj. Rządć tak, żeby nie było im gorzej. W zapewnienia, że będzie lepiej, ludzie nie wierzą. Na spokojne czasy trzeba spokojnych polityków.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Można zżymać się na taką perspektywy, że egoistyczna, krótkowzroczna, ale jedno za nią przemawia – doświadczenie. Co my wiemy o systemie emerytalnym przyszłości? Dziesięć lat temu przeżyliśmy rewolucję emerytalną, miało być lepiej. Jest? Już wiemy, że potrzeba kolejnych zmian. Dwadzieścia lat temu był komunizm. Znajdźcie polityka, który prorokował, że Polska będzie w NATO, Unii, a mieszkania będą po dziesięć tysięcy i ludzie będą je kupować? Że średnia pensja będzie wynosić ponad tysiąc dolarów. Tysiąc dolarów! Kto by w to uwierzył w 1989? &lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: Arial;"&gt;Stara, dwudziestowieczna polityka, wymagała od rządzących myślenia o przyszłości. Obecna wymaga zajmowania się bieżączką. Kiedyś w imię przyszłości miliony oddawały życie. Dziś ludzie nie mają ochoty na takie bohaterstwo. I wcale nie jestem przekonany, że to gorsza perspektywa. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-194429436334997670?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/194429436334997670/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=194429436334997670&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/194429436334997670'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/194429436334997670'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2009/11/tylko-mnie-nie-wkaj.html' title='Tylko mnie nie wk…aj'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-7386261790602910570</id><published>2009-11-17T16:26:00.002+01:00</published><updated>2009-11-17T16:32:15.392+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='SLD'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Napieralski'/><title type='text'>Człowiek bez właściwości, czyli gdzie jest SLD</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link style="font-family: arial;" rel="File-List" href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CDAH%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;&lt;span style=";font-family:arial;font-size:100%;"  &gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Najprostsze ćwiczenie: zadajmy sobie pytanie, co kojarzy się nam z konkretną partią. PiS? Dla jedynych to partia Kaczorów, konserwatywna i zacofana, dla innych partia interesu narodowego. Platforma – może być partia piaru, liberalizmu, afer, albo partia profesjonalistów, Orlików i stadionów. PSL – partia chłopów. A SLD? Dziura. Nic. Czyli Napieralski.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Marketing, także marketing polityczny, jedną podstawową ma zasadę – konsumenci wybierają produkty i usługi ze względu na wyobrażenia, jakie o nich mają. Dlatego wydaje się miliardy na kreowanie tych wyobrażeń. Kierowcy wybierają toyoty, bo mają przekonanie, że to najmniej usterkowe samochody (choć są inne, z lepszymi wynikami), młodzi kupują buty adidasa i pumy, bo wydaje im się, że najwygodniejsze i najlepsze (choć produkowane są w tej samej fabryce w Chinach, co mniej popularne marki). Marka, a nie produkt, jest wartością. Większość polityków już dawno przyswoiła sobie te reguły. Kaczyńscy wygrali wybory, bo jawili się społeczeństwu jako partia zmian i uczciwości. Tusk wygrał, bo zaprezentował się jako ten, który powstrzyma Kaczyńskich. Właściwy wizerunek we właściwym czasie decyduje o wygranej. Najwłaściwszy nawet, w złym czasie, przegrywa.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Grzegorz Napieralski zaczął dobrze (jak na polityka), od wbicia noża w plecy swojemu szefowi i mentorowi, Wojciechowi Olejniczakowi. Przejął władzę w SLD, zarzucając szefowi nieudolność, po półtora roku jego partyjnych rządów okazało się, że nieudolności to Olejniczak mógłby się od niego uczyć. Jeśli ktoś w polskiej polityce posiada czarny pas w tej kategorii to właśnie Napieralski. Sondaże dla prowadzonej przez niego partii ani drgną, wizerunek partii jest tak mdły, że aż niestrawny, komunikaty do wyborców sprzeczne, wizje niejasne. Charyzmy przywódca SLD tyle, co moje biurko, zdolność precyzowania jasnych komunikatów jak, nie przymierzając, Gosiewski.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Teraz test. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Czy SLD jest za czy przeciw wieszaniu krzyży w szkołach i miejscach publicznych?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Czy postuluje rejestrację związków partnerskich, czy jest jej przeciwny?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Czy chce dokończenia reformy emerytalnej, czy nie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Czy chce twardej polityki wobec Rosji, czy bardziej pragmatycznej?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Konia z rzędem temu, kto znajdzie wyborcę potrafiącego od razu odpowiedzieć na te pytania. Choć ci sami wyborcy bez zastanowienia wyjaśnią, jakie jest zdanie PiS czy PO w tych kwestiach. Oto obraz upadku partii dowodzonej przez Napieralskiego.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Poparcie dla SLD oscyluje w granicach 10 procent. Czy w Polsce nie ma lewicowego elektoratu? A może konserwatywna rewolucja tak przeorała świadomość, że na scenie politycznej nie ma już miejsca dla lewaków? Próżne nadzieje. Swego czasu Napieralski napatrzył się na hiszpańskiego premiera Zapatero, odbył nawet pielgrzymkę, by na miejscu nauczyć się, jak zwyciężać. Wrócił. I zapowietrzył się na amen, bo przestudiował jeszcze raz sondaże i wyszło mu, że o związkach partnerskich czy rzeczywistym rozdziale kościoła i państwa nie ma co nawet wspominać. Nie ten kraj – powiedziały słupki Choć pewnie gdyby głębsze nauki pobrał, coś o historii Hiszpanii się dowiedział, przypomniał sobie, kto tam rządził przez wiele lat, może analogie między tymi dwoma krajami by zauważył. Ale do tego trzeba wizji i własnego zdania.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że sytuacja w SLD przypomina tę w PZPN. Nie chodzi o łapówkarstwo, ale mentalność. Przed rozstrzygającą rozgrywką z Olejniczakiem Napieralski obiecał starym działaczom zachowanie status quo i z tego zadania wywiązuje się całkiem dobrze. A że sukcesów brak, kibice się odwrócili, a partia nie z młodością, ale leśnymi dziadkami się kojarzy? Jak to powiedział w ostatnim wywiadzie Napieralski, „pracujemy nad tym”. Nadzieja, że na grudniowej konwencji komuś wpadnie do głowy, by go z tej ciężkiej pracy zwolnić. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-7386261790602910570?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/7386261790602910570/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=7386261790602910570&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/7386261790602910570'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/7386261790602910570'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2009/11/czowiek-bez-wasciwosci-czyli-gdzie-jest.html' title='Człowiek bez właściwości, czyli gdzie jest SLD'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-8280657801535125569</id><published>2009-11-11T15:14:00.004+01:00</published><updated>2009-11-11T15:21:58.999+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ekonomia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wolny rynek'/><title type='text'>Dlaczego ekonomiści nie wierzą w rynek</title><content type='html'>Czytam kolejne kasandryczne zapowiedzi dotyczące demografii, systemu emerytalnego i zagrożeń przyszłości. Tym razem prorokuje Jan Rutkowski, główny ekonomista Banku Światowego ds. społecznych &lt;a href="http://wyborcza.biz/biznes/1,101716,7234532,Nasze_dzieci_nie_udzwigna_tego_dlugu.html"&gt;tu&lt;/a&gt;. Stan na dziś opisuje znajomo: dzietność na poziomie 1,3 spowoduje, że za 25 lat liczba Polaków wieku produkcyjnym spadnie z 27 do 23 milionów. Na stu pracowników będzie wtedy przypadało 36 osób starszych (dziś 19). Wydłuży się czas życia człowieka, więc w przyszłości państwo więcej będzie musiało wydawać na opiekę zdrowotną, emerytury i renty. A nie będzie z czego. Rutkowski Rzuca jeszcze jedną ciekawą tezę: za 25 młodzi zbuntują się przeciw starym, bo nie będą chcieli na nich łożyć. Ale starych będzie więcej, więc wybiorą partie dbające i ich interesy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyjście z sytuacji? Tu seria powtarzanych od dawna przez ekonomistów propozycji – wydłużyć wiek emerytalny, zrównać wiek kobiet i mężczyzn, zlikwidować przywileje emerytalne i dokończyć reformę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiem, że ekonomiści biją na alarm, ale dziwi mnie, że ich wizje całkowicie pomijają mechanizmy wolnorynkowe. Trudno bowiem założyć, że w 2035 roku miliony emerytów będą zbijały bąki, godząc się z pogorszeniem jakości życia (głodowe emerytury), gorszą opieką zdrowotną (pusta kasa państwa) i napięciami społecznymi na linii starzy-młodzi. Trudno również założyć, że młodzi, obłożeni horrendalnymi podatkami (brakuje na opiekę zdrowotną i społeczną), składkami zusowskimi (skąd na emerytury), będą spokojnie patrzeć, jak wybrani przez starych politycy będą nierównomiernie dzielić dochód (starzy mają kartki do głosowania, to prawda, ale młodzi ulice). W końcu nieprawdopodobne wydaje się, by przedsiębiorcy, spokojnie godzili się z brakiem rąk do pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taka sytuacja zakłada całkowita nierównowagę rynku. A przecież – zgodnie z teorią ekonomiczną – rynki dążą do równowagi. Jeśli tak jest w istocie, to bardziej prawdopodobnym wydaje się, że starsi pracownicy nie będą chcieli tak szybko uciekać na emerytury, a pracodawcy sięgną po rezerwy, czyli właśnie emerytów. Zaproponują im takie warunki, że będzie im się chciało i opłacało pracować dłużej. Zaoferują lepszą opiekę zdrowotną, byle mieć ręce do pracy. Wzrosną koszty pracy, to prawda, ale wzrosną one w większości państw europejskich, bo one borykają się z tym samym, demograficznym, problemem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak właśnie się stanie, jeśli mechanizmy wolnorynkowe zadziałają. Dlaczego ekonomiści nie mówią o takiej możliwości? Jedna z możliwych odpowiedzi brzmi: bo to tylko teoria. Druga – bo to niewygodne. Jak wtedy przekonywać ludzi, że trzeba podnieść wiek emerytalny i ograniczyć przywileje?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-8280657801535125569?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/8280657801535125569/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=8280657801535125569&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/8280657801535125569'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/8280657801535125569'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2009/11/dlaczego-ekonomisci-nie-wierza-w-rynek.html' title='Dlaczego ekonomiści nie wierzą w rynek'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-4026151005204177365</id><published>2009-11-10T14:27:00.000+01:00</published><updated>2009-11-10T14:28:11.600+01:00</updated><title type='text'>Tolerancja 2.0</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 11"&gt;&lt;link style="font-family: verdana;" rel="File-List" href="file:///C:%5CDOCUME%7E1%5CDAH%5CUSTAWI%7E1%5CTemp%5Cmsohtml1%5C01%5Cclip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:punctuationkerning/&gt;   &lt;w:validateagainstschemas/&gt;   &lt;w:saveifxmlinvalid&gt;false&lt;/w:SaveIfXMLInvalid&gt;   &lt;w:ignoremixedcontent&gt;false&lt;/w:IgnoreMixedContent&gt;   &lt;w:alwaysshowplaceholdertext&gt;false&lt;/w:AlwaysShowPlaceholderText&gt;   &lt;w:compatibility&gt;    &lt;w:breakwrappedtables/&gt;    &lt;w:snaptogridincell/&gt;    &lt;w:wraptextwithpunct/&gt;    &lt;w:useasianbreakrules/&gt;    &lt;w:dontgrowautofit/&gt;   &lt;/w:Compatibility&gt;   &lt;w:browserlevel&gt;MicrosoftInternetExplorer4&lt;/w:BrowserLevel&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:latentstyles deflockedstate="false" latentstylecount="156"&gt;  &lt;/w:LatentStyles&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */  p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:595.3pt 841.9pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;!--[if gte mso 10]&gt; &lt;style&gt;  /* Style Definitions */  table.MsoNormalTable 	{mso-style-name:Standardowy; 	mso-tstyle-rowband-size:0; 	mso-tstyle-colband-size:0; 	mso-style-noshow:yes; 	mso-style-parent:""; 	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; 	mso-para-margin:0cm; 	mso-para-margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:10.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-ansi-language:#0400; 	mso-fareast-language:#0400; 	mso-bidi-language:#0400;} &lt;/style&gt; &lt;![endif]--&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Po co wciąż dyskutować, czy krzyże w miejscach publicznych łamią zasadę neutralności światopoglądowej państwa, czy nie. Przyznajmy – przecież nie chcemy takiego państwa. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Jedni ogłaszają, że wyrok Europejskiego Trybunału w Strasburgu to ciąg dalszy wojny z Panem Bogiem, inni – że w końcu Trybunał powiedział, co to znaczy demokracja. Argumenty mielą się, strony zacietrzewiają, kolejna runda „konserwatyści kontra cywilizacja śmierci” trwa w najlepsze. Wygranych nie ma, przegranych także, bo zwycięstwa własne i porażki przeciwników ogłaszane są szybciej, niż nokauty Gołoty. Ale nie oszukujmy się – to nie jest walka o mistrzostwo świat, a sparing tylko. O mistrzostwo nikt walczyć nie chce, bo ono już zaklepane, a jak mawiali niektórzy „raz zdobytego nie oddamy nigdy”.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Można obserwować te zmagania z przymrużonym okiem, ale niedługo, bo skurczów się nabawimy. Gdy oczy otworzymy szeroko, co innego widać. Bitwa o krzyże to symptom czego znacznie poważniejszego – sporu o tolerancję. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Gdybym za tolerancyjnego chciał uchodzić, zajrzałbym do słownika, pod hasło odpowiednie i wyczytał, jakim być powinienem. Cierpliwie znosiłby, nawet przecierpiał, poglądy i postawy według mojego mniemania nieodpowiednie. Protestowałbym, głośno lub cicho, ale cóż, pogodzić bym się musiał, że nie wszyscy z takiej samej gliny jak ja.&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Ale bardzo byłbym nie na czasie, gdybym teraz prezentował taką tolerancję. Świat się rozwija (albo zawija), konserwatywna fala zalała Polskę, web jest 2.0, to i tolerancja musiała się zmienić. Zgadzać się na inne postawy, poglądy, i owszem, będę, ale tylko te zbliżone do moich. Sam zdefiniuję i określę, co Innym można i wypada, dopiero gdy na moje definicje się zgodzą, dopuszczę do polemiki. Istnieje pole marginesu i odstępstwa, ale ja je określam i tylko wtedy do dyskusji dopuszczam. A jak nie – to do śmieci.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Jak to wygląda w praktyce? Jak mówiła jedna starsza pani, „mogą sobie ci długowłosi chodzić po ulicach, tylko w innych fryzurach”. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Niech sobie ci geje będą, tylko niech nie robią tego, co robią. Zamkną się w domach, każdy w swoim oczywiście, bo przecież nie może być tak, żeby chłop z chłopem mieszkał. Niech się razem nie pokazują na ulicach, bo co to za przykład dla młodych. A w ogóle niech zamilczą, schowają się do dziury (mysiej) i nie przypominają o swoim istnieniu. Każde odstępstwo od takiej wykładni to propaganda nachalna i deprawacja. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Ateiści? Przyznajmy, są, ale broń boże niech nie uczą w szkołach, a publicznie o swojej amoralności też zmilczeć powinni, bo przestrzeń publiczna już zagospodarowana. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;In vitro? Jeśli już, to tylko dla małżeństw, choć najlepiej w ogóle. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;III RP? Kto wznosi peany na jej cześć, złodziejem jest i basta.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Zwolennik Kaczyńskich? Niech moher na łeb wciśnie i głosu nie zabiera.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Tolerancja w wersji 2.0 nie przyjmuje do wiadomości istnienia Innych. Są jedynie jeszcze nienawróceni. Na nasze poglądy. Dlatego nie dopuszcza istnienia takiej konstrukcji jak państwo neutralne światopoglądowo, bo ono zakłada zgodę na poglądy tak różne od naszych, że niemożliwe do naprostowania. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;W czasach takiej tolerancji najważniejsze są prawa większości. A że starożytnym nie całkiem o to chodziło? Cóż, może ich też naprostować trzeba.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-4026151005204177365?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/4026151005204177365/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=4026151005204177365&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/4026151005204177365'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/4026151005204177365'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2009/11/tolerancja-20.html' title='Tolerancja 2.0'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-6414584705173698689</id><published>2008-07-24T15:35:00.003+02:00</published><updated>2008-07-24T15:40:29.024+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kaczyński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Palikot'/><title type='text'>Co Europa myśli o chamach</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Poseł Palikot nazwał prezydent RP chamem, czym wywołał święte oburzenie i reakcje prokuratury, która natychmiast wszczęła śledztwo z paragrafu „znieważenie głowy państwa”. Znieważenie jest ewidentne, bo trudno uznać, że określenie „cham” miało mile połechtać prezydenta, a poseł Palikot miał co innego na myśli. Z punktu widzenia polskiego prawa sprawa jest ewidentna, zastanawiać się można tylko nad wysokością kary, jaką wymierzy sąd.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Ale, ale, nie tak szybko. Zawsze podejrzewałem posła Palikota o ciągotki estradowo-kabaretowe, ale nigdy o głupotę. Co bowiem się stanie, jeśli polski sąd posła prawomocnie skarze? Pójdzie on do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu i wygra. Bez dwóch zdań. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Trybunał już wypowiadał się w podobnych kwestiach. W 1997 roku orzekł, że „określenie idiota – użyte wobec polityka w publicznej debacie – aczkolwiek obraźliwe – nie może być podstawą skazania osoby posługującej się takim epitetem”&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;.&lt;br /&gt;Wyrok dotyczył sprawy „Oberschlick przeciw Austrii” i zapadł 1 lipca 1997 roku. Oberschlick był dziennikarzem tygodnika Forum a Joerg Haider politykiem, przewodniczącym Austriackiej Partii Wolności. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Zgodnie z doktryną Trybunału, polityk musi tolerować więcej krytyki niż zwykły obywatel, przy czym dotyczy to również bolesnych reakcji mediów i opinii publicznej, szczególnie jeśli polityk sam je sprowokował własnym zachowaniem lub słowami. Mowiąc inaczej, ktoś zaangażowany w działalność publiczną powinien pogodzić się w tym, że będzie przedmiotem ataków raniących jego poczucie godności. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Trudno mieć wątpliwości, że opinia Palikota o Kaczyńskim podpada pod tę wykładnię. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Cieszyłbym się, gdyby Palikota polski sąd skazał, bowiem tylko wtedy będzie mógł się odwołać do Strasburga. Paragraf „znieważenie głowy państwa” jest równie absurdalny, jak – także obowiązujący – prawny zakaz korzystania z trawników. Prezydentowi, podobnie jak innym politykom, przysługuje szacunek z racji czynionych przez niego działań i postawy, a nie z racji urzędu. Niejeden funkcjonariusz publiczny swój urząd ośmieszył i zniesławił. Nikt ich za to karze. &lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-6414584705173698689?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/6414584705173698689/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=6414584705173698689&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/6414584705173698689'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/6414584705173698689'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/07/co-europa-myli-o-chamach.html' title='Co Europa myśli o chamach'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-6623395064665833760</id><published>2008-06-20T13:55:00.001+02:00</published><updated>2008-06-20T13:57:42.652+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='IPN'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kaczyński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wałęsa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cenckiewicz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gontarczyk'/><title type='text'>Kacze opowieści</title><content type='html'>&lt;strong&gt;„Do Boju Polsko"&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;em&gt;Podręcznik do historii dla klas trzecich gimnazjum.&lt;br /&gt;Posiada akceptację Ministra Edukacji Narodowej i Wychowania Patriotycznego Przemysława Gosiewskiego&lt;br /&gt;Konsultacja: Instytut Pamięci Narodowej&lt;br /&gt;Rok wydania: 2017&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozdział 11.&lt;br /&gt;Rola Lecha Wałęsy w utrzymaniu wpływów komunistycznych w tzw. III RP&lt;br /&gt;(wypisy)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na przełomie 1979 i 1980 roku w czynnikach oficjalnych ZSRR narastało przekonanie, że zimna wojna nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Wśród członków politbiura powstała nieformalna grupa mająca za zadanie opracowanie tajnego planu demontażu ustroju komunistycznego z jednoczesnym zachowaniem nieoficjalnego wpływu na sferę polityczną i gospodarczą krajów bloku komunistycznego (tzw. Grupa Pięciu: Breżniew, Gromyko, Andropow, Czernienko, Gorbaczow). Plan zakładał wybuch protestów społecznych w Polsce, które następnie rozprzestrzeniłyby się na pozostałe kraje Układu Warszawskiego i i późniejszy demontaż ustroju komunistycznego. Wpływ i kontrolę na przebiegiem protestów zapewnić miał Lech Wałęsa, współpracujący z polskim aparatem bezpieczeństwa od 1970 roku i zarejestrowany pod pseudonimem Bolek. (…) Największe problemy Służbie Bezpieczeństwa sprawiała działalność braci Lecha i Jarosława Kaczyńskich, którzy już we wrześniu 1980 roku rozszyfrowali plan Grupy Pięciu i próbowali przejąć kontrolę nad działalnością „Bolka”.&lt;br /&gt;(…)&lt;br /&gt;Wprowadzenie stanu wojennego w Polsce przez generała Jaruzelskiego, współpracującego z ortodoksyjnym skrzydłem KPZR, pokrzyżowało szyki Breżniewowi. Jego śmierć w niewyjaśnionych do końca okolicznościach pozwala przypuszczać, że padł on ofiarą zakulisowych rozgrywek w obrębie KPZR.&lt;br /&gt;(…)&lt;br /&gt;Lata 1982-1988 upłynęły pod znakiem nieformalnej walki między przywódcami radzieckimi (po śmierci Breżniewa grupie udało się odzyskać wpływy i pierwszym sekretarzem KC KPZR zostali kolejno: Jurij Andropow, Konstantin Czernienko, Michaił Gorbaczow) a generałem Jaruzelskim, pragnącym przejąć kontrolę nad poczynaniami agenta Wałęsy.&lt;br /&gt;(…)&lt;br /&gt;W początkach 1988 roku na tajnym spotkaniu w Irkucku Gorbaczow wymógł na Jaruzelskim akceptację dla planu demontażu ustroju komunistycznego z jednoczesnym zachowaniem wpływów. Pomysł Okrągłego Stołu podsunął Jaruzelskiemu sam Wałęsa, argumentując, że dzięki temu opinia publiczna zaakceptuje warunki tego porozumienia.&lt;br /&gt;(…)&lt;br /&gt;Wynik wyborów 1989 roku pozwoliły na wprowadzenie planu w życie. Filozofia „grubej kreski” zapewniła komunistycznej nomenklaturze możliwość działania w nowej rzeczywistości, bez obawy o rozliczenia i sądy. Zgodnie z wytycznymi agent Wałęsa wystartował w wyborach prezydenckich, zdobywając większość głosów. Odkrywając prawdziwy cel działań Wałęsy, Lech i Jarosław Kaczyńscy postanowili opuścić jego kancelarię w październiku 1991 roku. Wciągu pięciu lat prezydentury Lech Wałęsa zdołał zrealizować większość politycznych celów, które postawili przed nim zleceniodawcy.&lt;br /&gt;(…)&lt;br /&gt;Niejawna działalność Wałęsy stała się przedmiotem publicznej debaty dopiero w 2008 roku, po publikacji historyków Instytutu Pamięci Narodowej Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka, zatytułowanej „Wałęsa a SB”. Na nic zdały się opór i wściekłe ataki postkomunistycznego establismentu – prawda o agenturalnej działalności Wałęsy przedarła się do świadomości Polaków. W 2009 roku historycy IPN podjęli próbę wyjaśnienia roli i związków z komunistycznym aparatem bezpieczeństwa papieża Jana Pawła II. Książka „Dwaj agenci W. Jak Wałęsa i Wojtyła budowali III RP” ukazała się w październiku 2010 roku (decyzją MENiWP wprowadzona na listę szkolnych lektur obowiązkowych w 2012 roku).&lt;br /&gt;(…)&lt;br /&gt;Historycy Cenckiewicz i Gontarczyk, w uznaniu zasług dla budowania tożsamości narodowej, w Święto Niepodległości 2015 roku zostali odznaczeni orderem Orła Białego przez rozpoczynającego III kadencję prezydenta Lecha Kaczyńskiego.&lt;br /&gt;(…)&lt;br /&gt;Decyzją rządu Jarosława Kaczyńskiego z 14 lipca 2014 roku, wszelkie publikacje podważające agenturalną działalność Lecha Wałęsy zostały uznane za przejaw „kłamstwa solidarnościowego”, za co grozi do czterech lat więzienia. Jeden z pierwszych wyroków zapadł w październiku 2014.  A. Podkańskiego skazano na trzy lata więzienia w zawieszeniu za publikację „Ścierwojady. Jak historycy IPN pisali historię na zamówienie”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-6623395064665833760?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/6623395064665833760/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=6623395064665833760&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/6623395064665833760'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/6623395064665833760'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/06/kacze-opowieci.html' title='Kacze opowieści'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-8427682403941143760</id><published>2008-05-25T22:26:00.004+02:00</published><updated>2008-05-25T22:31:50.112+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podsłuchy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kaczyński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Marcinkiewicz'/><title type='text'>Kazio się przypomina</title><content type='html'>Sytuacja przypomina amerykański dowcip: Jaka jest kara za pedofilię? Zesłanie do innej parafii. A jaka jest w Polsce kara za głupotę w polityce? Przygarnięcie przez Platformę.&lt;br /&gt;Były premier Marcinkiewicz Kazimierz, gdy już wiadomo, że stracił robotę w Londynie, postanowił przypomnieć się publiczności. W sobotę w Dzienniku ogłosił, że w 2005 roku prezydent – wtedy jeszcze elekt – Kaczyński kazał go podsłuchiwać. Oskarżenie mocne, bo dotyczy złamania prawa. W samo sedno sprawy – były podsłuchy, czy nie – teraz nie wnikam, bo za mało mam informacji. Zafascynował mnie sposób uprawiania polityki przez byłego premiera, bądź co bądź, uczestniczącego kiedyś w tych grach na najwyższym piętrze.&lt;br /&gt;Marcinkiewicz coś ogłosił, z rana zaczął się wycofywać, że już niekoniecznie powiedział, co powiedział, potem ogłosi, że podda się badaniom na wariografie, a jeszcze potem, że owszem, ale nie. Ogólnie mówiąc: polityka z piaskownicy. A przecież były premier – podobnie jak inni uczestnicy tej gry – wie, jak to się robi. Wystarczyło puścić informację do zaprzyjaźnionych mediów – szybko by się takie znalazły – ale bez własnej wypowiedzi: że niby dziennikarskie śledztwo, że pięć niezależnych źródeł i takie tam. Byłoby normalnie i profesjonalnie. Byłby szum, sprawa zrobiłaby się głośna, ale Kazimierz zostałyby czysty. A on nie dość, że pod nazwiskiem, to jeszcze bez dowodów. Marczuk, w końcu człowiek Kaczyńskich, na którego notatkę powołuje się były premier, szybko zdementował jego rewelacje. Ktoś jest zdziwiony poza Marcinkiewiczem?&lt;br /&gt;Nie przemawia do mnie teza, że premier z Gorzowa wyskoczył z tą rewelacją w uzgodnieniu z Platformą. Że Platforma chce coś rozegrać i potrzebne było jej oskarżenie – z dowodami lub bez – Kaczyńskiego Mniejszego. Bardziej prawdopodobne, że Marcinkiewicz prowadzi własną gierkę, by przypodobać się właśnie Platformersom, dać im sygnał, że może być przydatny, że coś wie, wie i może pomóc (kampania prezydencka wystartuje za rok). Oczywiście nie darmo, bo chce dobra Polski a program Platformy jest dla kraju najlepszy. A że przydałoby się jakieś stanowisko? Cóż, szkoda byłoby nie wykorzystać człowieka tak doświadczonego.&lt;br /&gt;Obawiam się za jakiś czas usłyszeć rozradowanego Tuska, jak ogłasza, że właśnie powierza odpowiedzialne stanowisko, misję itd., byłem premierowi Marcinkiewiczowi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-8427682403941143760?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/8427682403941143760/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=8427682403941143760&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/8427682403941143760'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/8427682403941143760'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/05/kazio-si-przypomina.html' title='Kazio się przypomina'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-3643417214121152975</id><published>2008-05-15T21:59:00.005+02:00</published><updated>2008-05-16T12:01:43.578+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prasa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzienniki regionalne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzienniki ogólnopolskie'/><title type='text'>Między młotem a wydawcą. Część 3.</title><content type='html'>Przyszłość prasy ogólnoinformacyjnej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydawcy i redaktorzy po raz kolejny odbywają podróż w poszukiwaniu straconej tożsamości. Z internetowym młotem nad głową, z pomocą marketingowców i dyrektorów wydawniczych poszukują cechy unikalnej, która ma być antidotum na kryzys. Podróż trwa, czas biegnie, czytelnicy odchodzą. Prostuję tę pesymistyczną wersję: nie odchodzą, tylko przechodzą. Drogę wydawcy powinni przejść razem z nimi, niestety, idą kilka- kilkanaście kroków z tyłu. Jak wyraził się jeden z internautów: obecnie cechą unikalną prasy drukowanej jest to, że można ją zabrać do toalety. Tego niuansu wydawcy nie rozumieją: z punktu widzenia odbiorcy treść jest wciąż ta sama, zmieniają się kanały dystrybucji informacji, sposób jej prezentacji i odbioru.&lt;br /&gt;Prasa ogólnoinformacyjna przetrwa. Pytanie – w jakiej formie. Spróbuję określić warunki, które wydają mi się niezbędne dla jej przyszłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;1. SELEKCJA&lt;/strong&gt;.&lt;br /&gt;Wygra nie ten, kto wytworzy najwięcej unikalnych informacji, ale ten, która zaoferuje odbiorcom jak najlepsze narzędzia do selekcji informacji. Zarówno gazety jak sieć są zapchane informacyjnym śmieciem. Oddzielenie informacji twardej (niosącej wiedzę) od miękkiej (ktoś coś powiedział) jest trudne. Wpisując jakiekolwiek hasło w googlach dostaniemy, oprócz tego, czego szukamy, linki sponsorowane, reklamowe i najlepiej spozycjonowane strony, niekoniecznie najwartościowsze.&lt;br /&gt;Koncerny prasowe posiadają olbrzymie zasoby informacyjne, pożądane przez odbiorców, ale praktycznie niedostępne. Przykłady z Axel Springer: testy motoryzacyjne (Auto Świat), informacje komputerowe (Komputer Świat i pozostałe), biznesowe (Forbes, Wall Street Journal), opinie polityczne (Europa i Dziennik), od niedawna informacje sportowe (Przegląd Sportowy). Z Rzeczpospolitej: zasób informacji gospodarczych i prawnych. Z Agory: archiwa wydań gazetowych, od informacji jak zbudować taras w ogrodzie do analizy polityki bliskowschodniej Bila Clintona. W czym problem? Spróbujmy poszukać szczegółowych informacji. Np. o polityce bliskowschodniej Clintona albo testów Hondy FRV. Minie pół godziny, zanim się dokopiemy, po drodze przeglądając dziesiątki stron zupełnie nie na temat.&lt;br /&gt;Narzędzia do selekcji informacji to oczywiście technologia i trudno dziś przewidzieć, czy to firmy internetowe będą połykać wydawnictwa, czy wydawnictwa kupować firmy internetowe. Prasa zawsze zajmowała się selekcją informacji, jedne uznawała za ważne, inne za nieważne i ich nie drukowała. W przyszłości zasada będzie taka sama, z tym że selekcja nie będzie polegała na podejmowaniu decyzji ZA odbiorcę, ale na jak najlepszym opisaniu zasobów. Stąd też przyszłość zawodu archiwisty internetowego. To, jak informacje zostaną opisane, będzie kluczowe dla sposobu ich selekcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;2. PUNKTOWA DYSTRYBUCJA INFORMACJI&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Kto kiedykolwiek otarł się o redakcję wie, jak wielkim contentem dysponują wydawnictwa, a jak niewiele z niego dystrybuują. Informacje interesujące wąską grupę odbiorców nie trafiają na łamy, bo „gazeta nie jest z gumy”. Gazeta nie, ale internet już tak. Dziś – i w przyszłości – ważne będzie dotarcie z informacją szczegółową do właściwych odbiorców. Posłużmy się przykładem. Dziennikarz zajmujący się służbą zdrowia codziennie dostaje informacje na temat nowych leków i nowych zabiegów. W prasie specjalistycznej i zagranicznej znajduje wiadomości na temat nowatorskich zabiegów, odkryć medycznych, teorii, technologii. Do tego dochodzi zasób informacji o zmianach w prawie, wytyczne izb lekarskich i farmaceutycznych, zmiany kadrowe, rozporządzenia Narodowego Funduszu Zdrowia itp. Co trafia na łamy gazet? Niewiele. Większość trafia do kosza, lub – w najlepszym razie – do archiwum dziennikarza. A przecież jest duża grupa odbiorców, którzy takiej wąskiej informacji poszukują. Lekarze (100 tysięcy?), urzędnicy zajmujący się ochroną zdrowia, właściciele firm pracujących lub współpracujących z placówkami służby zdrowia itp. No to może codzienny medyczny serwis informacyjny, rozsyłany mailem? Płatny. A może podobne serwisy dla budowlańców, weterynarzy, prawników, notariuszy, nauczycieli? Redakcje płacą już za coś takiego, kupując codzienny Presserwis (informacje z branży medialnej). Dlaczego nie chcą na takiej działalności zarabiać? Bo problemem nie jest zebranie informacji, w prawie każdej redakcji są dziennikarze zajmujący się wybraną tematyką, problemem jest zrozumienie, że na tym można zarabiać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;3. INWESTYCJE W TECHNOLOGIE&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;To pochodna warunku selekcji i punktowej dystrybucji informacji. Zamiast kupować nowe maszyny i budować kolejne drukarnie, trzeba projektować nowe rozwiązania internetowe. Nie chodzi o wielkie projekty, ale o zajmowanie niszy, to one będą najbardziej dochodowe. Ot, choćby testy gimnazjalne i maturalne. Są dostępne w sieci, gazety dołączają je do swoich wydań papierowych, a ja szukałem strony, gdzie mógłbym je rozwiązać w czasie rzeczywistym, na koniec otrzymałbym wynik, a w sprawie pytań, w których udzieliłem błędnej odpowiedzi, mógłbym skorzystać z porady. Nie ma. By taką stronę uruchomić, potrzeba inwestycji w narzędzie. Nie będziemy liczyć dokładnie potencjalnych zainteresowanych: 300 tysięcy gimnazjalistów, 300 maturzystów, ich rodzice, młodsze roczniki…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;4. PRZEŁAMANIE BARIERY PSYCHOLOGICZNEJ&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Uznaję to za największych problem wydawców. Nie chodzi mi już tylko o nich osobiście, ale o mentalność dziennikarzy. Papier, radio, telewizja – to prawdziwe dziennikarstwo, internet – to informacja wtórna, zerżnięta z poważnych mediów. To prawda. Jeśli patrzymy na dziennikarstwo przez pryzmat zdobywania newsów, portale mają ich niewiele. Jeśli już – to od użytkowników. Ale powtarzam: newsy są za darmo. Każdy trafi do sieci w kilka minut po opublikowaniu go przez konkurencję, z powołaniem czy bez – to ma to znaczenia. Kluczowa jest informacja specjalistyczna. Tę dystrybuować można tylko w sieci. A do jej zdobycia i uporządkowania potrzeba specjalistów – dziennikarzy.&lt;br /&gt;Ofiara takiej mentalności padł projekt Polska. Wszystko odbyło się jak zawsze. Biznes oparty na papierze, redakcja warszawska pracująca w całości na potrzeby wydania papierowego, budowanie marki wokół papieru. Wszystko tak, jak powinno być. Jak było. Ale nie zadziałało. Nie zadziałało, bo tak się już nie da. Polskapresse miało niepowtarzalną szansę zbudowania nowoczesnej multimedialnej marki, dystrybuującej informacje wszelkimi możliwymi kanałami, łącznie z telefonami komórkowymi i telewizja internetową. Mogła zbudować newsroom pracujący na potrzeby papieru i internetu (budując go od podstaw łatwiej pokonać opór dziennikarskiej materii). Mogła zawalczyć o młodego czytelnika regionalnego, który szuka informacji z regionu, ale niekoniecznie papierowej. Polskapresse stać na podobny skok, by już raz go wykonała – tworząc portal gratka.pl, dziś jeden z potentatów na rynku ogłoszeń internetowych. Jest jedno ale. Ludzi, którzy tworzyli gratkę, w Polskapresse już nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;5. PAPIER: DARMOWY, EKSKLUZYWNY LUB ELEKTRONICZNY&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Dlaczego miałbym kupować gazety? Bo lubię papier, lubię czytać przy biurku lub w tramwaju, a poza tym na komputerze trudno czyta się dłuższe teksty. Co wynika z tej odpowiedzi? Że gazety papierowe przeżyją. Tu się zgadzamy. Ale najważniejsze jest pytanie – w jakiej formule. Są trzy możliwości i jeden pewnik. Ten pewnik to – nie w obecnej formule. A w jakiej?&lt;br /&gt;&lt;em&gt;* Wydania papierowe za darmo. &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Już słyszę to oburzenie. Prasa opiniotwórcza za darmo? Darmówki to biuletyny reklamowe, nie mające nic wspólnego z dziennikarstwem, jak coś jest za darmo, znaczy że nie ma wartości. Niby racja. Te argumenty są powszechne i używają ich nie tylko pracownicy mediów, ale i odbiorcy. Bo jakże to, taka Gazeta Wyborcza za darmo? Ale pospekulujmy. Bariera jest psychologiczna, nie ekonomiczna. Agora sprzedaje egzemplarz Gazety Wyborczej za 1,50. Kolporter zabiera około 1/3 ceny egzemplarzowej, kolejne kilkadziesiąt groszy to koszt produkcji (druk, papier, naświetlenie). Do tego dochodzą niebotyczne koszty produkcji magazynów kolorowych (Gazeta Telewizyjna, Wysokie Obcasy) drukowanych na dużo droższym papierze, koszty marketingu (nagłośnienie poszczególnych numerów). Jednorazowa inwestycja w – załóżmy – automaty do dystrybucji, pozwoli tymi pięćdziesięcioma kolporterskimi groszami zmniejszyć koszty produkcji. Agora wciąż będzie dokładać do wyprodukowania egzemplarza, ale taki krok radykalnie zwiększyłby zasięg czytelniczy. W dodatku istnieje kilka kombinacji darmowe-płatne, które dałyby dodatkowe wpływy. Np. darmowy grzbiet główny i dodatki papierowe, płatne magazyny kolorowe. Za Gazetę Telewizyjną i Wysokie Obcasy czytelnicy pewnie zapłacą. Od rozeznania rynku zależy – ile. Specjalnie nie umieściłem w grupie płatnych dodatku Praca, bo czeka go taki sam los, jak dodatek Moto. Jeszcze kilka lat temu miał kilka tysięcy ogłoszeń drobnych, dziś śladowe ilości. Przeszły do internetu. Podobną drogę przechodzi rynek ogłoszeń mieszkaniowych, a wkrótce rozpocznie go rynek ogłoszeń o pracę. Agora to wie, stad jej ostatni zakup – na trader.pl, jednego z potentatów na rynku ogłoszeń internetowych, wysupłała 54 mln dolarów.&lt;br /&gt;Podobne możliwości ma Rzeczpospolita. Darmowy grzbiet główny i płatne serwisy gospodarczy i prawny.&lt;br /&gt;Problem w przypadku rozdawania poważnych gazet za darmo jest jeden – psychologia. Trzebaby umiejętnie zmienić nastawienie odbiorców. To trudne, ale możliwe. Reklama nie takie cuda czyniła.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;* Wydania papierowe ekskluzywne.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Wyobraźmy sobie, że wydanie papierowe dziennika kosztuje 7 zł. Niemożliwe? Możliwe, jeśli będzie to produkt ekskluzywny, oznaka prestiżu, znak przynależności do poważanej grupy społecznej. To jak z BMW. Jest autem luksusowym, ale po polskich drogach jeżdżą tysiące zdezelowanych, kilkunastoletnich samochodów tej marki. Bo posiadanie beemki nobilituje. Cóż z tego, że kosztowała mniej niż skoda fabia? Marka BMW jest prestiżowa, skoda – nie. Pytanie – na jaka liczbę czytelników może liczyć gazeta za 7 złotych. Co prawda może sprzedawać mniej, bo wpływy ze sprzedaży są znaczne, ale ile mniej? 70 tysięcy? 50 tysięcy? Poza tym nie za bardzo wiadomo, co takiego miałaby zawierać taka gazeta. Pojawiają się głosy, że rozbudowane opinie i komentarze, ale to tylko projekcja redaktorów, którzy nie czytają badań, ilu czytelników kupujących obecnie ich gazety w ogóle zagląda na te strony.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;* Wydania elektroniczne.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Przyznam, że sam przeżyłem krótki okres fascynacji e-wydaniami (w formacie zinio). Czyta się łatwo, przegląda jeszcze łatwiej, ale… wydaje mi się, że to rozwiązanie doskonałe dla tygodników. Daje niesamowite możliwości multimedialne, do wykorzystania tylko tekstach przekrojowych czy analitycznych. Można dołączyć backgroundy w dowolnych multimediach: wypowiedzi w mp3, charakterystykę postaci z podstrony, galerię zdjęć, obraz wideo. Do recenzji płyty – teledysk, do recenzji książki – wywiad. Oczywiście wpierw trzeba rozwiązać kwestię praw autorskich, ale to problem jedynie prawno-negocjacyjny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;6. POPRAWA JAKOŚCI&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;W czasach tak wielkiej konkurencji informacyjnej polityka wydawców, polegająca na oszczędzaniu w pierwszej kolejności na jakości (mniej dziennikarzy – więcej pracy, mniej delegacji – więcej telefonów), wydawać by się mogła zupełnie niezrozumiała. Trzeba jednak pamiętać, że z punktu widzenia zarządzających mediach – a to rzadko są dziennikarze, zazwyczaj specjaliści od zarządzania – jakość jest wartością trudno wyrażalna w pieniądzach. A koszty produkcji informacji są olbrzymie. Do czego prowadzi oszczędzanie na jakości? Dwa leady: „Grzegorz Schetyna nic nie wie o nieprawidłowościach przy składaniu wniosków o pieniądze na rozwój wsi. Nie ma też możliwości odwoływania marszałków – poinformowało wczoraj MSWiA.” Albo: „Politycy stają w obronie reporterów TVP. – Funkcjonariusze ABW przeszkodzili im w pracy – mówią.” To przykłady informacyjnego śmiecia w Wyborczej i Rzeczpospolitej. Gazety pełne są takich nikomu niepotrzebnych informacji, które służą tylko do zapełnienia szpalt. Czytelnik głupi nie jest i to widzi. Redaktorom i wydawcom wydaje się, że nie widzi.&lt;br /&gt;Dołki pod prasą papierową kopią też piszący internauci, niesłusznie nazywani „dziennikarzami obywatelskimi”. Co ostatni walczą o interesy swoich lokalnych społeczności, ci pierwsi są normalnymi publicystami, jedynie piszącymi za darmo i w internecie. Publicystyczna elita dziennikarska w Polsce jest niewielka i bardzo wyeksploatowana. Te same nazwiska piszą to samo w różnych tytułach. To niby ma być zróżnicowana oferta. Dlatego komentarze i analizy blogerów są dziś bezpośrednią konkurencją dla publicystów gazetowych. Kto nie wierzy, niech poszpera po internecie. Znajdzie teksty bardziej odkrywcze, w dodatku lepiej napisane. Wkrótce nadejdą czasy, że wydawcy będą kupować blogerów na wyłączność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;7. ODPOLITYCZNIENIE&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt; To prawda, że newsy polityczne dobrze się sprzedają, że czytelnik je lubi i czyta, ale robienie gazety w 70 procentach z polityki to zachwianie proporcji. Polityka zawsze się dobrze sprzedawała, ale poziom publikacji i newsów z tej dziedziny obniża się z roku na rok. Praca za seks czy Wieśmaki wiosny nie czynią. Dziś standardem jest robienie newsa z tego, że pan Czesio z partii x powiedział to, a pan Zdzisio z partii y uważa, że Czesio się myli albo kłamie. Takie informacje są tanie w produkcji – wystarczy złapać posła na sejmowym korytarzu lub namierzyć go przez komórkę i wypytać. Pisanie o społeczeństwie jest droższe i trudniejsze, bo trzeba wyjść z redakcji, rozmawiać z ludźmi, i widzieć to, czego inni nie widzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;8. ZAGOSPODAROWANIE INFORMACJI SUBIEKTYWNYCH&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Wspominałem już w poprzedniej części, że w ostatnich latach pojawił się w sieci duży zbiór subiektywnych opinii mających wartość informacyjną. Niektórzy nazywają je mylącym terminem „dziennikarstwo obywatelskie”. Przywołam jeszcze raz te przykłady: opinie matek na temat konkretnego przedszkola, opinie pacjentów na temat konkretnej placówki i konkretnego lekarza, opinie konsumentów na temat konkretnego modelu telewizora, opinie ludzi budujących dom na temat kosztów realizacji konkretnego projektu. Są subiektywne, nie zweryfikowane, ale gdy jeśli są masowe (tysiąc opinii na temat solidności konkretnego dewelopera), niosą taką samą wartość informacyjną, jak sondaż.&lt;br /&gt;Ten nowy rodzaj informacji jest bardziej pożądany przez odbiorców, niż napisany zgodnie z rzemiosłem artykuł dziennikarza na ten sam temat. Dziennikarz musi z definicji opierać się na relacjach i opiniach innych, internauci opisują własne doświadczenia. Jeśli wydawcy zaproponują internautom narządzie, pomagające uporządkować i zobiektywizować te opinie, mogą liczyć na lojalne społeczności.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-3643417214121152975?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/3643417214121152975/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=3643417214121152975&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/3643417214121152975'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/3643417214121152975'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/05/midzy-motem-wydawc-cz-3.html' title='Między młotem a wydawcą. Część 3.'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-2012523492431766033</id><published>2008-05-13T13:20:00.002+02:00</published><updated>2008-05-13T13:24:10.127+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzienniki regionalne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='tygodniki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzienniki ogólnopolskie'/><title type='text'>Między młotem a wydawcą. Część 2</title><content type='html'>Przyczyny spadku sprzedaży w poszczególnych segmentach prasy ogólnoinformacyjnej podzielić można na obiektywne i zawinione. Pierwsze są pochodną zmian społecznych, kulturowych i gospodarczych, drugie skutkiem działania wydawców. O przyczynach obiektywnych pisano już wielokrotnie, więc tylko przypomnę:&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rozwój telewizji.&lt;/strong&gt; Radykalne zwiększenie oferty, zaspokajające każde gusta (wąsko sprofilowane telewizje sportowe, historyczne, kulturalne, informacyjne, meteorologiczne, samochodowe, biznesowe, naukowe…).&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zmiana nawyków przyswajania informacji.&lt;/strong&gt; Informacja wizualna jest łatwiejsza w odbiorze, atrakcyjniejsza i niezobowiązująca (można wykonywać przy jej odbiorze inne czynności). Dlatego zamiast czytać o nowych samochodach, wolimy oglądać testy w Top Gear a zamiast czytać opinie polityków, słychać, co mówią w TVN24.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rozwój internetu.&lt;/strong&gt; Kto dwadzieścia lat temu mógł przewidzieć, że ludzie będą czerpali informacje nie prasy, radia i telewizji, tylko z komputera? Nikt. A pięć lat temu? Powinni wszyscy. Ale tylko część miała dość wyobraźni, by dostrzec nowy kanał dystrybucji informacji. Można narzekać, że internet jest płytki, wulgarny, zaśmiecony, ale trzeba pamiętać, że jego archiwa są o miliony razy przepastniejsze, niż archiwa Gazety Wyborczej i Rzeczpospolitej razem wzięte. Czytelnicy to wiedzą. Wiedzą też, że informacja jest za darmo (która to prawda nie dociera do wydawców). Nie trzeba kupować gazet, by wiedzieć, co napisały. Wszystko, co interesujące, i tak trafia do sieci.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Bogacenie się społeczeństwa.&lt;/strong&gt; Wydawałoby się, że jeśli społeczeństwo bogaci się – a tak się dzieje obecnie w Polsce – powinny wzrastać wydatki na prasę. Tak nie jest. Społeczeństwo jako takie ma ogromne zaległości w konsumpcji i rozrywce, dlatego chce wydawać pieniądze na telewizory, telefony komórkowe, wycieczki, ciuchy. Prasa jest na szarym końcu tej listy. W dodatku w społeczeństwie odrabiającym konsumpcyjne braki prasa nie pełni już funkcji wizerunkowych. Bycie czytelnikiem Wyborczej, Wprost czy Rzeczpospolitej ani nie nobilituje, ani nie jest oznaką przynależności do prestiżowej grupy społecznej. Jest zupełnie obojętne.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Zmiana rytmu życia.&lt;/strong&gt; Społeczeństwo na dorobku szybko żyje i ma mało czasu. Dlatego wybiera internet i telewizję, a nie prasę. Konsumenci prasy, nie tylko w Polsce, są coraz starsi. Bo oni mają czas (no i stare nawyki).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PRZYCZYNY ZAWINIONE&lt;br /&gt;Dzienniki ogólnopolskie, w dużej części także pozostali wydawcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Gadżetomania.&lt;/strong&gt; Wiadomo było, że nie spowoduje napływu czytelników, tylko klientów. W dodatku nielojalnych, takich, którzy kupią tę gazetę, która ma lepszy gadżet. Wydawcy pocieszali się – kupią gazetę, to przecież ją przejrzą. Nie przeglądali, wyrzucali. Polityka gadżetowa zmieniła się we własną karykaturę. Klienci są zdziwieni, gdy do gazety niczego się nie doda. Ponieważ dołączono już wszystko, co można było (nie słyszałem jeszcze o składanym grillu, ale myślę, że i to przed nami), gadżety są coraz gorszej jakości, co zniechęca klientów. Wydawcy są w kropce – nie mogą się wycofać z gadżetów, bo cały rynek dodaje, jednocześnie nie mają nowych pomysłów. Ale w krótkiej perspektywie – nazwijmy to perspektywie jednego prezesa – gadżetomania windowała wyniki i poprawiała bilans.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Myślenie w kategoriach biznesu papierowego&lt;/strong&gt;. Istnieje olbrzymia rozbieżność między strategią wydawców a użytkownikami – odbiorcami informacji. Pierwsi prowadzą biznes oparty na mediach tradycyjnych, drudzy oczekują rozwoju internetu. Czy w czasach, gdy połowa społeczeństwa posiada dostęp do internetu, a w wśród czytelników prasy ta grupa sięga 70 procent, znajdzie się jeszcze wydawca czy redaktor, który będzie myślał o internecie w kategoriach zagrożenia? I owszem. Spójrzmy na wydatki ponoszone na marketing wydań papierowych i na wydatki inwestycyjne w internet. Rzeczpospolita, Polska i Dziennik wydają kolejne miliony złotych, a sprzedaż spada. (Najnowsze dane Związku Kontroli Dystrybucji Prasy za marzec 2008: Dziennik – 136.706, Rzeczpospolita – 139.206). Ludzie mediów w Polsce powtarzają sobie od dawna, że internet jest przyszłością, ale ta wiedza przekłada się zwykle na działania pozorne, sprowadzające się do tworzenia projektów mających uzupełniać media tradycyjne.&lt;br /&gt;– Jak wykorzystać internet w strategii wydawniczej? – myśli wydawca/redaktor.&lt;br /&gt;– Zrobimy serwis społecznościowy i stronę z informacjami.&lt;br /&gt;– Co na niej będzie?&lt;br /&gt;– Informacje bieżące, (Polska Agencja Prasowa, agencje zagraniczne, informacje własne) plus teksty z dzisiejszego wydanie naszej gazety.&lt;br /&gt;– A serwis społecznościowy?&lt;br /&gt;– No, żeby ludzie wchodzili?&lt;br /&gt;– A po co?&lt;br /&gt;– Jak to po co, przecież lubią, to teraz popularne.&lt;br /&gt;– Dlaczego internauta ma zajrzeć na naszą stronę?&lt;br /&gt;– Bo przecież dobra będzie.&lt;br /&gt;– Jaka będzie je cecha unikalna?&lt;br /&gt;Tu dialog zostaje przerwany lub sprowadzony na inny temat.&lt;br /&gt;Takie rozmowy słychać w największych polskich wydawnictwach. Internet internetem, ale papier, papier, tu jest kasa, tu są reklamy. Że w Skandynawii i Wielkiej Brytanii reklama internetowa zgarnia więcej niż papierowa? No to tam, to inne społeczeństwo, u nas do tego daleko – odpowiada wydawca/redaktor. Tak naprawdę marzy on, by internet okazał się bańką, by cała ta rewolucja pękła i znów wszystko było jak dawniej. Najciekawsze jest wyjaśnienie obecnej sytuacji. Słyszałem je już w tylu ust, że powoli uznaję za obowiązuje. Dlaczego spada sprzedaż? Bo wszystkim spada.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Tradycyjne podejście do informacji.&lt;/strong&gt; Większość wydawców i dziennikarzy uznaje tradycyjne dziennikarstwo (obiektywna, zweryfikowana informacja), za produkt, za który klienci zechcą płacić. Jednak o ile klienci zapłacą za informację użyteczną (prawną, finansową) o tyle pozostałe uznają za darmowe. Newsy, publicystyka – to wszystko jest dostępne w Internecie i nic nie kosztuje. To jest punkt widzenia klienta.&lt;br /&gt;W ostatnich latach pojawił się w sieci duży zbiór informacji, których nie mają media tradycyjne, nazywanych mylącym terminem „dziennikarstwo obywatelskie”. Mylącym, ponieważ dziennikarze mediów tradycyjnych określają nimi informacje tworzone przez użytkowników sieci, ale podlegające standardom dziennikarstwa tradycyjnego (obiektywne, zweryfikowane). A tu chodzi o subiektywne opinie z zawartością informacyjną. &lt;br /&gt;Np. opinie matek na temat konkretnego przedszkola, opinie pacjentów na temat konkretnej placówki i konkretnego lekarza, opinie konsumentów na temat konkretnego modelu telewizora, opinie ludzi budujących dom na temat kosztów realizacji konkretnego projektu. To są informacje subiektywne, nie zweryfikowane, ale gdy jeśli są masowe (tysiąc opinii na temat solidności konkretnego dewelopera), niosą taką samą wartość informacyjną, jak sondaż.&lt;br /&gt;Ta informacja, choć zindywidualizowana, jest poszukiwana przez internautów. Co wydawcy oferują im w tej dziedzinie? Poza gazetą.pl – niewiele.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Podkopywanie własnego autorytetu.&lt;/strong&gt; To grzech bardziej redaktorów niż wydawców. Wojna polityczna ostatnich dwóch lat rozgrywała się także w prasie. O ile zajmowanie pozycji politycznych przez redakcje jest naturalne a nawet wymagane, bo kształtuje ich wizerunek i pomagają w identyfikacji gazeta-czytelnik, o tyle tyle złego, ile napisali przez ostatnie lata dziennikarze sami o sobie musiało odbić się na wizerunku.&lt;br /&gt;Bo jeśli jedni piszą, że dziennikarze drugiej gazety to sukinsyny (to poziom uprawiania polemiki publicystycznej w Polsce), to pewnie i pozostali także – podejrzewa czytelnik. Hektolitry pomyj wylewane na konkurencję utopiły całe środowisko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydawcy regionalni&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rzeczywista likwidacja konkurencji.&lt;/strong&gt; Stara kapitalistyczna prawda mówi, że rynkowi niezbędna jest konkurencja. Wydawcy uznali, że każdemu, poza prasowym. Jakie były skutki łączenia tytułów, pisałem w pierwszej części.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Pogarszająca się jakość&lt;/strong&gt;. Gdy tytuł nie ma konkurencji, nie musi walczyć na jakość materiałów. Po prostu czytelnik nie ma z czym porównać poziomu. Można więc oszczędzać, zwalniając dziennikarzy i ograniczając wierszówki, wprowadzić z życie ulubioną politykę księgowych (rozwój przez redukcję), likwidować drogie działy, rezygnować z informacji agencyjnych itp. Można, do czasu. Jakie są efekty tej polityki – odsyłam do danych ZKDP z pierwszej części. Wspomnę tylko, że jedyny duży rynek regionalny, na którym konkurencja zachowała się, to Łódź. Polskapresse wydaje tam włączony do projektu Polska Dziennik Łódzki i Express Ilustrowany. Łączna średnia sprzedaż gazet wynosi 100.239 (Dziennik Łódzki 47.490, Express Ilustrowany – 52.749), więcej niż najlepsza wśród dzienników regionalnych Gazeta Pomorska (83.288).&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Brak wyraźnego pozycjonowania.&lt;/strong&gt; To znów efekt likwidacji konkurencji. Tabloidy i gazety poważne mają różnych odbiorców. Jak Fakt i Gazeta Wyborcza. W regionach, przed łączeniem, tytuły także były różnie pozycjonowane. Obok poważniejszych Słowa Polskiego i Dziennika Bałtyckiego, działały np. tabloidowe Wieczór Wrocławia i Wieczór Wybrzeża. Po połączeniu czytelnik został bez bulwarówek. A jak się te sprzedają? Niech świadczy Fakt i wspomniany już łódzki Express Ilustrowany.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Nuda internetowa.&lt;/strong&gt; Proponuje proste ćwiczenie. Załóżmy, że jestem rodzicem, który chce posłać dziecko do przedszkola niepubliczego. Szukam informacji w Katowicach. Wchodzę na naszemiasto.pl (serwis należy do Mediów Regionalnych) i szukam. Znajduje trzy, słabo opisane przedszkola. Nie ma więcej? Gmeram w googlach i wynajduję jeszcze pięć. Wyszukuję po kolei strony internetowe każdego przedszkola i tam szukam informacji. Ten sam problem będę miał, poszukując kortów tenisowych w Łodzi czy basenów w Warszawie.&lt;br /&gt;A jak powinno być? Prosto, jak najprościej. Wyszukiwarka, dajmy na to taka jak w gratka.pl, gdzie mogę wybrać miasto, rodzaj informacji (korty, lekarz ginekolog, szkoły językowe), interesujące mnie parametry (moje dziecko może chodzić na angielski tylko po godzinie 17,  nie chcę zapłacić więcej niż tyle a tyle) i porównać oferty według tych parametrów. Tak, jak szukamy ogłoszenia o sprzedaży samochodu czy mieszkania.&lt;br /&gt;Podobnych pomysłów są dziesiątki, problem w tym, że wydawcy tworzą strony i portale internetowe nieoferujące żadnych unikalnych informacji, poza tymi, które tego dnia wydrukowały ich gazety. Stworzenie opisanej wyżej wyszukiwarki wymaga inwestycji, pracy resercherów i sprawności dziennikarskiej, a prowadzenie naszegomiasta.pl jedynie małpiej zręczności kopuj/wklej.&lt;br /&gt;Inny przykład. Drugi potentat regionalny, Polskapresse, stworzyła serwis obywatelski wiadomości24.pl. Zbiera pochwały, ma ponad 4200 dziennikarzy obywatelskich, ale gdzie tam biznes? Bo reklam jak na lekarstwo. A może cele strategiczne zakładają wsparcie informacjami obywatelskimi wydań papierowych? Jeśli tak, to ma to być informacja w tradycyjnym sensie (zweryfikowana, zobiektywizowana), czy inna?&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ucieczka od tematów niewygodnych władzy.&lt;/strong&gt; Kto pamięta śledztwa dziennikarskie z regionów? Polityka wydawców regionalnych jest jasna – żyć dobrze z władzą, obojętne kto rządzi. Ma to uzasadnienie praktyczne, bo władza daje dużo ogłoszeń (przetargi itp.) więc gdyby się wycofała, przełożyłoby się to na straty finansowe. A zawartość merytoryczna gazet?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tygodniki&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Brak własnego odbiorcy.&lt;/strong&gt; Tygodniki wdały się w rywalizację z dziennikami i kanałami telewizyjnymi na newsy. Zamiast tłumaczyć świat i opisywać go w szerszej perspektywie, ścigają się z dziennikami, które i tak przegrywają z internetem i telewizją w szybkości informacji. Newsowa ofensywa Wprostu, który zaczął publikować informacje własnej na swojej stronie internetowej, wywołała podobna reakcję Newsweeka. I żadnej czytelników. Tygodniki tym samym skierowały się do czytelnika oczekującego szybkiej informacji, a nie rozbudowanej. Ten trend jest pochodną pewnego wynaturzenia, które zawładnęło rynkiem gazet a zowie się cytowalność. Swego czasu media stanęły w szranki, kto będzie miał więcej powołań. Założenie było takie, że jak się ma dużo cytowań w innych mediach, to znaczy, że nasze informacje są ciekawe, a to znaczy, że jesteśmy lepsi. Zapomniano o czytelniku. Bo on powołania miał gdzieś. Sytuacja była na tyle kuriozalna, że najwięcej powołań nabijały informacje skandalizujące (nieważne, czy prawdziwe). W walkę o pozycję w rankingu cytowań wdały się przede wszystkim gazety o trudnej sytuacji (spadająca sprzedaż). Podnosiło to morale, ale niestety tylko to.&lt;br /&gt;Pogarszająca się jakość. Żadnej trudności nie sprawia znalezienie w jednym numerze opiniotwórczego tygodnika czterech dwukolumnowych artykułów jednego autora. Można założyć, że to wyjątek od reguły, ale jeśli w następnym i jeszcze następnych sytuacja się powtarza, to znaczy, że to norma. Czy jeden autor może napisać cztery dobre materiały do tygodnika? Może, ale co to będą za artykuły. Czym się będą różniły od tego, co dają dzienniki (informacja lub teza, kilka wypowiedzi jednej i drugiej strony, background i miejsce zapchane)?&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przespanie rozwoju internetu.&lt;/strong&gt; Dlaczego portalu salon24.pl nie stworzył żaden tygodnik (abstrahując od jego aktualnego poziomu, pomysł był bardzo dobry)? Wydawcy mają kontent, dziennikarzy, możliwość zaproszenia ciekawych publicystów. Wszystko, czego potrzeba. Odpowiedź jest prosta. Nikt o tym nie pomyślał. Budzi się tylko Wprost, choć nie jestem pewien, czy serwis społecznościowy dla dziennikarzy obywatelskich to to, czego tej gazecie potrzeba najbardziej.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Brak strategii budowania wizerunku.&lt;/strong&gt; Wiem, wiem, to bardzo drogie i w krótkiej perspektywie nie daje wyników. Ale takie czasy, że klient kupuje markę, nie treść. Gazeta Wyborcza – dziennik wykształciuchów, Rzeczospolita – gazeta konserwy i biznesu, Fakt – brukowiec, co nikomu nie daruje. A Newsweek, Polityka, Przekrój?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Przyszłość prasy ogólnoinformacyjnej  – w części trzeciej&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-2012523492431766033?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/2012523492431766033/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=2012523492431766033&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/2012523492431766033'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/2012523492431766033'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/05/midzy-motem-wydawc-cz-2.html' title='Między młotem a wydawcą. Część 2'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-6970160715650206005</id><published>2008-05-04T18:06:00.005+02:00</published><updated>2008-05-04T18:22:12.376+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fakt'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dziennik'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rzeczpospolita'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dzienniki regionalne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Super Express'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziennik Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gazeta Wyborcza'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Trybuna'/><title type='text'>Między młotem a wydawcą. Część 1</title><content type='html'>Z pozoru sytuacja wygląda normalnie: dziesiątki tytułów prasowych walczą o czytelnika, najsilniejsze utrzymują sprzedaż, rynek reklamy rok do roku wzrasta o kilka procent a wydawcy myślą o nowych inwestycjach. Pesymiści co prawda wieszczą koniec prasy ogólnoinformacyjnej, ale wydawcy raczej nie słychają ich biadolenia: słupki się zgadzają. Prasowy titanic płynie ku katastrofie. Napisać, że jest źle, byłoby eufemizmem: jest tragicznie. Sprzedaż prasy ogólnoinformacyjnej (dzienniki ogólnopolskie, dzienniki regionalne, tygodniki społeczno-polityczne) w latach 2001-2008 spadła o 11,4 procent, mimo uruchomienia nowych tytułów.&lt;br /&gt;Wydawcy w większości – choć oficjalnie mówią inaczej – tkwią w tradycyjnym przeświadczeniu, że prawdziwy biznes to jedynie papier. Z internetu rozumieją tyle, że jak dziennikarz obywatelski napisze artykuł, to nie trzeba mu płacić, dzięki temu można zwolnić kilku drogich dziennikarzy. Jednocześnie ci sami dziennikarze tylko papier uznają za wart zachodu, pracę w internecie traktując jako dziennikarstwo drugiej, jeśli nie trzeciej kategorii.&lt;br /&gt;Ten tekst będzie miał dużo liczb, ale nie da się pisać o prasie bez kalkulatora. Wydawanie gazety to biznes, obojętne ile wielkich słów nie padnie o misji i roli mediów w społeczeństwie. Podzieliłem go na cztery części: w pierwszej prześledziłem poziomy sprzedaży, w drugiej opisałem sytuację poszczególnych tytułów, w trzeciej analizuję przyczyny obecnej sytuacji w poszczególnych segmentach, w czwartej szukam odpowiedzi na pytanie, co dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uwagi metodologiczne. Po pierwsze: rozważania dotyczą stanu obecnego i przyszłości jedynie i tylko gazet ogólnoinformacyjnych, nie magazynów, prasy poradniczej, hobbystycznej, ogłoszeniowej itp. Po drugie: w tekście posługuję się danymi Związku Kontroli Dystrybucji Prasy. Wyliczenia własne wydawców pominąłem, bo z natury mają ograniczona wiarygodność. Porównuję średnie za rok 2001 ze średnimi z lutego 2008 (ostatnie odstępne, za rok 2007 w całości jeszcze nie ma). Wybrałem rok 2001, ponieważ większość tytułów wtedy także rejestrowana w ZKDP. Dane dotyczące internetu podaję za Megapanel PBI/Gemius.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sprzedaż w latach 2001-2008&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Wydawcy operujący w Polsce (z oczywistych względów trudno mi używać terminu „wydawcy polscy”), podczas wystapień publicznych niejednokrotnie przekonują, że mówienie o złej sytucji prasy oglnoinformacyjnej to ględzenie nie znających materii amatorów. Na poparcie swoich słów przywołują liczby. Rzeczywiście, sprzedaż dzienników ogólnopolskich wzrosła. W 2001 roku sprzedawały one średnio miesięcznie 1.208.095 sztuk, w lutym 2008 roku aż 1.668.008 sztuk. Wzrost sięgnął 38 procent! I jak tu mówić o złej sytucji? Ale z liczbami wiadomo jak jest, umiejętnie dobrane udowodnia każdą tezę. Dlatego przyjrzyjmy im się uważnie.&lt;br /&gt;Wspomniane wyżej dane dotyczą następujących dzienników ogólnopolskich: Dziennik. Polska Europa Świat (niebieski), Fakt, Gazeta Prawna, Gazeta Wyborcza, Parkiet, Przegląd Sportowy, Rzeczpospolita, Super Express, Trybuna (tu podaję dane z 2007 roku, w 2008 Trybuny w ZKDP już nie ma). Wzrost rzeczywiście jest piorunujący. Wspomnieć jednak należy, że tylko dwa spośród wymienionych tytułów osiągnęły wzrosty sprzedaży: Gazeta Prawna (69.831 w 2001 r i 82.258 w lutym 2008) i Parkiet (10.678 do 11.682). Pięć zanotowało spadki: Gazeta Wyborcza (z 458.502 w 2001 do 436.404 w lutym 2008), Przegląd Sportowy (z 88.941 do 68.318), Rzeczpospolita (z 199.078 do 143.188), Super Express (z 334.727 do 228.250) i Trybuna (z 46.337 do 18.000). Pozostałe dwa dzienniki, należące do Axel Springer zanotowały w lutym 2008 roku odpowiednio: Fakt 522.396 i Dziennik 157.535. Z powyższych dany możnaby wyciągnąć wniosek, że choć część tytułów zanotowało spadki (rekordzistami są Rzeczpospolita i Super Express), to pojawienie się dwóch nowych tytułów na rynku powiększyło czytelnictwo. Byłoby to twierdzenie prawdziwe, gdybyśmy założyli, że nie ma przepływu czytelniczego między dziennikami ogólnopolskimi, regionalnymi i tygodnikami społeczno-politycznymi. Niestety, jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W lutym 2008 roku w ZKDP zgłoszono 36 dzienników regionalnych: Dziennik Polski, Dziennik Wschodni, Echo Dnia, Express Bydgoski, Express Ilustrowany, Gazeta Codzienna Nowiny, Gazeta Lubuska, Gazeta Olsztyńska/Dziennik Elbląski, Gazeta Pomorska, Gazeta Współczesna, Głos-Dziennik Pomorza, Kurier Poranny, Kurier Lubelski, Kurier Szczeciński, Nowa Trybuna Opolska, Nowości-Dziennik Toruński, Polska Dziennik Zachodni, Polska Białystok, Polska Dziennik Bałtycki, Polska Dziennik Łódzki, Polska Gazeta Krakowska, Polska Gazeta Opolska, Polska Gazeta Wrocławska, Polska Głos Wielkopolski, Polska Kielce, Polska Koszalin, Polska Kujawy, Polska Lubuskie, Polska Mazowsze, Polska Metropolia Warszawska, Polska Olsztyn, Polska Rzeszów, Polska Szczecin, Sport, Super Nowości, Życie Warszawy. Jest aż 11 nowych tytułów, wszystkie należące do Polskapresse i uruchomione w ramach projektu Polska. Te 11 nowych tytułów sprzedały w lutym 2008 28.123 egzemplarzy, z czego 13.247 przypada na Polska Metropolia Warszawa. Średnia na dziesięciu pozostałych to 1487 egzemplarzy.&lt;br /&gt;Wszystkie dzienniki regionalne sprzedały w lutym 2008 roku ogółem 919.269 egzemplarzy. Ile sprzedawały średnio w 2001 roku? 1.267.753. Czyli 27,5 procent więcej. W 2001 roku nie było co prawda dzienników Polski, ale ukazywało się osiem innych tytułów: Gazeta Poznańska (49.151 sprzedaży w 2001 roku), Głos Koszaliński/Słupski (29.748), Głos Szczeciński (20.865), Słowo Ludu (15.575), Słowo Polskie (24.584), Trybuna Śląska (61.874), Wieczór Wrocławia (21.072), Wieczór Wybrzeża (22.046). Wszystkie tytuły padły ofiarą polityki łączenia, która w zamyśle wydawców miała ograniczyć koszty wydawania tytułów na tym samym rynku. Do czego ta polityka doprowadziła, najlepiej pokazują przykłady Wrocławia i Śląska. W 2001 roku we Wrocławiu ukazywały się trzy tytuły regionalne: Wieczór Wrocławia, Słowo Polskie, Gazeta Wrocławska. Ich łączna sprzedaż wynosiła średnio miesięcznie 79.428 egz. Gazeta Wrocławska, która pozostała po połączeniu tych trzech tytułów w lutym 2008 roku sprzedawała 34.943 egz. 127 procent mniej. Na Śląsku w 2001 roku Trybuna Śląska i Dziennik Zachodni sprzedawały łącznie 155.758 egz. Pozostały po połączeniu Dziennik Zachodni sprzedawał w lutym 2008 roku 88.465 egz. 176 procent mniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostały nam jeszcze tygodniki społeczno-polityczne. Pod uwagę wziąłem następujące tytuły: Forum (przegląd prasy zagranicznej). Gość Niedzielny, Newsweek Polska, Nie, Polityka, Przegląd, Przekrój, Angora (przegląd prasy krajowej), Tygodnik Powszechny, Wprost. W 2001 roku tytuły te sprzedawały średnio 1.608.517 egzemplarzy. W lutym 2008 roku – 1.027.248. Czyli 56 procent mniej. Z dziewięciu tytułów cztery zanotowały wzrost sprzedaży: Gość Niedzielny (z 125.622 w 2001 roku do 130.588 w lutym 2008), Przekrój (z 46.120 do 82.841), Angora (z 270.009 do 290.451) i Tygodnik Powszechny (z 21.745 do 21.906).&lt;br /&gt;Zsumujmy wszystkie dane. W latach 2001-2008 najwięcej straciły tygodniki ogólnoinformacyjne (zwane też tygodnikami opinii) – 36 procent, następnie dzienniki regionalne – 27,5 procent. Wzrost w puli dzienników ogólnopolskich o 38 procent (z 1.208.095 do 1.668.008) nie zniwelował spadku z całym segmencie gazet ogólnoinformacyjnych. Wyniósł on 11,4 procent: z 4.084.365 do 3.614.525.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sytuacja poszczególnych tytułów&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Dzienniki ogólnopolskie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Fakt&lt;/strong&gt;. Kierowana żelazną ręką przez Grzegorza Janowskiego, który dla swoich przybocznych jest bardziej guru niż szefem. Zarabia na pół wydawnictwa Axel Springer. Sprzedaż luty 2008: 555.396 egz. Doskonale wprowadzony na rynek, zajął silną pozycję odbierając czytelników Super Expressowi i dziennikom regionalnym. Każdy wydawca chciałby mieć taki produkt w swoim portfolio, ale… Kto się nie rozwija, ten się cofa. Jakiś czas temu Fakt osiadł. Jego największa wpadka to przespanie rozwoju internetowych serwisów plotkarskich. Gdy wszedł na rynek, pokazał zupełnie nową jakość, zarówno w podejściu do redagowania pisma rozrywkowego, jak i sposobu zdobywania newsów i współpracy z szołbiznesem. Był prawie monopolista na rynku informacji plotkarskich. Dał sobie odebrać palmę pierwszeństwa, oddając pole plotkarskim serwisom internetowym. Zamiast uruchomić własny, wydawnictwo zaangażowało się – angażując także redaktorów Faktu – w uruchomienie serwisu (portalu?) dziennik.pl (o nim niżej). Swego czasu pojawiła się plotka, że Fakt pracuje nad równoległym wydaniem formatu zbliżonego do A4. Bulwarówki w tym formacie dobrze sprzedają się w Europie. Miałoby to poszerzyć grupę czytelniczą i – zakładając efekt nowości oraz profesjonalne wykonanie – miałoby na to szansę. Jednak efektów nie widać, co by znaczyło, że albo plotka była wyssana z palca, albo pomysł zarzucono. Jedno jest pewne: Fakt czeka kolejny skok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Gazeta Wyborcza.&lt;/strong&gt; Podoba się-nie podoba, wydawca Gazety Wyborczej prześciga innych wydawców dzienników o lata świetlne. Jeszcze kilka lat temu na rynku była Gazeta Wyborcza i długo, długo nic. Ostatnie lata Wyborcza poświęciła na obronę swojej pozycji i zupełnie nieudany projekt pod nazwą Nowy Dzień. O ile losy tego drugiego będą nauczką, z walki o zachowanie swoich udziałów czytelniczych i reklamowych Wyborcza wyszła obronna ręką. Sprzedaż a latach 2001-2008 wynosiła odpowiedno: 2001 – 458.502; 2002 – 420.669; 2003 – 417.386; 2004 – 435,957; 2005 – 447.718; 2006 – 434.187; wrzesień 2007 – 438.883; luty 2008 – 436.404. Może dlatego, że to jedno z niewielu wydawnictw, potrafiących wykorzystywać kreatywność swoich pracowników. Agora pierwsza – wzorem wydawnict europejskich – wprowadziła serie książkowe na polski rynek, zarabiając na tym kilkadziesiąt milionów. Pierwsza na poważnie zainwestowała w internet, budując portal gazeta.pl i tworząc platformę blogową blox.pl. Obecnie - w myśl zasady, że jeden na dziesięć nowych projektów internetowych odnosi sukces - skupuje nowe, działąjące już serwisy i portale. Ma też jednak problemy. Największym jest struktura wpływów, którą w perspektywie trzeba zmienić. Stąd rozwój internetu i prace nad telewizją internetową. Druga – cena. W wyniku wojny w Axel Springer, egzemplarz Gazety Wyborczej kosztuje 1,50 zł. Co oznacza, że wydawnictwo dokłada do każdego sprzedanego egemplarza. Stąd też akcja z prenumetarą teczkową, która pozwolia ograniczyć zwroty, a tym samym koszty. Trzeci problem Gazety Wyborczej jest stricte redakcyjny – nie ma szefa. Co prawda Jarosław Kurski pełni funkcje pierwszego zastępcy redaktora naczelnego, nie jest to jednak sytuacja komfortowa ani dla niego, ani dla zespołu. Wyborcza jakby przyczaiła się w oczekiwaniu na zmiany, co niestety odbija się na łamach na łamach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Super Express.&lt;/strong&gt; Jedyny tytuł, który może pochwalić się znaczącym wzrostem sprzedaży w okresie 2007-2008. W lutym 2008 sprzedał 228.250 egzemplarzy. Rok wcześniej – poniżej 200 tysięcy. Cóż z tego, skoro kolejny rok z rzędu zamknął stratą. Wzrost sprzedaży – nawet 10 procentowy – nie wpłynie znacznie za wzrost przychodów reklamowych, a wydawca zainwestował dużo w nowy zespół, ściągając dobrych – i drogich – redaktorów i dziennikarzy z Faktu. SE kalkuje pomysły Faktu, co jak wydać przynosi efekty. Czy przyniesie na tyle, by SE odbudował swoją pozycję? Wątpię. SE nie ma czytelnikom do zaproponowania niczego nowego, czego nie ma konkurencja, w związku z tym jest skazany na rolę rolę drugiego, gorszego. W swoim najlepszym roku, 1998, tablid sprzedał 381.025 egz. Od tamtej sprzedaż SE spadała, aż do 200.056 w 2006 roku i 198.201 we wrześniu 2007. Albo wydawca zmusi nowy zespół do zaproponowania nowatorskich rozwiązań, albo w niedługiej perspektywie zmęczy się kosztami redakcyjnymi i zacznie je ciąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Dziennik.&lt;/strong&gt; Według krążących po mieście wyliczeń, Axel Springer od czasu uruchomienia tytułu włożył w niego 220-240 milionów złotych. I co miesiąc dokłada. Problem w tym, że strata nie zmniejsza się, co oznacza, że perspektywy nie najlepsze. Dziennik wszedł na rynek jako alternatywa dla Wyborczej i takie też miał aspiracje. Co z nich wynikło? 157 średniej sprzedaży w lutym 2008 roku, dwa dni w tygodniu, w których sprzedaje poniżej 100 tysięcy egz, rozbuchane koszty, nieatrakcyjna dla reklamodawców struktura czytelnicza i zupełnie niejasny wizerunek.&lt;br /&gt;Z kilku błędów, które popełnił wydawca Dziennika, najważniejsze są trzy: uruchomił gazetę bez dodatków reklamowych, co spowodowało, że ci na poczętku nie mieli się gdzie ogłaszać (ceny kolumn głównego grzbietu są – jak wszędzie – kosmiczne). Wdał się w wojnę cenowa – Dziennik kosztował 1,50 zł – co drastycznie organiczyło wpływy. No i w czasach wielkiej polaryzacji zaangażował się politycznie po stronie obozu wówczas rządzącego, co skutkowało tym, że struktura czytelnicza zaczęła przypominac strukturę wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Nie muszę dodawać, nie mało wśród nich bogatych i młodych, których tak upodobali sobie reklamodawcy (choć wykształconych nie brakuje). W dodatku chwilę przed wyborami 2007 Dziennik wykonał woltę polityczną, odwracając się od Kaczyńskich i umizgując do Platformy Obywatelskiej. Zmiana byłaby jeszcze wytłumaczalna, gdyby wydawca zmienił kierownictwo redakcji. A tak ci sami ludzie, którzy wychwalali rządy PiS, kilka dni później wychwalali Tuska. Niestety widać, że nie z przekonania, tylko z konieczności.&lt;br /&gt;Sytuacja Dziennika jest bardzo trudna. Niemieckie kierownictwo koncernu już wie, że w liczącej się perspektywie niemożliwe będzie wyjście na zero. O zmianie kierownictwa gazety mówi się półoficjalnie. O zamknieciu mniej oficjalnie, ale równie często. Czym częściej szefowie zapewniają podwładnych, że nie ma powodu do obaw, tym mniej pracownicy im wierzą. Co kuriozalne – obecnie gazeta newsami na głowę bije konkurencję, co znaczy, że ma potencjał.&lt;br /&gt;Axel Springer ma jeszcze jeden kłopot. Nazywa się on dziennik.pl. Serwis informacyjny na bardzo dobrym poziomie redakcyjnym, ale zupełnie nie przystający w formule do Dziennika. W dodatku drogi w produkcji. Według danych za styczeń 2008 dziennik.pl miał 688.721 real users i 4,81 proc zasięgu. To daje mu jedenaste miejsce w kategorii serwisów informacyjnych. Trudno odpowiedzieć na pytanie, z czego – przy takiej liczbie użytkowników – ma się utrzymać dziennik.pl i jaka ma być jego przyszłość. Portal informacyjny? Serwis informacyjny? Strona internetowa gazety? Jeśli to ostatnie, to perspektywy są nienajlepsze, bo np. dziesiąta na liście rzeczpospolita.pl w styczniu 2008 miała 728.001 i 5,08 proc. Różnica nieznaczna, ale rzeczpospolitą online robi kilkanaście osób, a dziennik.pl kilkadziesiąt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Rzeczpospolita.&lt;/strong&gt; Gazeta pełna sprzeczności. Kierowana do biznesu, który kupuje ją dla bardzo dobrego serwisu prawno-gospodaczego. Jednocześnie redakcja robi wszystko, by w głównym grzbiecie (białe strony) ten biznes do siebie zniechęcić. W tej części ugina się od peanów na cześć braci Kaczyńskich, choć zwolenników ich partii wśród kadry zarządzającej, menadżerów i właścicieli firm ze świecą szukać.&lt;br /&gt;Rzeczpospolita rozchodzi się w 70 procentach w prenumeracie, dlatego jest mniej podatna na wahania rynku. W lutym 2008 rozchodziła się średnio w 143.188 egz. (wobec 199.078 w 2001 roku). Gazeta ma za soba zmianę formatu na berlinera, jesienną kampanię reklamową i słabe tych ruchów efekty. W dodatku uwikłana jest w spór właścicielski: 51 procent akcji ma Mecom, 49 procent państwo. Mecom chciałby więcej, państwo może i by sprzedało, ale nie Mecomowi, bo nie odpowiada mu obecne kierownictwo i linia gazety. Strony szachują się i nie sądzę, aby w najbliższej przyszłości – mimo zapowiedzi ministra Grada, że sprywatyzuje firmę – układ właścicielski się zmienił. Chyba, że Platforma dostanie do Mecomu gwaracje zmiany linii redakcyjnej. Ale jak je wyegzekwować, gdy nie ma się wpływu na firmę? Nawet zapisy w umowie nie pomogą, bo od czego są prawnicy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Przegląd Sportowy.&lt;/strong&gt; Sztuka to robić dziennik sportowy w kraju bez sportowych sukcesów, ale nowy właściciel gazety – Axel Springer – ma nadzieję to zmienić. Liczy ma Euro 2012. Przegląd w lutym 2008 sprzedawał średnio 68.318 egz. (w 2001 roku 88.942). Po zmianie właściciela dostał nowy layout i zaczyna przypominać prawdziwa gazetę. Wchłonięcie tytułu przez koncern pozwoliło zniwelować dublowane koszty, co znacząco poprawi wynik gazety. Trzeba dać czas wydawcy, by się wykazał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Parkiet&lt;/strong&gt; i &lt;strong&gt;Gazeta Prawna&lt;/strong&gt;. Podobno sprofilowanie to przyszłość gazet ogólnoinforacyjnych. Jeśli tak, to wydawcy Gazety Prawnej i Parkietu wybrali właściwą drogę: pierwsza sprzedawała w lutym 2008 roku 82.258 egz (w 2001 r 69.831), Parkiet 11.684 (w 2001 r 10.678).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Trybuna&lt;/strong&gt;. W 2001 sprzedawała 46.337 egz. W lutym 2008 roku w ZKDP już jej nie ma, co świadczy osytuacji tytułu. Ostatnie dostępne dane mówią o 18.000 średniej sprzedaży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzienniki regionalne&lt;br /&gt;W zasadzie, zgodnie z z zamierzeniami wydawcy, dziennik Polska powinienem uwzględnić w kategorii gazet ogólnopolskich. Ponieważ jednak opieram się na danych ZKDP, w których poszczególne tytuły projektu Polska uwzględnione są oddzielnie, omawiam projekt Polskapresse w tej kategorii. Zacznę jednak od przeszłości, bo tam tkwi geneza dziennika Polska.&lt;br /&gt;Sprzedaż dzienników regionalnych spada systematycznie od lat. Podawałem już globalne wyniki sprzedaży luty 2008-2001 (919.269-1.267.753), ale jeśli to nie przemawia, posłużę się jeszcze innymi liczbami. Dziennik Zachodni w 1994 roku sprzedawał 188.947 egz. Dziś, po połączeniu z Trybuną Śląską – 88.464. Trybuna Śląska w 1994 roku sprzedawała – uwaga! – 199.943 egz. Dziś jej nie ma. Życie Warszawy w 1994 roku – 82.705. Dziś szybkim krokiem zmierza ku zamknięciu. Przyczyn tego stanu poszukam w kolejnym rozdziale, teraz dodam tylko, że ten trend dotyczy wszystkich dzienników regionalnych.&lt;br /&gt;Rynek regionalny podzielony jest między dwóch wydawców: Mecom (do niego należą Media Regionalne) i Polskapresse. Projekt Polska miał być sposobem na odwrócenie trendu spadkowego. Z badań wynikało, że duża grupa czytelników gazet regionalnych to tzw. czytelnicy aspirujący. Nie kupią Gazety Wyborczej czy Rzeczpospolitej, bo szukają przede wszystkim informacji lokalnej, ale chcieliby w swoich dziennikach dostać więcej informacji z kraju, świata, gospodarki. Tak pomyślana była Polska. Wydawca chciał prześcignąć Wyborczą choćby o jeden egzemplarz i dziś już wie, że to mu się nie uda. Sprzedaż dzienników regionalnych włączony do projektu najpierw lekko wzrosła, potem spadła. Dziennik Zachodni sprzedał w lutym 88.465 egz, a w 2006 roku średnio 96.995, Dziennik Bałtycki: 52.121 w lutym 2008 i 56.986 w 2006, Dziennik Łódzki: 49.886 i 50.138. Tę wyliczankę można ciągnąć.&lt;br /&gt;Jaka jest obecnie sytuacja Polski? W Warszawie działa droga redakcja, której praca nie przekłada się na wzrosty sprzedaży. W regionach projekt czytelników nie zauroczył, w dodatku rynek warszawski – z racji ogłoszeń strategiczny w takim projekcie – odrzucił Polskę. Sprzedaż w Warszawie wynosi 13.247 egz, na Mazowszu 2982 egz. Zreszta w Warszawie Polska ma największy problem. W regionach wizerunek gazet, choć nadwyrężony, ciągle opiera się na informacji regonalnej. W Warszawie – nie wiadomo. Jeśli Polska chciałaby konkurować z Gazetą Wyborczą, Dziennikiem czy Rzeczpospolitą, musiałaby – po pierwsze – zaoferować lepszy produkt, a na to nie ma sił i środków, po drugie – przekonać do tego produktu czylelników. Ci może i sięgnęliby po gazetę, gdyby oferowała jasny przekaz marketingowy. Jesteśmy gazetą taką a taką. Ale Polska unika jednoznacznych określników. Nie wystarczy nawet, gdy Polska będzie równie dobra jak Gazeta Wyborcza czy Dziennik, bo dlaczego czytelnik miałby zmieniać swoje nawyki? Wbrew opinii redaktorów Polski, wydanie warszawski jest najsłabsze, w dodatku jego słaby poziom jest bardziej wyeksponowany, bo jest porównywany z warszawskim wydaniem Wyborczej, Rzepy czy Dziennika.&lt;br /&gt;Trend spadkowy nie ominął też dzienników należących do Mecomu i kilku dzienników należących do polskich wydawców (Dziennik Polski, Super Nowości). Nie będę już przytaczał kolejnych liczb, ale tam sytuacja wygląda równie źle. W dodatku jedynym pomysłem wydawnictwa są niekończące się oszczędności, które powodują spadek jakości produktu, który traci kolejnych czytelników, więc potrzebne są kolejne oszczędności… i tak dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tygodniki społeczno-polityczne&lt;br /&gt;Polityka w lutym 2008 sprzedawała średnio 150.391 egz, w 2001 roku – 250.872. Newsweek 121.667 – 325.181, Wprost 109.834 – 222.161, Nie 75.831 – 267.434, Przegląd 25.610 – 59.369 (wyniki pozostałych tytułów podałem wcześniej). Newsweek i Wprost ocierają się o magiczną liczbę 100 sprzedaży i prawdopodobnie przekroczą ja w tym roku. Nie pomagają gadżety i kampanie reklamowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Analiza przyczyn obecnej sytuacji w poszczególnych segmentach prasy ogólnoinformacyjnej i próba odpowiedzina pytanie, co dalej – w części drugiej.&lt;/em&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-6970160715650206005?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/6970160715650206005/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=6970160715650206005&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/6970160715650206005'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/6970160715650206005'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/05/midzy-motem-wydawc-cz-1.html' title='Między młotem a wydawcą. Część 1'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-770358407394970091</id><published>2008-04-21T13:58:00.001+02:00</published><updated>2008-04-21T14:05:10.876+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tusk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Platforma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gowin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PiS'/><title type='text'>Platforma, czyli PiS z ludzką twarzą</title><content type='html'>W kampanii wyborczej Platforma Obywatelska stawiała się w kontrze do Prawa i Sprawiedliwości. Wygrała, bo PiS prowadził nieudolną kampanię a Platforma podkreślała swoje liberalne poglądy, które wzbudziły zachwyt młodych wyborców. Stara to prawda, że liberalizm jest dobry w opozycji, rządzić z nim na ustach się nie da. Jeśli wyborcy mieli jakieś nadzieje względem partii Donalda Tuska, dotyczyły one spraw podatkowych, obyczajowych i sposobu uprawania polityki w ogóle. Co z tych nadziei zostało?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podatki. Co prawda w ostatniej kampanii wyborczej PO – pomna nauczki z 2005 roku – nie eksponowała podatku liniowego, ale też utrzymywała wyborców w przekonaniu, że wcale się z tego pomysłu nie wycofała. Platforma jest partią liberalną, taki komunikat płynął w eter. Podatki będą niższe, państwa będzie mniej. I co? Wiceminister Gomułka rezygnuje, bo Tusk nie chce reformować finansów by nie podpaść, nie chce prywatyzacji służby zdrowia i odpłatności za wizyty. Podatek liniowy może będzie, może nie będzie, akcyza i podatki pośrednie pewnie w 2009 roku wzrosną. Będziemy, zrobimy, zreformujemy – jakby wciąż trwała kampania wyborcza. Brzmi znajomo? I owszem, dwa lata PiS-u upłynęły pod znakiem zapowiedzi, w takim mniej więcej tonacji: zwalczymy, poprawimy, odkryjemy, naprawimy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprawy obyczajowe. No, tutaj wyborcy to się dali nabrać. Partia liberalna kojarzyła się im z liberalizmem nie tylko gospodarczym. A tu co? Okazało się w warstwie obyczajowej Platforma to PiS, tylko z w ładniejszym opakowaniu. Jarosław Gowin, przewodniczący powołanego przez Tuska zespołu ds. bioetyki ogłasza właśnie, że państwo powinno refundować zabiegi zapłodnienia in vitro tylko małżeństwom a parom nieformalnym i kobietom samotnym nie. Argumentacja? – Dziecko rozwija się naprawdę dobrze i harmonijne tylko wtedy, gdy ma ojca i matkę – twierdzi Gowin. – Nie chodzi o to, żeby mieć dziecko, tylko żeby tworzyć rodzinę. Dodał, że przytłaczająca większość patologii, łącznie z pedofilią, zdarza się w związkach nieformalnych. – Sprawcami nadużyć seksualnych na ogół są konkubenci – mówi. Wiadomo, lepsze naprane wiecznie małżeństwo, które ledwo dostrzega własne dzieci zapitymi oczami niż kochająca para nieformalna albo kobieta samotna. Bo ci pierwsi to rodzina, a ci drudzy wynaturzenie. Co by było, gdyby takich agrumentów użył rok temu któryś z nie do końca rozgrniętych przybocznych Kaczyńskiego albo i sam prezeso-prezydent? Media rozniosłyby go na strzępy, że taki zaściankowy i ciemny. Gowina zaściankowego i ciemnego jakoś trawimy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sposób uprawiania polityki. Nie ma co silić się na oryginalność, wystarczy taki opis:&lt;br /&gt;* Dopiero się okaże, czy rząd będzie potrafił zrealizować wielkie słowa. Na razie w cenie jest dobry uśmiech, polonez na studniówce czy nieistniejąca autostrada wyznaczona gestem premiera. Nie było projektów ustaw.&lt;br /&gt;* Premier czaruje publiczność sztuczkami jak David Copperfied.&lt;br /&gt;* Rząd prowadził politykę typową dla końca kadencji - ostrożną, zachowawczą, niezrażającą żadnej z dużych grup społecznych.&lt;br /&gt;Prawda, że trafne? Z tym że te wypowiedzi padły w 2006 roku były skierowane pod adresem rządu Marcinkiewicza. Mówi, kolejno: Chlebowski (PO), Szmajdziński (LiD) i Rokita (PO).&lt;br /&gt;Tusk wyciągnął lekcję z historii premiera Marcinkiewicza. Uśmiech i kindersztuba wystarczą, by mieć poparcie wyborców. A jeśli walka idzie o prezydenturę 2010, to może dobrze będzie zrezygnować u szczytu popularności, dać się wykrawić Pawlakowi lub Komorowskiemu na premierostwie i bez wysiłku zdobyć tron? Ciekawa to strategia, interesująca, może skuteczna. Tylko co to ma wspólnego z rządzeniem krajem. Owszem, z walką o władzę jak najbardziej, ale z rządzeniem?&lt;br /&gt;Jaka jest więc różnica między polityką wg. Kaczyńskiego a polityka wg Tuska. Umowna. Bardziej estetyczna i tyle, ale żeby różniła się co do meritum? Straciłem złudzenia, gdy Platforma ujawniła swoje plany wobec mediów publicznych.&lt;br /&gt;A za rogiem czai się...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-770358407394970091?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/770358407394970091/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=770358407394970091&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/770358407394970091'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/770358407394970091'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/04/platforma-czyli-pis-z-ludzk-twarz.html' title='Platforma, czyli PiS z ludzką twarzą'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-8511218024338045790</id><published>2008-04-15T09:55:00.001+02:00</published><updated>2008-04-15T09:57:04.859+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tusk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Platforma'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Berlusconi'/><title type='text'>Berlusconi, memento dla Tuska</title><content type='html'>Niech stos papierów wyprodukowanych przez doradców trafi do kosza, niech stratedzy polityczni wylecą za drzwi, niech PR-owcy nie dostaną pensji za ostatni miesiąc. Premierze Donaldzie Tusku – spójrz na Włochy, tam twoja przyszłość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto wypacykowany, silikonowy dziadek z miliardami na koncie znów przekonał wyborców, by oddali mu rządy. Dochodzą słuchy, że 71-letni Berlusconi po wygranych wyborach nie będzie rządził samodzielnie, odda tekę premiera jakiemuś pomagierowi, sam zachowując wpływ. Jak to możliwe, że odchodzący kilka lat temu w atmosferze skandalu, ścigany przez prokuratorów i fiskusa magnat odzyskał wiarygodność w oczach wyborców? Zadaj sobie to pytanie, premierze Donaldzie.&lt;br /&gt;Jeszcze rok-dwa nudy, gadania i nicnierobienia, a najbardziej bezpłciowy rząd od 1989 roku podzieli los Romano Prodiego. Zima i wiosna miłości mija, jeszcze lato jakoś wytrzymamy, ale jesienią możemy się porzygać, tyle słodu nie zniosą nawet najwytrwalsi fani telenoweli. Zatęsknimy za wyrazistymi politykami, za wizjami (nawet poronionymi), za konfliktem. W końcu czymś się trzeba emocjonować, o czymś rozmawiać u cioci na imieninach. O rządach Platformy? To jak ekscytować się rocznicową akademią.&lt;br /&gt;A wiesz, premierze Donaldzie, kto tam czeka za drzwiami? Nie ma się co oszukiwać, ludzka pamięć krótka jest. Cztery lata rządów solidarnościowych wystarczyły, byśmy oddali władzę postkomunistom. Ile lat, miesięcy rządów Platformy wystarczy, by do władzy wrócił Kaczyński? Jeśli nie sam, to w postaci Zbigniewa Ziobry?&lt;br /&gt;Podobno polityka to sztuka odczytywania znaków przyszłości. Włoski znak jest tak wyrazisty, że tylko PR-owiec może przekonywać, że znaczy co innego, niż znaczy. Piarowska postpolityka szybko się nudzi, bo nie daje efektów. Doskonale się sprawdza w czasach prosperity, gdy nadchodzi kryzys (ten zbliża się wielkimi krokami), ludzie chcą recept i działania. Włosi zwrócili uwagę na swoje chudnące portfele i wskazali na polityka, który zawsze mówi: wiem. My też mamy takiego, co zawsze wie, odpowiada na wszystkie pytania, prosto i zrozumiale. Czy naprawdę jedynym skutkiem rządów Platformy ma być powrót do władzy Pisów i Giertychów?&lt;br /&gt;Premierze, spójrz na Włochy, tam twoja przyszłość.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-8511218024338045790?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/8511218024338045790/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=8511218024338045790&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/8511218024338045790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/8511218024338045790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/04/berlusconi-memento-dla-tuska.html' title='Berlusconi, memento dla Tuska'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-8585489701370753447</id><published>2008-04-09T18:18:00.016+02:00</published><updated>2008-04-10T10:06:43.355+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='WSI'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wałęsa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Macierewicz'/><title type='text'>Antek, który ma wizję</title><content type='html'>&lt;div align="left"&gt;Gdy znów usłyszałem o Antku Macierewiczu (środowy Dziennik napisał, że w drugim aneksie do raportu o likwidacji WSI oskarżył Wałęsę o stworzenie Układu), poszperałem w swoich archiwach. Znalazłem jego ulotkę wyborczą z ostatnich wyborów. &lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:180%;color:#ffffff;"&gt;asa&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:180%;color:#ffffff;"&gt;asaasa&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;Oto polityk, który ma wizję.&lt;/span&gt;*&lt;a title="" style="mso-footnote-id: ftn1" href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=8423987611072383562#_ftn1" name="_ftnref1"&gt;[1]&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;Oto polityk, który potrafi przemawiać.&lt;/span&gt;*&lt;a title="" style="mso-footnote-id: ftn2" href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=8423987611072383562#_ftn2" name="_ftnref2"&gt;[2]&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;Oto polityk, który ma poczucie humoru.&lt;/span&gt;*&lt;a title="" style="mso-footnote-id: ftn3" href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=8423987611072383562#_ftn3" name="_ftnref3"&gt;[3]&lt;/a&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;Oto polityk, który dba o dobre stosunki z sąsiadami.&lt;/span&gt;*&lt;a title="" style="mso-footnote-id: ftn4" href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=8423987611072383562#_ftn4" name="_ftnref4"&gt;[4]&lt;/a&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;Oto polityk, który potrafi współpracować z mediami&lt;/span&gt;*&lt;a title="" style="mso-footnote-id: ftn5" href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=8423987611072383562#_ftn5" name="_ftnref5"&gt;[5]&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;Oto prawdziwy mąż stanu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;Antoni Macierewicz.&lt;/span&gt;*&lt;a title="" style="mso-footnote-id: ftn5" href="http://www.blogger.com/post-create.g?blogID=8423987611072383562#_ftn5" name="_ftnref5"&gt;[6]&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;Kraj go potrzebuje.&lt;br /&gt;TY TEŻ.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-size:78%;"&gt;1 Takimi wizjami zazwyczaj zajmują się wykwalifikowani specjaliści w obiektach zamkniętych. Czy to naprawdę lepsze niż bezideowość Tuska i cynizm lewicy.&lt;br /&gt;2 Przy nowomowie Gosiewskiego, bełkotliwych wystąpieniach głowy państwa i gładkich słówkach platformersów, jego mowa jest jak Pan przykazał: tak-tak, nie-nie. Ble-ble.&lt;br /&gt;3 Najlepsi kabareciarze swoje dowcipy opowiadają zupełnie poważnie, nie puszczając do publiczności oczka. Jak on.&lt;br /&gt;4 Rosjanie powinni zapłacić mu w złocie, ropie, diamentach i co tam jeszcze mają tyle, ile sam waży. Żaden polityk nie zrobił tak szybko tak wiele, by wzmocnić ich służby specjalne, a własne osłabić.&lt;br /&gt;5 Jego newsy uratowały niejedno wydanie gazety i serwisów informacyjnych TV. Jest niezwykle płodny, potrafi na poczekaniu wymyślić historię nadająca się na czołówkę.&lt;br /&gt;6 Intelektualny i praktyczny symbol prawicy. Gawędziarz. Niestrudzony twórca tajnych aneksów o bardzo tajnych sprawach. Nielubiany na WSI. Zdiagnozowany kompleks Wałęsy. Oskarża go o zdradę, spiski, nieświeży oddech i słabe serce.&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#ffffff;"&gt;dsds&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#ffffff;"&gt;dsds&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="left"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Dlaczego my nigdy nie czytamy małych literek?&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-8585489701370753447?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/8585489701370753447/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=8585489701370753447&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/8585489701370753447'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/8585489701370753447'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/04/gdy-znw-usyszaem-o-antku-macierewiczu.html' title='Antek, który ma wizję'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-6976765629292489756</id><published>2008-04-02T20:50:00.001+02:00</published><updated>2008-04-03T10:07:28.870+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Unia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='homoseksualizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kaczyński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Semka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kurski'/><title type='text'>Bo światem rządzą pedały…</title><content type='html'>Potrafią w tajemnicy zredagować Traktat Lizboński i Karę Praw Podstawowych Unii Europejskiej, mogą zmieniać ustawy w kolejnych państwach, po kryjomu rządzą mediami, kreując nowe mody, niezgodne z wielowiekową tradycją. No i są tak skuteczni w swoim zajadłym antykatolicyzmie, że spychają wierzących na obrzeża kultury. Nie ma się co oszukiwać, pedały rządzą światem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś, gdy ludzie nie potrafili ogarnąć skomplikowanej rzeczywistości, sięgali po masonów i żydów i wszystko było prostsze. Wiadomo było, masoni wciskali swoich do rządów i chcieli tylko jednego – zniszczenia katolickiego kościoła. Żydy (taka forma była poprawna i powszechna) to złodzieje i kłamcy, wszystkie gospodarcze i polityczne nieszczęścia to ich sprawka. Z czasem tłumaczenie wszystkiego masonami stało się śmieszne, z żydami podobnie – trudno dziś znaleźć intelektualistę na poważnie dowodzącego tajnego spisku żydowskiego, choć jeszcze kilkadziesiąt lat temu takie teorie znajdowały posłuch na salonach.&lt;br /&gt;Chciałoby się rzec, że zmądrzeliśmy, że spiski już nam niepotrzebnie do wyjaśniania świata. Ale nie. Jest grupa intelektualistów z ograniczoną percepcją, którzy bez tajemnych sił się nie obejdą. Argumentują zupełnie na poważnie, z pompą, piszą artykuły, występują w mediach, przeprowadzają dowody, wnioskowania, a wszystko, by ustrzec zdrową tkankę narodu od wpływu najsilniejszego lobby świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piszę "pedał", bo tym właśnie słowem posługują się wyznawcy „pedalskiego lobby” w prywatnych rozmowach. Geja i homoseksualistę zostawiają dla publiczności, by nikt nie oskarżył ich o nietolerancję. Według nich, pedał może wszystko. Jest ponad demokrację. Wystarczy, że głośno wspomni o małżeństwach homoseksualnych, już parlamenty w te pędy uchwalają odpowiednie ustawy. Tacy niemieccy kolejarze muszą strajkować, zatrzymywać pociągi, narażać się na gniew społeczny, by dostać od tamtejszych kolei marną podwyżkę. A ci? Wystarczy, że na głos powiedzą, czego chcą. Zarządzane przez nich media aż ociekają od homoseksualnej propagandy, ludzie głupi, wiadomo, więc łykają wszystko, co przeczytają i zobaczą w telewizorach.&lt;br /&gt;Pedały upodobały sobie ostatnio Polskę. Wysłały zwiad, dwóch amerykańskich homoseksualistów Brendana Faya i Toma Moultona, których zdjęcia wykorzystał poseł Kurski w orędziu prezydenta, łopatologicznie wyjaśniając, jakie wielkie mają chłopaki wpływy. Panowie przyjechali z opracowaną taktyką, wyłuszczył ją pan Semka w środowej Rzeczpospolitej. „Dziś panowie nie podnoszą jeszcze wprost postulatu legalizacji związków jednopłciowych w polskim prawie. Taką taktykę Lech Wałęsa nazywał kiedyś mądrością etapu – na jakim etapie zatem i kiedy goście z Nowego Jorku przyjadą do Polski ponownie, tym razem z wypisanymi na sztandarach hasłem legalizacji homomałżeństw nad Wisła” – pyta zafrapowany intelektualista. Bo że przyjadą, to pewne. I pewne jest, że Polacy będą musieli ulec. Jeszcze nikt nie oparł się ich sile. Jeśli spróbujemy, wylecimy z Unii, z ONZ, homokraje opodatkują nasz eksport, Polacy obywatele dostaną zakaz wjazdu. Będziemy izolowani, samotni i biedni. Generalnie – będziemy w d…&lt;br /&gt;Chyba że ulegniemy, jak Hiszpanie. Wiadomo, to nie ich parlament zalegalizował związki homoseksualne, to nie Hiszpanie wybrali swoich posłów. To nie miało nic wspólnego z demokracją. To pedalskie lobby wymusiło na władzy akceptację nowego prawa. Pewnie, gdyby władza nie uległa, obaliliby króla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można by się śmiać z tej całej durnoty, gdyby nie fakt, że odbywa się ona na salonach, w blasku reflektorów. O homoseksualistach można powiedzieć wszystko co najgorsze, obarczyć ich odpowiedzialnością za całe zło świata, przypisać każde możliwe i niemożliwe niecne motywy. Wspominać o takiej oczywistości, że do legalizacji homozwiązków potrzeba ustawy parlamentarnej i podpisu prezydenta? A po co? Dodawać, że to społeczeństwo wybiera tych posłów i rzeczonego prezydenta, wiec póki ludziom ten pomysł się nie spodoba, to go się nie wprowadzi? A w jakim celu? Przypominać, że takie sprawy jak związki homoseksualne, aborcja czy eutanazja nie podlegają unijnym uregulowaniom? E… lepiej w orędziu do narodu dać poszaleć Kurskiemu.&lt;br /&gt;Intelektualiści z ograniczoną percepcją nie ogarniają rzeczywistości, dlatego wymyślą spiski i lobby. Kiedyś żydowski, dziś pedalski. Pewnie kiedyś straszenie homoseksualistami będzie równie obciachowe, jak dziś straszenie żydami. Cóż z tego, skoro takie teorie nie znikną. Są wieczne, podobnie jak głupota.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-6976765629292489756?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/6976765629292489756/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=6976765629292489756&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/6976765629292489756'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/6976765629292489756'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/04/bo-wiatem-rzdz-peday.html' title='Bo światem rządzą pedały…'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-7078613228130336432</id><published>2008-03-27T18:04:00.005+01:00</published><updated>2008-04-03T10:06:33.227+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pekin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bojkot'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='olimiada'/><title type='text'>Śmierdząca idea olimpizmu</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;Jeśli wynik napakowanego sterydami osobnika, o którym wiesz, że jest kobietą tylko dlatego, że na dole ekranu realizator wyświetlił dane wzbudza w tobie emocje; jeśli podniecają cię wyścigi, gdzie kierowcy pędzą siedemdziesiąt okrążeń w takiej samej kolejności; jeśli ekscytujesz się wynikiem meczu, który i tak pewnie został sprzedany – ten tekst nie jest dla ciebie.&lt;?xml:namespace prefix = o /&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Cała sprawa wynikła zupełnym przypadkiem. Gdyby nie zamieszki w Tybecie, gdyby nie trupy i uwaga, jaką poświęciły im światowe media, Międzynarodowy Komitet Olimpijski nigdy by się pewnie nie dowiedział, że Chińczycy łamią prawa człowieka (w wersji chińskiej nie prawa człowieka, tylko prawa Chińczyka, a to robi wielką różnicę). Teraz pół świata zastanawia się, co z tymi z igrzyskami w Pekinie. Zbojkotować? Nie, niemożliwe, jeszcze by się zdenerwowali i wprowadzili jakieś cła albo przestali robić z nami interesy. To może chociaż zbojkotować ceremonię otwarcia? Będzie gest, ichnia telewizja przygotuje się zawczasu i nie wspomni o tym ani słowem, nasi wyborcy docenią. I wilk syty, i owca cała. Działacze dodają: zachowujmy się, jakby sprawy nie było, igrzyska to nie sprawa polityki, tylko sportu.&lt;br /&gt;Wszystkie strony – przeciwnicy bojkotu i zwolennicy, sportowcy, dziennikarze, politycy i kibice – do znudzenia powołują się na jeden argument: „bo ucierpi piękna idea olimpizmu”. Zbojkotujemy – ucierpi, przejdziemy nad sprawą Tybetu do porządku dziennego – ucierpi. &lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ale co to jest ta „piękna idea olimpizmu”? Co to za idea, która, by pięknie kwitła, potrzebuje propagandowej hucpy najsilniejszego reżimu świata? &lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;Nie ma się co powoływać na barona de Coubertin, on już dawno nie żyje. Żyją za to członkowie Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, którzy przyznają igrzyska temu, kto lepiej napasie ich kawiorem podawanym przez długonogie pięknolice pokojówki w pięciogwiazdkowych hotelach (pokojówki oczywiście zostają z kawiorem). Potem przed kamerami opowiadają, jakiego to słusznego dokonali wyboru. Wiadomo, po dobrym kawiorze wybór może być tylko słuszny. W przypadku Pekinu przekonywali, że przyznanie Chinom igrzysk pomoże w respektowaniu przez ten kraj praw człowieka. Kto uwierzył, ręka w górę. Proszę przesłać zdjęcie, wkleimy w wikipedii przy haśle „naiwniak”, jako okaz wzorcowy. „Piękną ideę olimpizmu” odmierza się dziś dolarach (przy dzisiejszym kursie to może jednak lepiej w euro), dlatego Międzynarodowy Komitet Olimpijski kultywuje ją w Chinach, ale w Afryce już nie. Tamtejsi bonzowie mają problem ze ściągnięciem kawioru.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;„Piękna idea olimpizmu” zdechłaby, gdyby nie kreatywność farmaceutów. Co by to były za igrzyska bez rekordów, rekordy muszą być, bo tego chcą otłuszczeni kibice przez telewizorami. Słyszymy więc o „przekraczaniu kolejnych barier organizmu ludzkiego” (taki cytat zasunął kiedyś komentator w polskim telewizorze). Chłopcy i dziewczęta będą biegać w minutę, potem pół, w końcu ze śmigiełkiem w tyłku i dodatkowym kompletem mięśni gładkich polecą w 10 sekund, ale to pewnie też nie będzie doping. &lt;?xml:namespace prefix = st1 /&gt;&lt;st1:metricconverter st="on" productid="100 metr�w"&gt;100 metrów&lt;/st1:metricconverter&gt; w sześć sekund? A czemu nie, dlaczego nie zaufać kreatywności chemików? Choć w oficjalnej wykładni MKOl będzie to „zwycięstwo ludzkiego organizmu”. Mogłoby się, oj mogło, część z tych setek milionów dolarów za prawa do transmisji przeznaczyć na sieć laboratoriów, na cotygodniowe standardowe kontrole sportowców, mogłoby się, gdyby się chciało, zawalczyć z dopingiem. Ale MKOl rozumie was, drodzy kibice, lepiej, niż wy sami. Rozumie, że przestałyby wam się podobać zawody bez kolejnych rekordów, nie chcielibyście ich oglądać aż w takiej masie, nie zostawilibyście tylko miliardów oczosekund na spotach reklamowych, za które ogłoszeniodawcy płacą fortuny.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;„Piękna idea olimpizmu” miałaby też problemy, gdyby rządy nie pokazałyby sportowcom wielkiej, pękatej od stuzłotówek (czy jakiej tam innej waluty) marchewy. Drogi profesorze, górniku, nauczycielu, co ty wiesz o wcześniejszej emeryturze? Ona należy się medaliście olimpijskiemu, bo tego wymaga „piękna idea olimpizmu”. Płacimy dożywotnią pensję ludziom, których jedyną zasługą jest to, że obrośli mięśniami we właściwych miejscach i właściwych proporcjach. Nasi bohaterowie. Takim bohaterom nawet w sądzie należy się specjalne traktowanie (patrz: wypadek panny Otylii). Sportowcy mieliby zbojkotować Pekin? A dlaczego? To nieracjonalne, tu idzie o ich kasę i sławę (czyli kasę w przyszłości).&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ale na nic by się zdali wszyscy sportowcy świata i pięć Międzynarodowych Komitetów Olimpijskich, gdyby nie my, mężczyźni. Kobiety widzą więcej, więcej wiedzą, one – poza wyjątkami – na kibicowanie „pięknej idei olimpizmu” nie dały się złapać. One wiedzą, że sport rozum odbiera. Widzą swoich chłopów, jak jednego dnia psioczą, że sędziowie skurwysyny, piłkarze sprzedawczyki, PZPN złodzieje, a drugiego dostają palpitacji przez telewizorem, kibicując tym samym piłkarzom sprzedawczykom, sędziowanym przez tych samych sędziów skurwysynów, grających pod egidą tego samego Listkiewicza-złodzieja. Za kilka miesięcy będą się ekscytowali, który pan wyżej skoczy, która pani szybciej pobiegnie. A gdy ktoś im wspomni o dopingu rzucą: wszyscy biorą, więc wszyscy mają takie same szanse. A o Tybecie: ty mi teraz dupy nie zawracaj. &lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:+0;"&gt;&lt;/span&gt;Naprawdę podoba się wam „Piękna idea olimpizmu”? Kolejna oczywistość, nad którą nie zastanawiamy się, bo po to właśnie są oczywistości, aby nie trzeba było myśleć po próżnicy. Od wielu lat nie ma nic wspólnego z ideami barona de Coubertina. Czy naprawdę jest ważniejsza niż śmierć demonstrantów w Tybecie, ich prawo do wyrażania własnych opinii i bycia obywatelem we własnym państwie?&lt;br /&gt;Nie oczekuję od rządów, sportowców, a tym bardziej MKOl, żadnych gestów. Ich pociąga „piękna idea olimpizmu” w obecnej formie, ja w takich wynaturzeniach się nie lubuję. Dlatego po prostu nie dam im zarobić. Nie obejrzę transmisji, nie obejrzę reklam, będzie ileś tam oczosekund mniej. Jeśli takich brakujących oczosekund będą miliardy, Tybetańczykom pewnie to nie pomoże, ale jestem pewien, że MKOl następnym razem trzy razy się zastanowi, zanim da olimpiadę kolejnemu reżimowi. Na przykład Rosji.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-7078613228130336432?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/7078613228130336432/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=7078613228130336432&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/7078613228130336432'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/7078613228130336432'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/03/mierdzca-idea-olimpizmu.html' title='Śmierdząca idea olimpizmu'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-6900872158635528396</id><published>2008-03-12T12:12:00.003+01:00</published><updated>2008-03-12T12:16:49.346+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kaczyński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PiS'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Michnik'/><title type='text'>Dupa nie biznesmen</title><content type='html'>Tyle wielkich i pięknych słów padło o strategicznych zdolnościach Jarosława Kaczyńskiego, że kwestionowanie tego faktu to jak podważanie roli Dmowskiego przy odzyskaniu niepodległości. Wybitnym politykiem Jarosław jest i basta. W ramach tego aksjomatu szukają publicyści sposobu na wyjaśnienie ostatnich posunięć braci (o drugim nie od dziś wiadomo, że jest tylko przystawką). Co z tym orderem dla Michnika? Nie, nieudolności prezydentowi (a za nim Jarosławowi) zarzucać nie wypada, trzeba dopatrywać się racjonalności. Rasowy polityk wiedziałby, co zrobić. Zaprosić Michnika na obchody Marca'68, dać mu order, wszystko ogłosić przed uroczystością i niech on się martwi, czy przyjąć, czy nie, czy stawić się w Pałacu, czy zbojkotować. Prezydent Łaskwy, Przebaczający, Doceniający Zasługi - słupki sondaży poszybowałyby w górę, wizerunek by się ocieplił, gest prezydenta znalazłby uznanie w oczach części przynajmniej wykształciuchów. Ale prezydent Michnika nie zaprosił, orderu nie dał, a jego urzędnicy nie za bardzo potrafią coś z sensem na ten temat powiedzieć.&lt;br /&gt;A co z wypowiedzią Jarosława o internautach? Jeździ po nich jak po łysej kobyle, że piwo żłopią przed ekranem, panienki oglądają (kobiety też?) i tyle wiedzą o świecie, ile wyczytają w tych swoich komputerkach (swoją drogą to już standard, że Dziennik robi duży materiał z pierwszej strony bez zająknięcia się, że to nie ich news, tylko Wyborczej). Nawet Ludwik Dorn, w ramach wbijania szpili byłym koleżkom przyznał, że sam czasami siedzi przez ekranem i przegląda You Tube. O co więc temu Jarosławowi chodzi? Niby chce pozyskać inteligencję i młodych, a obraża ich i zniechęca.&lt;br /&gt;Można by spekulować, że te działania są przemyślane, że Kaczyńscy szukają swojego miejsca na scenie. Przegrana w wyborach spadła na nich niczym grom z jasnego nieba, przygotowywali się na osiem lat rządów, skończyło się na niecałych dwóch latach. Ponieważ poparcie dla Platformy niedługo osiągnie wartość zbliżoną do wyników PZPR-u za komuny, postanowili zagospodarować wszystkie możliwe nisze po prawej stronie. A w tych niszach zajadli antymichnikowcy pospołu z wyznawcami ojca Rydzyka psy wieszają na tym intenecie, że obsceniczny, antykościelny i libertyński. Spodobała im się pewnie ta wypowiedź.&lt;br /&gt;Ale zaraz, przecież Kaczyńscy chcą odzyskać władzę! Może więc liczą na to, że uśpiony Tuskiem elektorat w następnych wyborach nie pójdzie głosować, wtedy, jak w 2005 roku, o wyniku zdecydują właśnie prawicowe nisze?&lt;br /&gt;Można by wymyślać kolejne tłumaczenia, mniej lub bardziej spójne, ale czasami najprostsze okazuje się najtrafniejsze. Kaczyńscy to po prostu kiepscy politycy na obecne czasy. Może dobry z nich rewolucjoniści, gdy rządzą ogniem i mieczem, ale ich nieudolność w czasach (s)pokoju razi w oczy. Nie rozumieją, co się dzieje, bo zatrzymali się dwadzieścia, trzydzieści lat temu. Załapali się na Aferę Rywina i afery SLD, na fali rozgoryczenia doszli do władzy i tyle ich pomysłu na rzeczywistość. Nie rozumieją marketingu politycznego, nie rozumieją procesów społecznych, polityki międzynarodowej, nie rozumieją nawet, że Polacy 15 lat temu i obecnie to zupełnie inni ludzie. O takich jak oni mówi się że to dupa nie biznemen. Ot, chciałby, ale nie potrafi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-6900872158635528396?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/6900872158635528396/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=6900872158635528396&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/6900872158635528396'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/6900872158635528396'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/03/dupa-nie-biznesmen.html' title='Dupa nie biznesmen'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-1185384685205390775</id><published>2008-03-03T20:13:00.003+01:00</published><updated>2008-03-03T20:23:30.012+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='patriotyzm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kaczyński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PiS'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Krasnodębski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Legutko'/><title type='text'>Złodzieje patriotyzmu</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;em&gt;(na marginesie konferencji intelektualistów popierających PiS)&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Język polityki jest wszystkożerny. Połknie każde słowo, przetrawi, wypluje i nada nowe znaczenie. Ale już nie tak jasne, jak wcześniej. On wypluwa śmierdzącą breję. I dobrze, właśnie o to chodzi, by nikt nie chciał tam grzebać.&lt;br /&gt;Nie potrafimy się przed tym językiem bronić. Albo go przejmujemy i o świecie, pracy, szkole, urzędach mówimy i myślimy w kategoriach polityki, albo się wycofujemy, nie chcąc babrać się w odchodach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Politycy zabrali nam patriotyzm. Niczym Hitler Austrię aanektowali go w światłach jupiterów i bez naszego sprzeciwu. Teraz muszę się dobrze zastanowić, zanim na pytanie: jesteś patriotą, odpowiem pozytywnie. Bo jeśli jestem, to JAKIM? To "jakim" jest najważniejsze. Bo mogę być naszym - PiS-owskim, albo naszym - lewicowym. Albo liberalnym, rydzykowym... Jeśli myślałem o patriotyzmie w innych kategoriach - błąd. Inne znaczenia tego słowa w przestrzeni publicznej nie istnieją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy grabarze przysypują trumnę z ciałem kolejnego polskiego żołnierza zabitego w Iraku czy Afganistanie, z ust wojskowych oficjeli i kapelanów płyną wielkie słowa o życiu oddanym za ojczyznę i patriotyzmie. "Żołnierz nigdy nie umiera, żołnierz oddaje życie, jeśli jest taka potrzeba, takie wyzwanie, takie poświęcenie" - słyszą żony, matki, ojcowie. Zgłupieliśmy nad tymi grobami i nie pytamy: jaki interes ojczyzny, jakie poświęcenie? Toż to tylko interes polityczny, owszem, może i dobry, ale co to ma wspólnego z ojczyzną?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patriotyzm polityków to pompa. To Tradycja, obowiązkowo przez duże T, poprzedzona "poszanowaniem", cokolwiek by to miało znaczyć. To wspólnota narodowa, bo Naród to wartość, mityczna i niedefiniowalna. Specjalnie niedefiniowalna, bo definicje są jasne, a my jasności nie lubimy. To interes narodowy. Zastanawialiście się, dlaczego politycy nie mówią we własnym imieniu, tylko ojczyzny? Właśnie o ten interes idzie. Dzięki tej prostej sztuczce interes narodowy = ICH interes.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno być patriotą we własnym kraju. Na emigracji prościej, bo jest za czym tęsknić. Za miejscem, ludźmi (ale nie narodem, tylko konkretnymi, bo nasze środowisko składa się z jednostek, nie narodów). Za krajobrazem, pogodą, językiem, który więcej mówi o mnie, niż ja potrafię w nim powiedzieć. Ta tęsknota jest niekiedy przejmująca, utrudnia życie, czasami niszczy. Jest pierwotna. Patriotyczna, bez dodatkowych, politycznych znaczeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;We własnym kraju partyjni intelektualiści na kongresach organizowanych za państwowe pieniądze (państwowe, bo to państwo daje partiom, a nie partie państwu) dyskutują, jak nam ten przetrawiony, śmierdzący polityką patriotyzm wcisnąć do łba. - Trwa rozmontowywanie narodu i budowa europejskiej wspólnoty - ogłaszają. Diagnoza słuszna, bo naród rzeczywiście w części rozmontowany, dobrobyt Europy buduje w fabrykach Irlandii czy Anglii.&lt;br /&gt;Ale im nie o to chodzi. Im naród rozlatuje się w oczach, bo nie chce się puszyć przy dziewiętnastowiecznych przyśpiewkach i za nic nie chce przyjąć, że to, co kiedyś, z zasady lepsze niż to, co teraz. W ogóle jakoś naród nie za bardzo przyswaja sobie te wszystkie kwantyfikatory ogólne - zawsze, wszyscy, każdy - i woli myśleć szczegółowo, o sobie. Nie dlatego, że mądry, tylko dlatego, że lewicowo-liberalna hołota mózg mu wyprała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba więc do tego mózgu nakłaść jeszcze raz. Były wiceminister edukacji Andrzej Waśko na kongresie intelektualistów partyjnych PiS: Młodzi z jednej strony są oderwani od historii i polskiej tradycji kulturowej. Z drugiej mają poczucie, że żyją na peryferiach kultury światowej. Brak punktu odniesienia powoduje zagubienie i podatność na manipulację.&lt;br /&gt;Nie macie, młodzi, punktu odniesienia? To przeczytajcie "Rozmowę w Katedrze" Llosy przez pryzmat Reja i Mickiewicza. Punkt odniesienia rozpłynie się w niebycie, a i punkt widzenia się zmieni. Poczujecie prawdziwy patriotyzm. Cóż z tego, że peruwiański.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodaje Krasnodębski: Kolejne nasze wielke zadanie to wychować studentów w taki sposób, aby byli odporni na intelektualne mody.&lt;br /&gt;No przecież byli odporni! Modne było głosować za szeryfami, a oni wybrali amerykańskiego Kaczora Donalda. To się dopiero nazywa iść pod prąd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moja sześcioletnia córka, gdy słyszy o meczach Polaków, wyciąga wyciętą z papieru, własnoręcznie pomalowaną biało-czerwona flagę i śpiewa: Polska, Białoczerwoni, Polska...". Kiedyś się dowie, że ci piłkarze to rozkapryszone lenie, a meczami się handluje. I tyle zostanie z jej patriotyzmu Kaczyńskich, Krasnodębskich i Legutków. Zostanie jej miejsce, gdzie się urodziła, ludzie i język.&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że to będzie moja wina.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-1185384685205390775?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/1185384685205390775/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=1185384685205390775&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/1185384685205390775'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/1185384685205390775'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/03/zodzieje-patriotyzmu.html' title='Złodzieje patriotyzmu'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-5936369325999522732</id><published>2008-02-29T17:07:00.002+01:00</published><updated>2008-02-29T17:09:45.676+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pospieszalski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wałęsa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wyszkowski'/><title type='text'>Ile pan zapłacił, panie Wyszkowski?</title><content type='html'>Czwartek, 28 lutego, 2008. Około godz. 23. Kończy się program kaznodziei Pospieszalskiego, w którym przekonuje, że nie warto rozmawiać, bo on i tak swoje wie. Pospieszalski żegna się z widzami, po czym dodaje, że za chwilę wyemituje jeszcze jeden materiał, który "kończy sprawę sprzed dwóch i pół roku". Po czym na ekranie pojawia sie Krzysztof Wyszkowski, który z kartki odczytuje oświadczenie, że przeprasza Lecha Wałęsę, bo go nieładnie pomówił. Nie przeprasza dlatego, że ma taka potrzebę, tylko realizuje wyrok Sąd, który takie przeprosiny opublikować w telewizorach nakazał.&lt;br /&gt;Wszystko byłoby w cacy, gdyby nie jeden szczegół, który nie daje mi spokoju. Przeprosiny były tak wyemitowane, że widzowie mogli odnieść wrażenie, że to cześć programu. Napisy końcowe wyemitowano po oświadczeniu Wyszkowskiego, reklamy również. A za takie rzeczy się płaci. Zresztą sąd nakazał chyba Wyszkowskiemu, by przeprosiny opublikował na własny koszt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytanie brzmi: czy Wyszkowski zapłacił TVP za wykorzystanie czasu antenowego? Jeśli zapłacił, to ile? Według którego cennika? Z jakim upustem? Czy może ktoś w TVP uznał, że za takie rzeczy akurat Krzysztof Wyszkowski, swój chłop w całym sensie tego słowa (prawicowy wałęsożerca), płacić nie musi, a kaznodzieja Pospieszalski z dobrego serca użyczył mu swojego programu?&lt;br /&gt;Zna ktoś odpowiedź?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-5936369325999522732?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/5936369325999522732/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=5936369325999522732&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/5936369325999522732'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/5936369325999522732'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/02/ile-pan-zapaci-panie-wyszkowski.html' title='Ile pan zapłacił, panie Wyszkowski?'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-2400510223017322201</id><published>2008-02-28T22:06:00.007+01:00</published><updated>2008-02-29T17:10:05.876+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='manipulacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kaczyński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><title type='text'>Medialne kłamstwo Jarosława K.</title><content type='html'>Powtarzane na okrągło kłamstwo szybko staje się prawdą. Metoda praktykowana od lat, w rękach braci Kaczyńskich została doprowadzona do perfekcji. Odkąd dawna czytam, słyszę i oglądam polityków Prawa i Sprawiedliwości (i część dziennikarzy) przekonujących, że gdyby nie gdyby atak mediów i tytaniczna, acz krecia robota właścicieli gazet, stacji radiowych i telewizji, już dawno żylibyśmy w doskonałej VI RP. To media przyprawiły Kaczorom gębę populistów i radykałów, to one zwalczały ich tak zajadle, że zrobiły ludziom wodę z mózgu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aż dziw bierze, że nikt do tej pory nie powiedział: sprawdzam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zróbmy prosta analizę. Porównajmy zasięg czytelnictwa, słuchalność i oglądalność mediów, które miałyby zwalczać braci Kaczyńskich i tych, które mniej lub bardziej jawnie za poprzednich rządów popierały budowę IV RP. Weźmy pod uwagę te, które zajmują sie polityką. (Posłużyłem się wynikami z 2007 roku, w wykazie nie ma tygodników Niedziela i Nie, bo nie są ujęte w Polskich Badaniach Czytelnictwa).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Media prokaczyńskie:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Rzeczpospolita.&lt;/span&gt; Wiadomo. Czytelnictwo ogólnopolskie 5,13 procent;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Fakt.&lt;/span&gt; Za rządów Kaczorów stał za nimi murem, teraz mizdrzy sie do Tuska. Zawsze będzie uśmiechał się do władzy. Nie ma w tym nic dziwnego, bo taka technologia produkcji tej bulwarówki. Czytelnictwo ogólnopolskie 17,67;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dziennik&lt;/span&gt; - elastyczny do granic. Gdy rządził PiS, ogłaszał koniec Polski Michnika i Kiszczaka. Teraz, jeszcze półgębkiem, ogłasza koniec Kaczora. Czytelnictwo ogólnopolskie 6,99&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Telewizja Polska.&lt;/span&gt; Co prawda w ostatnim wywiadzie dla Newsweeka Jarosław K. sugeruje, że TVP nigdy nie popierała PiS-u, ale nie pierwszy to raz, gdy można go podejrzewać o brak kontaktu z rzeczywistością. Program 1 - oglądalność 25,2 procent, Program 2 - 16,4; TVP Info - 4,7; TV Polonia - 0,7.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Polskie Radio.&lt;/span&gt; Tropiciele złogów i wielbiciele poranków z premierem i Ziobrą. Jedynka - 13 procent słuchalności; Trójka - 5,9;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Radio Maryja&lt;/span&gt;. Bez komentarza. Słuchalność - 2,1 procent.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wprost.&lt;/span&gt; Po dwóch latach kursu na IV RP czeka go skręt. Tusk pogonił ich, gdy chcieli mu przyznać tytuł Człowieka Roku, ale wszystko się może zdarzyć - 10,87 procent czytelnictwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Media antykaczyńskie:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Gazeta Wyborcza.&lt;/span&gt; Wiadomo. Czytelnictwo ogólnopolskie 19,08.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Newsweek.&lt;/span&gt; Od czasu, gdy ogłosił że "Kaczyński jak Putin", dla PiS-u wróg publiczny numer 3 (po Wyborczej i TVN). Czytelnictwo 10,98&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Polityka.&lt;/span&gt; Tę trudno podejrzewać o głaskanie prawicowych radykałów, więc oczywiście musi być w antypisowskim spisku. Czytelnictwo ogólnopolskie 8,03.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Angora.&lt;/span&gt; Co prawda to tygodnik przedruków, ale nabijał się się z Kaczorów bez opamiętania. Poza tym sprzedaje prawie 300 tysięcy. Czytelnictwo ogólnopolskie 9,78&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Przekrój.&lt;/span&gt; Anty bez dwóch zdań. Czytelnictwo ogólnopolskie 4,31&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Forum.&lt;/span&gt; Podobnie jak Angora, tygodnik przedruków, z tym że zagranicznych. Czytelnictwo ogólnopolskie 1,76&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;TVN&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;TVN24&lt;/span&gt;. Jak głosi wszem i wobec prezes K., centrum układu. TVN 15,7 procent oglądalności, TVN24 - 2,8&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;RMF FM.&lt;/span&gt; Z wywiadu Kaczyńskiego dla Newsweeka: "Niemieckie media w Polsce. Tak to określam". Słuchalność - 22,3 procent.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;TOK FM. &lt;/span&gt;Siedlisko lewactwa i homopropagandy. Słuchalność (ponadregionalna) - 1 procent.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Celowo pominąłem w tym zestawieniu Super Express, dziennik Polska (wystartował kilka dni przed wyborami), Polsat i Radio Zet, bo ich nastawienie polityczne jest dla mnie zupełnie niejasne. Co prawda Polsat zasłynął posunięciem (z pracy) Lisa, ale jedna jaskółka antykaczorami nie czyni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jak ten rachunek wygląda? Dodajmy zasięgi.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Za Kaczorami - 108,66&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Przeciw 95,74&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Puenty nie będzie, bo nie mam potrzeby dyskutować z liczbami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-2400510223017322201?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/2400510223017322201/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=2400510223017322201&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/2400510223017322201'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/2400510223017322201'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/02/medialne-kamstwo-jarosawa-k.html' title='Medialne kłamstwo Jarosława K.'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-1476444661442753513</id><published>2008-02-26T17:06:00.000+01:00</published><updated>2008-02-26T17:07:51.832+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pekin'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='internet'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='olimpiada'/><title type='text'>Bojkot Pekinu: stare metody w nowych czasach</title><content type='html'>&lt;div align="left"&gt;Gdy polscy politycy podpisali się pod apelem organizacji World Solidarity, wzywającym do bojkotu olimpiady w Pekinie, przez media przetoczyła się krótka, acz intensywna dyskusja: czy polscy sportowcy powinni wystartować na olimpiadzie w Pekinie. Wiadomo, komunistyczne Chiny za nic mają przestrzeganie praw człowieka a olimpiadę rozgrywają propagandowo. Nie powinniśmy więc w niej uczestniczyć, by nie firmować tych działań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiara w siłę apeli i politycznych decyzji jest zaiste wielka. I zupełnie niedzisiejsza. Co prawda bardzo podoba mi się myśl, by pozbawić sportowców możliwości przetestowania w praktyce działania najnowszych specyfików farmakologicznych, nie wierzę bowiem w coś, co ładnie nazwano „sportową rywalizacją”, a co jest tylko rywalizacją dopingową, ale takie apele, jak ten Word Solidarity, nic nie dadzą. Nawet jeśli jakiś kraj zdecyduje się na bojkot, będzie to gest zupełnie bez znaczenia. Olimpiada się odbędzie, miliardy ludzi ją obejrzą, media będą ją relacjonowały w szczegółach, telewizje transmitujące zawody zarobią miliardy, a Międzynarodowy Komitet Olimpijski odtrąbi sukces.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma więc nadziei? MKOl może zrobić olimpiadą co chce, a my możemy tylko oglądać z zainteresowaniem mniejszym lub większym? Może przyznać igrzyska Chavezovi, jeśli będzie miał taką ochotę i Iranowi, jeśli uzna to za zyskowne?&lt;br /&gt;Ależ nie. Trzeba tylko wystrzegać się pustych gestów i zauważyć siłę tam, gdzie ona drzemie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedynie pieniądze zmuszą MKOl do respektu. Kto je trzyma? Publiczność. Sponsorzy płacą MKOl, bo ludzie widzą w telewizorach ich loga. Telewizje płacą MKOl, bo klienci chcą umieszczać reklamy przy transmisjach. Reklamodawcy płacą telewizjom, bo widzowie oglądają spoty. Prosty mechanizm. Kto go może przerwać? Właśnie publiczność. Wystarczy, że odwróci się placami do ekranu i pieniędzy nie ma, bo telewizje rozliczają koszt dotarcia do widza. Jeśli zamiast przykładowych trzech miliardów, otwarcie i zamknięcie olimpiady obejrzy jeden, podobnie z zawodami, cała misterna kalkulacja wywróci się do góry nogami. Żadna telewizja nie zapłaci tyle za prawa do transmitowania następnych igrzysk, sponsorzy podobnie. MKOl zrobi wszystko, by sobie na taki bojkot publiczności nie pozwolić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze, ale jak przekonać publiczność?&lt;br /&gt;W sieci.&lt;br /&gt;To tam jest opinia publiczna. W społecznościach, na forach, na blogach. W dodatku jest bardzo wpływowa, bo ma potrzebę wyrażania swoich opinii.&lt;br /&gt;Jeśli kilkaset milionów internautów sieć zbojkotuje Pekin, to tak jakby tej olimpiady nie było. Czego sobie i Państwu życzę.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-1476444661442753513?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/1476444661442753513/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=1476444661442753513&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/1476444661442753513'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/1476444661442753513'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/02/bojkot-pekinu-stare-metody-w-nowych.html' title='Bojkot Pekinu: stare metody w nowych czasach'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-3175120460053995833</id><published>2008-02-20T13:15:00.004+01:00</published><updated>2008-02-20T13:22:03.844+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='konserwatyzm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kościół'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lewica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='antyglobalizm'/><title type='text'>Gdybym był lewicowcem</title><content type='html'>Drogie garnitury i technokratyczna pewność siebie nie zatrzymają katastrofy. Lewica w rozsypce, zjadająca własny ogon, powoli zbiera się do kolejnej debaty programowej. Po klęsce prawicowej utopii, w opozycji do bezideowego rządu Platformy, znów rozgląda się, czym by tu zachwycić społeczeństwo. Ale gdy tylko ustami Olejniczaka czy Szmajdzińskiego chlapnie coś o lewicowych ideałach, już pozostali gracze sceny politycznej boki zrywają a publiczność patrzy ze zdziwieniem, zadając pod nosem pytanie: a skąd ten chłopczyk? Jeszcze tylko Marek Borowski próbuje coś z tej liberalno-kapitalistyczno-lewicowej mieszanki sklecić, ale i on pada, gdy zanurzy się szczegółach.&lt;br /&gt;Zapętliła się nam ta lewica. Zauroczyła Blairem i Schroederem nawet nie zauważając, że im lewicowa łatka służyła jedynie do oznaczenia obozu. Przyjęła za pewnik to, co liberałowie i konserwatyści powtarzają o zwycięstwie kapitalizmu, o końcu historii, nawet nie próbując zweryfikować tych opinii. Dała sobie wmówić, że tylko ona taka straszna, ze Stalinem-mordercą na koncie, i boi się głośno przypomnieć, że faszyści czy nacjonalizmy wojny bałkańskiej to nie jej robota, a tych z prawej strony.A przecież nie po wiek wieków prawica będzie rządzić w Polsce.&lt;br /&gt;Wyborcom kiedyś się znudzi wybór między hard a soft prawicą. Rozejrzą się, z nadzieją wypatrując polityków mających coś do zaoferowania. Co wypatrzą? Jak na razie, wielkie G. Stara Lewica do naprawy zabiera się tak, jak potrafi. A że nie potrafi, zamawia u profesora Reykowskiego opracowanie dotyczące swojej sytuacji i perspektyw. (Zamienne, że wśród osób, których opinie posłużyły profesorowi do przygotowania tego dokumentu są Celiński, Nikolski i Wiatr, a nie ma Olejniczaka. Za młody? Za głupi? Czy już się nie liczy?)&lt;br /&gt;Co może świeżego i mądrego powiedzieć Stara Lewica o sobie? Może odkryć, że powodem klęski z 2005 roku, gdy poparcie dla SLD spadło z 41 procent w 2001 roku do 11, były (proszę się nie śmiać, wymieniam za raportem, z zachowaniem kolejności):&lt;br /&gt;* polityka odbierana jako antysocjalna;&lt;br /&gt;* brak twardej linii w stosunkach Państwo-Kościół,&lt;br /&gt;* utracenie kontaktu z organizacjami społecznymi;&lt;br /&gt;* brak symbolicznego chociażby osiągnięcia, które przyczyniłoby się do poprawy sytuacji warstw upośledzonych;&lt;br /&gt;* zaangażowanie Polski w wojnę na Bliskim Wschodzie;&lt;br /&gt;* zapaść w służbie zdrowia;&lt;br /&gt;* zła komunikacja ze społeczeństwem.&lt;br /&gt;A może jakieś słówko o aferze Rywina, Starachowicach, nepotyzmie, łapówkarstwie, korupcji? Nic. Na koniec tylko dwa zdania: „Komisje Sejmowe i działalność prokuratury doprowadziły do powstania obrazu SLD jako partii skorumpowanych karierowiczów. Jest zresztą dość wiele faktów przemawiających za tezą, że część kadry tej partii potraktowała jej zwycięstwo wyborcze jako okazję do osobistego dorobienia się legalnymi, półlegalnymi czy nielegalnymi środkami”.&lt;br /&gt;Tyle stara lewica rozumie z tego, co się stało. Niewiele. Co na przyszłość? Raport odpowiada: oczywiście trzeba mieć dobry program. Jaki? No… Dobry. Reykowski nazywa toto Projektem dla Polski. I znów, jak za starych czasów, program to zupełnie pusty (cytuje za Reykowskim):&lt;br /&gt;* tworzenie warunków dla przyspieszenia cywilizacyjnego postępu i modernizacji kraju;&lt;br /&gt;* rozwinięcie programu zwalczania ubóstwa i różnych form upośledzenia społecznego;&lt;br /&gt;* wspomaganie rozwoju społeczeństwa obywatelskiego.&lt;br /&gt;I tak dalej w tym (złym) guście.&lt;br /&gt;Zostawmy starych. Raport wspomina jeszcze, że tylko na bazie istniejących struktur powstać może Nowa Lewica. Z czego wnioskować należy, że ta Nowa całkiem Stara ma być, jedynie ubrana w nowe szatki. Zajmijmy się Nową. Ta nie potrzebuje programu, potrzebuje idei. A one istnieją, wędrują po świecie, pęczniejąc i nabierając znaczenia.&lt;br /&gt;Gdybym był lewicowcem, zastanowiłbym się, jak je zagospodarować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Precz z postpolityką&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Prezydent Francji ugania się publicznie za spódniczką (niczego sobie, owszem, ale to tylko dziewczyna od noszenia ciuszków), a były premier Włoch wygładza zmarszczki u chirurga plastycznego, by przekonać wyborców-kobiety i zaspokoić własną próżność. Prezydenci, premierzy, kanclerze siedzą na słupkach sondaży, analizując każde słowo, każdy ruch, swój i przeciwników. Te nic nie znaczące gesty w ich oczach przekładają się na procenty, bo kampania wyborcza rozpoczyna się już chwilę wyborach. Think tanki tworzą kilometry zdań, których nikt nie czyta, dziennikarze najchętniej polemizują sami ze sobą a wyborcy wybierają między mniejszym złem a większym, bo są przywiązani do myśli, że jednak coś od nich zależy. A że po wyborach będzie, jak było? Cóż, nadzieja naszą matką jest.&lt;br /&gt;To właśnie postpolityka. Świat, w którym lewica i prawica nie prowadzi wielkich sporów ideologicznych, bo nie ma się o co spierać. Skoro komuniści przegrali a kapitaliści górą, musimy się tylko dobrze w tym kapitalizmie urządzić. Spierajmy się jedynie o to, jak to zrobić lepiej.&lt;br /&gt;Gdzie tu miejsce dla lewicy? Ano właśnie w negacji tego stanu. Nie ma się co łudzić, że postpolityka będzie wieczna. Albo zewnętrzne zagrożenia zmuszą Zachód do przewartościowania politycznych celów i sposobu uprawiania polityki w ogóle, albo niewydolna postpolityka, zajmująca się samą sobą a nie problemami społecznymi zatnie się, doprowadzając do napięć, które przenicują społeczeństwo bardziej, niż rewolucja lat 60.&lt;br /&gt;Odpowiedzi na postpolitykę pojawiały się już po prawej stronie, w Polsce w postaci braci Kaczyńskich. Jednak z racji tego, że sprowadzają się one do hasła „powrotu do wartości” (czytaj: tradycji i przeszłości) nie stanowią odpowiedzi na aktualne wyzwanie, jedynie są ucieczką przed nimi.&lt;br /&gt;Warto więc się przyjrzeć z bliska takim miejscom jak Porto Alegre, gdzie budżet miejski uchwalany jest przy współudziale społeczności lokalnych. Może antidotum na postpolitykę jest demokracja uczestnicząca, gdzie ważniejszy dla społeczności lokalnych jest wpływ bezpośredni niż przedstawicielski? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Globalizacja tak, turbokapitalizm nie&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;To hasło antyglobalistów. Stara Lewica ich nie lubi. Śmierdzą anarchizmem, komunizmem i brudnymi koszulkami z Che Guevarą. Podejrzewa ich, całkiem niesłusznie, o niechęć do globalizacji w ogóle. Nie zauważając, że ta zbieranina młodych buntowników w globalnej sieci czuje się jak ryba w wodzie.&lt;br /&gt;Twórca terminu „turbokapitalizm”, amerykański ekonomista Edward Luttwak twierdził, że ostatnie dwie dekady zmieniły gospodarkę światowa tak bardzo, że stare pojęcia nie opisują już stanu rzeczy. Zamiast kontrolowanego przez państwo kapitalizmu mamy zderegulowaną, zliberalizowaną i sprywatyzowaną gospodarkę. W tym turbokapitalizmie krąg beneficjentów jest ograniczony, a bogactwo nie zależy już od własnej przedsiębiorczości, kwalifikacji i pracowitości, a ekonomicznej ruletki, gdzie o wygranej bądź przegranej decydują czynniki, na które nie mamy wpływu. Luttwak pisał, że „turbokapitalizm ma wiele wspólnego z sowiecką wersją komunizmu” – wydajność jest fetyszem a recepty są dla wszystkich jednakowe, ignorują różnice cywilizacyjne, kulturowe i społeczne.&lt;br /&gt;W tym prostym haśle antyglobaliści uchwycili cały zestaw zastrzeżeń do współczesnego, dogmatyczno-liberalnego kapitalizmu i określili program dla Nowej Lewicy.&lt;br /&gt;Nikt racjonalnie myślący nie zaneguje liberalnej gospodarki, bo nie potrafi przedstawić sensowej alternatywy. Co nie znaczy, że taką gospodarkę mamy przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza, godząc się z jej ułomnościami i wynaturzeniami. Globalny system gospodarczy doszedł do miejsca, w którym wielkie korporacje finansowe mają większy wpływ na procesy gospodarcze, niż rządy. Godzić się z tym stanem rzeczy, to godzić się na ograniczenie demokracji, bo ta, ze swojej natury, dobrze się ma w państwie, nie korporacji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Lider z ludu, nie ze sklepu Hugo Bossa&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Nie, nie chodzi o to, by przywódcy lewicy, wzorem prezydentów południowoamerykańskich, unikali dobrze skrojonych garniturów. Chodzi o pewną nić kulturowego zrozumienia z własnym elektoratem. Co by o Kaczyńskich nie mówić, nadawali na tej samej mentalnej fali, co ich wyborcy. Język, choć ordynarny, był wspólny. Język polskiej lewicy to ten, którym przemawia we wspomnianym wyżej raporcie Reykowskiego - nowomowa. Lewicy potrzeba charyzmatycznych przywódców, bo tylko tacy są słuchani. Zamiast nich mamy technokratów, rozprawiających o problemach społecznych w kategoriach domykającego się, lub nie, budżetu. I – nolens volens – wśród starej lewicy takich postaci nie ma. Oni już dawno utracili kontakt z rzeczywistością a zwykłego człowieka nie poznaliby nawet gdyby wstawić im go do salonu i posadzić w ich ulubionym fotelu. Podejrzewaliby, że to ktoś ze służb albo przebrany dziennikarz. Miejsce dla towarzystwa spod znaku Janika, Szmajdzińskiego, Oleksego, Dyducha, Nikolskiego czy Łubackiej jest w komfortowo urządzonym rezerwacie, niech się pięknie nazywa Fundacją, gdzie będą w spokoju, odizolowani, kultywować politykę na swój obraz i podobieństwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Uczmy Darwina, nie w imię Ojca i Syna&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;W Ameryce konserwatywna rewolucja była reakcją na kulturalną i obyczajową rewolucję lat 60. W Polsce – na indywidualizm i liberalizm lat 90. Zmiany zachodzą tak szybko, że umykają percepcji dużej części społeczeństwa. Na początku lat 90. szokiem dla starszego pokolenia były konkubinaty i rosnącą liczba dzieci pozamałżeńskich, dziś czytają, że dwóch mężczyzn żąda, by nazywać ich rodziną. Dlatego gdy słyszą konserwatywnego polityka wspominającego z rozrzewnieniem, że kiedyś było lepiej, wierzą. I głosują.&lt;br /&gt;Konserwatywna rewolucja daje proste recepty tam, gdzie świat jest skomplikowany, dlatego pada pod ciężarem własnej nieudolności. Zwłaszcza że Kościół Katolicki, z którego myśl konserwatywna wyrasta, do której się odwołuje, gdy sama nie potrafi zaproponować rozstrzygnięcia, systematycznie, wolno, acz zauważalnie, traci wpływy. By podeprzeć się badaniami: 61 procent katolików uważa, że seks przed ślubem nie jest grzechem, 65 procent akceptuje rozwody, 400 tysięcy wiernych każdego roku przestaje uczestniczyć we mszach (źródło: Millward Brown SMG/KRC, badania dla Newsweeka z 25-28.01.08.). Ta tendencja nie wynika z zanikającej potrzeby transcendencji, ale w prostego faktu, że „życie sobie, kościół sobie”. Dlatego Nowej Lewicy jak dżdżu potrzeba zwarcia z Kościołem. Nie z powodów historycznych a praktycznych: na tym tle jej społeczno-obyczajowe propozycje będą czytelne, wyeksponowane i zrozumiałe. In vitro, religia na maturze, antykoncepcja, wychowanie seksualne w szkołach, feminizm, może nawet związki homoseksualne – to nie są pola kompromisu, ale walki.&lt;br /&gt;Stara Lewica (w osobie np. Leszka Millera) uznawała konieczność ustępowania kościołowi i w istotnych, i zupełnie marginalnych sprawach. W zamian spodziewała się poparcia hierarchów dla przemian. Czym to się skończyło? Zwycięstwem kościoła toruńskiego, marginalizacją łagiewnickiego i ojcem Rydzykiem jako ikoną. Oraz katechetami, którzy uczą w szkołach dzieci, że Darwin to jakiś szaleniec, któremu roiło się, zże człowiek pochodzi od małpy, a przecież wiadomo, jaka jest prawda.&lt;br /&gt;Rozpowszechniający się „nowy relatywizm” zrównuje religijną i naukową metodę dochodzenia do prawdy. Studiowanie Biblii i analiza wykopalisk mają być równie skutecznymi metodami poszukiwania odpowiedzi na pytanie, co się działo na Ziemi w zamierzchłej przeszłości. A skoro metody są równoprawne, dlaczego faworyzować w szkołach jedną z nich – naukową?&lt;br /&gt;„Nowy relatywizm naukowy” przebił się do świadomości społecznej wraz z konserwatywną rewolucją, co jest tym bardziej kuriozalne, że nie zyskuje akceptacji Watykanu. Stara Lewica godzi się z tym stanem rzeczy, Nowa powinna go zmienić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Podatek liniowy równa w dół&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Zrywająca z progresją polityka fiskalna to kolejny fetysz naszych czasów. Podatek liniowy w miejsce progresywnego ma zbawiennie wpływać na rozwój gospodarczy, walkę z szarą strefą i ogólne bogacenie się społeczeństwa. Czy wpływa? Trudno o jednoznacznie wyniki. Półtora roku temu Międzynarodowy Fundusz Walutowy opublikował raport, w którym wprowadzanie podatku liniowego nazwano „swoista modą”. „Niektóre kraje, które były pionierami we wprowadzaniu podatku liniowego, mogą być zmuszone do wycofania się z tego pomysłu” –   pisano w raporcie. Zdaniem tej instytucji opinie o pożytkach płynących z wprowadzenia jednolitej stawki podatkowej są przesadzone. „Choć nie ma wątpliwości, że grono krajów, w których obowiązuje podatek liniowy będzie się powiększać, bardziej interesujące jest, czy dojdzie do migracji w przeciwną stronę. Dyskusję nad podatkiem liniowym charakteryzowały w większym stopniu hasła i retoryka, niż analiza i dowody”. Raport podkreślał również trudności polityczne wynikające z faktu, że na wprowadzeniu podatku liniowego tracą pracownicy o średnich dochodach.&lt;br /&gt;Nic dziwnego, że publikacja została zupełnie przemilczana w polskich mediach (cytuję z onetem.pl, ten za Financial Times z 19.10.2006). „Swoistej modzie” na podatek linowy uległa większość naszych dziennikarzy gospodarczych. Swego czasu uległa też lewica, wspominając o jego dobroczynnych skutkach i nawet głośno zastanawiając się nad jego wprowadzeniem.&lt;br /&gt;Liniowy dobrze wpasowuje się w system sprawiedliwości społeczne tylko w doktrynie skrajnego liberalizmu. Myśl, że bogaci powinni więcej płacić na utrzymanie państwa i że to właśnie jest sprawiedliwe społecznie, jest tam uznawana za herezję.&lt;br /&gt;Można oczywiście naśmiewać się z egalitaryzmu, przypominając XIX-wieczne znacznie tego słowa, ale egalitaryzm rozumiany jako równość szans, zwłaszcza w dostępie do wiedzy i informacji (a to domena – i koszt – państwa), powinien być osią politycznej doktryny Nowej Lewicy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym był lewicowcem, przyjrzałbym się jeszcze ekologizmowi, bo turbokapitalistyczna i postpolityczna perspektywa nie lubi zajmować się daleką przyszłością. Zastanowiłbym się nad problemem darmowego dostępu do wiedzy informacji, nie ufając zapewnieniom, że zadba i wyreguluje to wolny rynek. I zapamiętałbym, że mimo feministycznej rewolucji hasło „wszyscy ludzie są równi, ale kobiety równiejsze” wciąż zachowuje aktualność.Gdybym był lewicowcem, rozpocząłbym publiczną dyskusję nad opisanymi wyżej ideami, licząc, że także dzięki temu dostaną się one do świadomości społecznej.&lt;br /&gt;Gdybym był…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-3175120460053995833?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/3175120460053995833/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=3175120460053995833&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/3175120460053995833'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/3175120460053995833'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/02/gdybym-by-lewicowcem.html' title='Gdybym był lewicowcem'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-346066710089183457</id><published>2008-02-18T17:22:00.001+01:00</published><updated>2008-02-18T22:35:40.734+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Grad'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='gospodarka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ustawa kominowa'/><title type='text'>Zostawcie ustawę kominową w spokoju</title><content type='html'>Minister Grad chce zmienić ustawę kominową tak, by prezesi, oprócz pensji zasadniczej, która obecnie nie może przekroczyć sześciu średnich krajowych (18,6 tys zł), mogli dostawać również uznaniowy dodatek do wynagrodzenia. Czyli, mówią po prostu, zarabiać więcej.&lt;br /&gt;Na pierwszy rzut oka idea ze wszech miar słuszna. Ograniczenie przez państwo zarobków we własnych spółkach powoduje, że fachowcy nie chcą w nich pracować, bo prywatni pracodawca płaci kilka-, kilkanaście razy więcej. O konieczności zniesienia tych ograniczeń politycy i publicyści wspominali nie raz.&lt;br /&gt;Niestety, to co na pierwszy rzut oka wygląda racjonalnie, z bliska…&lt;br /&gt;Bo czy zna ktoś profesjonalistę z bardzo mocną pozycją na rynku, który zarządzą spółką skarbu państwa? Jako prezes, wiceprezes, członek zarządu, członek rady nadzorczej? Taki, co jak tylko będzie wolny, nie opędzi się od propozycji konkurencji. Wolne żarty. Nie tak się zostaje prezesem państwowej firmy. Decydują o tym, zawsze decydowali i będą decydować – niestety – politycy. Aktualny rząd znaczy się.&lt;br /&gt;Wyciągając wnioski z tego prostego faktu: zniesienie ograniczeń dla prezesów spółek skarbu państwa spowoduje jedynie, że wskazani przez polityków kumple i znajomi królika będą zarabiali więcej. Ci, których rynek ceni i którym chce płacić naprawdę duże pieniądze i tak nie pójdą do tych spółek, bo i po co? By zarabiać mniej i zależeć od politycznych wiatrów?&lt;br /&gt;Nie wierzę w dobre intencje ministra Granda (że chce przyciągnąć do spółek fachowców itd.) Ponieważ sam już obsadził niejedno stanowisko, wie, jak to się odbywa. Nie ma powodu, by jego znajomi, albo znajomi kolejnego ministra czy polityka ekipy aktualnie rządzącej, dostawali więcej. Jak chcą zarabiać, niech ruszą na rynek. On ich odpowiednio wyceni.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-346066710089183457?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/346066710089183457/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=346066710089183457&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/346066710089183457'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/346066710089183457'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/02/zostawcie-ustaw-kominow-w-spokoju.html' title='Zostawcie ustawę kominową w spokoju'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-8651307642545732069</id><published>2008-02-14T11:00:00.002+01:00</published><updated>2008-02-18T22:54:50.564+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='konserwatyzm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kaczyński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawica'/><title type='text'>Pogrzeb prawicowej utopii (cz.2)</title><content type='html'>Polska prawica ma czego zazdrościć lewicy. Historia sprawiła, że to nie ona rozdawała karty przy Okrągłym Stole, nie ona decydowała, w jaki sposób dokona się przejście od komunizmu do kapitalizmu. Tam grała drugie, jeśli nie trzecie skrzypce. Zmarginalizowana, odsunięta, bez wpływu na rzeczywistość… To musi rodzić frustrację. Trudno było spokojnie przyglądać się, jak środowisko Jacka Kuronia i Adama Michnika, z popieranym przez nich Tadeuszem Mazowieckim, w 1989 roku wspólnie z komunistami ustala zasady gry na najbliższe kilkanaście lat. Te zasady były proste i sprawdziły się w praktyce: kompromis zamiast wojny i umiarkowanie zamiast radykalizmu. (Rację miał Adam Michnik, latami ostrzegający przeciwko rządom prawicy i wszelkiej maści radykałów. Wspomniane wyżej zasady – jak pokazuje praktyka rządów Jarosława Kaczyńskiego – pierwsze padły ich ofiarą.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawica nigdy nie pogodziła się z faktami. Odezwał się kompleks młodszego brata. Podobnie jak młodszy brat zazdrości starszemu pozycji i chce wykazać, że to jemu należy się palma pierwszeństwa, tak ona zazdrościła Michnikowi i spółce. Podobnie jak młodszy brat, tak i ona nie chciała przyjąć do wiadomości faktu, że to pierwszeństwo jest czynnikiem obiektywnym, niezależnym, wynika z chronologii, nie zasług. Dlatego podważała i wciąż podważa działania i opinie starszego, obojętne, czy są sensowne, czy nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Negacja zastanego porządku stanowi kwintesencję politycznego programu prawicy. Zamiast ustalonych przy Okrągłym Stole zasad, świat nowych-starych wartości. Co to są za wartości, co to za stary świat, ten w czasów II Rzeczpospolitej czy z czasów Pierwszej? Może wyidealizowany, ochrzczony mianem IV RP? Tu prawica nie udziela odpowiedzi, bo do tego trzeba jasnego umysłu, a ten prawicowy poddany silnym emocjom i znerwicowany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy rok temu Dziennik piórem Macieja Rybińskiego ogłaszał „Koniec Polski Michnika i Kiszczaka”, prawicy wydawało się, że w końcu wzięła rząd dusz. – Polska stoi w przede dniu rewolucji – pisał Rybiński. – Nie rewolucji szubienic, krwi, odwetu, niewinnych ofiar rozszalałych szwadronów śmierci, jak nam to wmawiano, tylko rewolucji moralnej polegającej na odkrywaniu prawdy, przywracaniu właściwej hierarchii wartościom i prawdziwego znaczenia słowom”. Ale nawet „przywracanie właściwej hierarchii wartościom” było dla prawicy zadaniem zbyt trudnym. Była przekonana, że społeczeństwo zadowoli się ideami, nie z działaniem. Błąd, kolejny. Okazało się, że zamiast rządu dusz, prawica ma tylko kilka gazet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż więc nam zostaje z tej prawicy? Nie ośmielę się twierdzić, że hardprawica spod znaku Kaczyńskiego i Giertycha już do władzy nie wróci. Może wróci, to suma błędów przeciwników, przypadku i okoliczności społecznych. Ale projekt prawicowej utopii spod znaku IV RP możemy ze spokojem pogrzebać. Jak i każdy inny prawicowy projekt modernizacyjny. Nie ze względu na ich jakość, ale ze względu na ojców. Dopóki prawicowe pokolenie, które historia odesłała do kąta w 1989 roku nie zejdzie ze sceny (w jak najbardziej fizycznym sensie), jego kompleksy zawsze wygrają z rozumem. Ważniejsze będzie roztrząsanie historii i cudzych przewin, niż działanie. Liczyć, że Jarosław Kaczyński przestanie się obrażać, gdy cztery miesiące po wyborach ktoś ośmieli mu zmniejszyć ochronę, to jak zakładać, że Lech Kaczyński zmieni się z obąbanego prezydenta w tryskającą optymizmem i profesjonalną pewnością siebie głowę państwa. Psychologia zna takie przypadki, ale one wymagały leczenia. A „zdrowa tkanka narodu” nie chce się leczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co nam zostanie po pogrzebie prawicowej utopii?&lt;br /&gt;(cdn)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-8651307642545732069?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/8651307642545732069/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=8651307642545732069&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/8651307642545732069'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/8651307642545732069'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/02/pogrzeb-prawicowej-utopii-cz2.html' title='Pogrzeb prawicowej utopii (cz.2)'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-8129168891257698453</id><published>2008-02-13T22:29:00.003+01:00</published><updated>2008-02-18T22:52:36.426+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='konserwatyzm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kaczyński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prawica'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PiS'/><title type='text'>Pogrzeb prawicowej utopii (cz.1)</title><content type='html'>Mieli wszystko. Rząd, prezydenta, większość w Sejmie i Senacie, telewizję, sprzyjające media, Narodowy Bank Polski, spółki skarbu państwa, najważniejsze urzędy. Nawet za opozycję – partię o zbliżonych poglądach. Co takiego jest w polskiej prawicy, że zamiast skutecznie (także z myślą o własnym interesie) rządzić, rozwala wszystko, czego się dotknie. Co takiego siedzi w głowie Kaczyńskiego, Dorna, Ujazdowskiego, że interes Polski, którym tak często wycierają sobie gębę, traci na ich rządach?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Na początek krótka uwaga metodologiczna. Choć Platforma Obywatelska lubi mówić o sobie jako o prawicy, nie uznaję ją za przedstawiciela tej opcji. Donald Tusk swoją prawicowość traktuje jak kostium. Dobry, gdy podoba się publiczności, natychmiast wyląduje na śmietniku, jeśli publika zacznie gwizdać. Jeśli już, określiłbym Platformę jako soft prawicę, którą lepiej charakteryzuje konformizm, niż jakakolwiek idea polityczna, bo te Platforma jednego dnia może uznawać za własne, innego zwalczać, jeśli tylko uzna to za efektywne.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pochylam się nad polską prawicą, bo pociągają mnie jej idee. Uznaję potrzebę jej istnienia jako naturalnego korektora lewicowych pomysłów społecznych i gospodarczych. Jednak fascynujące jest upośledzenie prawicowych polityków, niezdolnych do sensownego praktycznego działania. Warto poszukać przyczyn tego stanu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek odrzuciłem tezę, że niekompetencja to wrodzona cecha prawicy w ogóle. Co prawda jakiś czas temu politolog David Amodio i jego koledzy z Laboratorium Neurologii Społecznej New York University ogłosili w artykule „Neuropoznawcze korelaty liberalizmu i konserwatyzmu”, że – w uproszczeniu mówiąc – prawicowcy są głupsi od ludzi o lewicowych przekonaniach, ale doświadczenia z Wielkiej Brytanii (Thatcher) i USA (Reagan) mówią co innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Teza pierwsza: brak zaplecza intelektualnego&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Do skutecznych rządów potrzeba ludzi i wiedzy, tę zaś posiadają nie politycy a „mędrcy” (by uniknąć zdezawuowanego terminu autorytety). Prawicowi politycy i publicyści twierdzą, że przez całe lata 90. byli spychani poza obręb głównego nurtu debaty publicznej. Przyczynić się do tego miała głównie Gazeta Wyborcza, z jej wrodzoną nienawiścią do wszystkiego, co konserwatywne, prawicowe i narodowe. Nie lubią wspominać o pampersowej telewizji czasów Walendziaka, o dzienniku Życie, który zamiast walczyć na rynku o pozycję, utonął w międzyfrakcyjnych walkach redaktorów, o tworzonej za państwowe pieniądze telewizji Plus. Nie wiem, czy notoryczne podnoszenie argumentu „marginalizacji prawicy” ma służyć usprawiedliwieniu, faktem jest, że z zapleczem intelektualnym polska prawica ma obecnie problem. Z całym szacunkiem, Krasnodębski i Legutko to jednak nie Kołakowski. I nie chodzi tu bynajmniej o poglądy, a o potencjał i warsztat intelektualny.&lt;br /&gt;Politycy prawicowi mają tego świadomość, dlatego w kółko powtarzają, że wspomniana już Gazeta Wyborcza, że uniwersytety opanowane przez postkomunę i lewicę, że Katyń, gdzie wymordowano prawdziwą polska inteligencje, że elity tkwiące w postkomunistycznym układzie, mające na względzie jedynie własne profity a nie dobro kraju i idee.&lt;br /&gt;Przy tak ubogim zapleczu chciałoby się zawołać: więc idźcie i nawracajcie. W końcu gdyby nie św. Paweł, nauki Jezusa też nie dotarłyby do milionów.&lt;br /&gt;Tu prawica potyka się o kłodę, którą w dodatku sama rzuca sobie pod nogi – niezdolność do debaty. Ze swoim przywiązaniem do tradycji i hasłem „powrotu do świata wartości” prawica uznaje się za dysponenta prawdy. Prawda – w tym ujęciu – jest tylko jedna, dlatego nie ma sensu nad nią dyskutować. Przeciwników trzeba nawrócić, a jeśli to nie przynosi efektu – zmusić do uznania prawdy. Stąd cały problem PiS-u z pozyskaniem elit: te chcą zostać przekonane, a są nawracane. Ten problem bardzo dobrze obrazuje zapowiadane na początek marca spotkanie liderów i działaczy PiS z sympatyzującymi z partią intelektualistami. Ma ono pomóc w odzyskaniu poparcia środowisk inteligenckich. Któż tam będzie? Nowak, Legutko, Terlecki… Czyli ci, którzy i tak od dawna popierają PiS. Przekonani będą przekonywać przekonanych.&lt;br /&gt;Ale zaraz. Przecież rząd AWS-u nie miał problemów z zapleczem. Życie społeczno-polityczne nie było tak zideologizowane jak obecnie i „mędrcy” godzili się pracować dla polityków. A mimo wszystko AWS skompromitował się jak PiS (o czym mało kto pamięta).&lt;br /&gt;Szukam więc dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Teza druga: niezdolność do kompromisu&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Fakt, lewica nie ma z tym problemu. Może dogadać się z każdym, z czego zresztą prawica czyni jej zarzut. Bo i jak wygląda kompromis według polityków polskiej prawicy? Powstaje nowa partia. I to musi być jakaś cecha immanentna polskiej prawicy, bo na świecie partie konserwatywne nie mają problemów z zawiązywaniem koalicji i znajdowaniem sprzymierzeńców.&lt;br /&gt;Rząd PiS na kompromis nie szedł. Ale z drugiej strony, jaki rewolucjonista idzie? Nieudane rewolucje to właśnie ofiary kompromisów. A PiS nie po to szedł do władzy, by zarządzać państwem, ale by je zmieniać. Z drugiej strony, aby przeprowadzić rewolucję, trzeba mieć za sobą masy. A tych PiS nie miał. Co prawda 20-30 procentowy elektorat popierał Kaczyńskich bezwarunkowo, ale po przeliczeniu procentów na jednostki nijak nie wychodziła większość. Jedynie większość głosujących. A tych wtedy było nie za wiele.&lt;br /&gt;Czyż więc ta właśnie niezdolność do kompromisu jest przyczyna porażki polskiej prawicy? Byłaby, gdyby nie jeden istotny szczegół. Balcerowicz. Trudno wyobrazić sobie rewolucję bardziej radykalną niż jego reformy. Nie było w nich politycznej kalkulacji, nie było kompromisu. A efekt? Zgoła przeciwny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Teza trzecia: anachroniczna wizja państwa&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś nazwałem Kaczyńskich prawdziwymi &lt;a href="http://www.blogger.com/(http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/01/postkomunizm-wydanie-drugie-poprawione.html)"&gt;postkomunistami&lt;/a&gt;. Wierzą oni, że władza, opierając się na sile aparatu państwowego jest w stanie przeorganizować strukturę społeczną i gospodarczą. To przecież politycy Prawa i Sprawiedliwości, a nie społeczeństwo, miało zbudować IV RP. Ale społeczeństwo chce silnego państwa, dopóki nie wchodzi ono z butami w ich życie. Rząd Kaczyńskiego, Leppera i Giertycha nie wyczuwał tego niuansu, dlatego został przez wyborców odprawiony z kwitkiem.&lt;br /&gt;Bylibyśmy blisko znalezienia odpowiedzi, gdyby nie fakt, że z wszystkich badań opinii społecznej wynika, że Polacy tęsknią za rządami silnej ręki. Mógł więc co najwyżej Kaczyński nieudolnie wprowadzać swoją wizji silnego państwa, ale nie pomylił się co to meritum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Układ, nad którym znęcało się już setki publicystów, pominę milczeniem. Został ostatni czynnik, zupełnie niepolityczny. (cdn)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-8129168891257698453?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/8129168891257698453/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=8129168891257698453&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/8129168891257698453'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/8129168891257698453'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/02/pogrzeb-prawicowej-utopii-cz1.html' title='Pogrzeb prawicowej utopii (cz.1)'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-5518218585600371629</id><published>2008-02-06T22:46:00.000+01:00</published><updated>2008-02-06T22:57:49.278+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ziobro'/><title type='text'>O Ziobrze, laptopie i sile języka</title><content type='html'>Rozmowa z byłym ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Panie ministrze, ma pan poczucie obciachu?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;To nie jest teza prawdziwa.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Nie chodzi o tezy, ale o odczucia.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Ja jestem ciągle atakowany, kieruje się w moją stronę inwektywy, właśnie z powodu moich działań. Tu jest właśnie przykład.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Pytamy, bo cała afera z laptopem jest żenująca. Naprawdę minister musi niszczyć publiczny sprzęt?&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;/em&gt;Te informacje, które panowie podają dodatkowo, wzbogacając pewne zdarzenia, które miały miejsce, są nieprawdziwe.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;To są informacje od ministra Ćwiąkalskiego...&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Nie znam raportu, więc jeżeli się zapoznam, to chętnie się...&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Nie ma raportu, są informacje. Co takiego miał Pan w laptopie, jakie dokumenty, że zniszczył Pan sprzęt, aby tylko nie dostał się w inne ręce?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;My nie chcemy myśleć w takich kategoriach. Natomiast inną jest rzeczą, aby mówić prawdę, a problem prawdy jest problemem istotnym niezależnie, czy dotyczy historii, czy dotyczy spraw osobistych, czy dotyczy spraw programowych.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Przepraszamy, ale o czym Pan mówi? Na jakie pytanie Pan teraz odpowiedział, bo chyba nie na nasze?&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;To niedorzeczność.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Niedorzeczność? Słuchacze chcieliby się dowiedzieć, dlaczego zniszczył Pan laptop.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;Oczywiście rozumiem pytanie.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Ale Pan nie odpowiada.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;To pokazuje celowe działanie pewnych osób, które są zainteresowane tym, by tak właśnie się działo.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;O czym Pan mówi?&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;Po pierwsze, daje dużo do myślenia to, że następnego dnia po przesłuchaniach w prokuraturze zeznania osób, które pomawiają między innymi mnie i inne osoby z poprzedniego kierownictwa ministerstwa sprawiedliwości, znajdują się w gazetach.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;Dobrze, ale jak doszło do zniszczenia laptopa?&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;W godzinach wczesno rannych zadzwonił do mnie któryś z prokuratorów do domu z informacją, że doszło do tego tragicznego zdarzenia.&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czy sprzęt uda się uratować?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;Wczoraj odbyła się sekcja. Rozmaite spekulacje, które były tworzone, pewnie z różnych intencji na temat przebiegu tej historii, w świetle tej sekcji okazały się nieprawdziwe.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Co Pan ma na myśli?&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;Te okoliczności wskazują na to, że mieliśmy do czynienia z tragicznym zdarzeniem. Na to również wskazują zeznania wszystkich świadków. Mam taką wiedzę ogólną.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Świadków? Ktoś widział ten wypadek?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;Jestem prawnikiem, do tego jeszcze prokuratorem generalnym więc nie chciałbym tutaj wydawać kategorycznych opinii, z którymi później musiałbym się rozstać i z nich się wycofywać.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Przepraszamy, ale nic nie rozumiemy. Najpierw mówi zaprzecza Pan, że zniszczył laptop, potem, że to był nieszczęśliwy wypadek, jeszcze później, że byli świadkowie, a potem, że nie byli. Co Pan chce powiedzieć?&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Problem polega na tym, że politycy również popełniają przestępstwa.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Kogo Pan ma na myśli?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;Politycy PO muszą się zastanowić.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Co mają do tego politycy PO?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;Przecież oni tam kłamali, i tu kłamią, więc identycznie kłamią.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Rozumiemy, że mówi Pan o ministrze Ćwiąkalskim?&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim polityka nie polega na tym, że daje się prezenty.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Laptop nie jest prezentem. To własność publiczna, którą Pan tylko dostał w użytkowanie.&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Tu chodzi o tajemnicę państwową.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Jaką tajemnicę?&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Osobiście nie zapoznawałem się z materiałami.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;To skąd pan wie...? Niestety, musimy kończyć program.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;Jeśli można tylko słowo...&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Tak, prosimy.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;To lekarze.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Co lekarze? Rozmawiał Pan z nimi?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;Tak, trwają takie rozmowy rzeczywiście.&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;Co mówią?&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;Imputują mi stalinowskie rozwiązania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polityczny bełkot jest tak elastyczny, że da się zastosować do opisu każdej sytuacji. Ta rozmowa się nie odbyła co nie znaczy, że jest nieprawdziwa. Wszystkie wypowiedzi Ziobry pochodzą z wywiadów udzielonych przez niego między listopadem 2005 a styczniem 2008. Można próbować opisać rzeczywistość językiem polityków, ale cóż ten opis wnosi? Ziobro mógł zniszczyć laptop bo wiedział, że nic mu za to nie grozi. Wie, że gdy wyjdzie przed kamery lub siądzie przed mikrofonem, my zaczniemy go słuchać, obojętne, jakie głupoty będzie opowiadał i jak bardzo w żywe oczy kłamał. To właśnie siła języka. On sobie z tej siły zdaje sprawę. A my?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-5518218585600371629?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/5518218585600371629/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=5518218585600371629&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/5518218585600371629'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/5518218585600371629'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/02/o-ziobrze-laptopie-i-sile-jzyka.html' title='O Ziobrze, laptopie i sile języka'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-7322652637019563686</id><published>2008-02-05T22:56:00.000+01:00</published><updated>2008-02-06T00:01:33.904+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tadeusz Bartoś'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jan Paweł II'/><title type='text'>Ostatnie tabu: Jan Paweł II</title><content type='html'>Za chwilę Tadeusz Bartoś, wybitny filozof, teolog i tłumacz św. Tomasza, zostanie wrogiem publicznym numer 1. Będziemy go wyzywać od najgorszych (pewnie i od żydów), obrażać, oburzać się, wypominać opuszczenie zakonu, oskarżać o karierowiczostwo. Odezwą się prawicowi politycy i dziennikarze, ktoś złoży doniesienie do prokuratury, ktoś wspomni o zakazie dystrybucji.&lt;br /&gt;Przedsmak dają internauci, komentujący &lt;a href="http://czytelnia.onet.pl/0,1467269,do_czytania.html"&gt;wprowadzenie&lt;/a&gt; do jego książki "Jan Paweł II. Analiza Krytyczna", która ukaże się 7 lutego. - "Politowania godne. Po co w ogóle publikować takie wypowiedzi???? J.P. II jest niepodważalnie Święty!!!!". "Jak się rzuciło kapłaństwo dla baby, to teraz trzeba szukać na gwałt pieniędzy na utrzymanie rodziny. Lepiej byłoby zostać prostytutką, ale do tego zawodu trzeba mieć jakieś walory i powołanie". "Nie wolno szargać świętości!!!!!" - piszą na portalu onet.&lt;br /&gt;Polacy, których stosunek do Jana Pawła II najlepiej oddaje stwierdzenie abp. Życińskiego (kremówki tak, encykliki nie) patrzą na pontyfikat Karola Wojtyły z klapkami na oczach. Wiara tłumów, która w czasach JPII wygrała z teologią, nie dopuszcza możliwości, by papież się mylił lub błądził. Na świecie pontyfikat poddawany jest wszechstronnej analizie, w Polsce analizujemy jedynie, która ulica powinna zostać nazwana jego imieniem.&lt;br /&gt;Bartoś naruszył tabu. Nie tyle wsadza kij w mrowisko, co głośno woła: podyskutujmy. "Przywołać jedynie pragnę opinie, które choć w naszym kraju prawie nieobecne, poza jego granicami bywają uznawane za oczywistość. (...) Uczciwość intelektualna domaga się konfrontacji choćby i z obcą, kłopotliwą perspektywą - pisze we wprowadzeniu do książki.&lt;br /&gt;Opinie zebrane przez Bartosia mogą nam się nie podobać, ale na świecie uznawane są za pełnoprawny głos w dyskusji. Włoscy i hiszpańscy teologowie, krytykujący plany beatyfikacji Jana Pawła II, pisali o konserwatywnym stanowisku polskiego papieża w sprawie antykoncepcji, które utrudniło walkę z rozprzestrzenianiem się AIDS, marginalizacji teologów i zakonników, zwłaszcza wobec kwestii &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Teologia_wyzwolenia"&gt;teologii wyzwolenia&lt;/a&gt;, tolerancji wobec dyktatorskich reżimów w Ameryce Łacińskiej i centralizacji władzy w Kościele.&lt;br /&gt;Hans Küng, wybitny teolog, podważający nieomylność papieża, któremu Kongregacja Nauki Wiary w 1979 roku odebrała prawo nauczania w imieniu kościoła katolickiego, mówił z wywiadzie dla niemeickiego Spiegla (2003 rok), że "ten papież ma niestety dwa oblicza. Jedno pokazuje na zewnątrz: przyjazne, tolerancyjne, ukierunkowane na pojednanie, na prawa człowieka i pokój. Inne pokazuje we wnętrzu: dopuszcza się nietolerancji i stosuje inkwizycje."&lt;br /&gt;W polskiej przestrzeni publicznej rozmawiamy o Janie Pawle II jedynie w myśl zasady: udowodnij, że JP II wielkim człowiekiem był. Dlatego to może być najważniejsza książka tego roku, równie ważna, jak kiedyś "Sąsiedzi" Grossa. Nie dlatego, że wzbudzi protesty i kontrowersje, ale rozpocznie dyskusję nad tym, o czym dyskutować trzeba, a czego nasza narodowa duma nie znosi: o nas samych.&lt;br /&gt;Na początku lat 90 zdjęliśmy z cokołu Lecha Wałęsę, obejrzeliśmy z bliska rysy i pęknięcia i zrozumieliśmy, że mimo tych ułomności, jego miejsce zawsze będzie właśnie tam, na cokole.&lt;br /&gt;Bartoś rozpoczyna właśnie podobny proces.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-7322652637019563686?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/7322652637019563686/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=7322652637019563686&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/7322652637019563686'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/7322652637019563686'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/02/ostatnie-tabu-jan-pawe-ii.html' title='Ostatnie tabu: Jan Paweł II'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-4223641338561639601</id><published>2008-01-29T13:18:00.000+01:00</published><updated>2008-01-29T21:27:10.747+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='konserwatyzm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rzeczpospolita'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rybiński'/><title type='text'>Polska konserwa własnym bełkotem zachwycona</title><content type='html'>&lt;em&gt;(Autorem tego tekstu jest Maciej Rybiński. Opublikował go w Rzeczpospolitej (29.01.08), pod tytułem &lt;a href="http://rp.pl/artykul/87912.html"&gt;„Polski kołtun cudzym bełkotem zachwycony”.&lt;/a&gt; Odwróciłem w nim tylko akcenty: tam gdzie Rybiński daje plus, wstawiłem minus. I odwrotnie. Wyszedł tekst o polskim konserwatyzmie, który pewnie by Rybińskiego i jemu podobnych publicystów oburzył. Bo o ich przeciwnikach wypada tak pisać, o nich - żadnym wypadku.)&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Konserwa wyszła z podziemia. Założyła pluszowe kotary, z piwnic wyciągnęła otomany i kanapy, a u księdza na parafii zamówiła najmodniejsze wzory moherowych beretów prosto z Torunia. Zrobiła porządek w pokoju u dzieci, na śmieci wywalając bohomazy Sasnala i Andy’ego Warhola, na ścianie nad biurkiem powiesiła bogoojczyźniane oleodruki, Kościuszkę pod Racławicami i Matkę Boską z księdzem Skorupką pod Radzyminem, by dzieci nie zapomniały, skąd ich ród.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z półek uprzątnęła Masłowską, dzieła wszystkie Grossa i podręcznik dietetyczne, w ich miejsce ustawiła Biblię, Kuchnię polską w praktyce i książkę telefoniczną. Zamknęła okna, by do ich mieszkań, w których do niedawna żyli ci straszni pseudoeuropejczycy, nie dotarł odór ze świata i Europy. Kiszą się we własnym smordzie, ale on ich, swojski, więc nie przeszkadza. Na szczęście z kominka unosi się świeży zapach polskiego węgla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powrót do wartości jest nieunikniony. Pani Domu wygrzebała w domowych dokumentach przodka, co lipcu 1943 roku salutował przed Andersem, ale gwoli formalności wystąpiła do IPN-u, by sprawdził, czy przodek po wojnie zachowywał się zgodnie czy godnie. Nie bywa już na rautach i wernisażach. Prycha na globalizację (niedługo będziemy kupować bigos od skośnookiego…), politykę (wystroił się ten elegancik Tusk, sepleni coś o miłości, o narodzie nie pamięta, a taki Kaczyński…), sztukę (ośmieszają naród, tradycję, to erotomani nie artyści). Pani Domu feministki ma za nic (wstrętne babska), domaga się całkowitego zakazu aborcji, edukacji seksualnej i ograniczenia seksu w telewizji. Odkąd jej syn zmajstrował dziecko gosposi, chce karania więzieniem za pornografię. Gdyby te obrzydliwe obrazki nie rozbudziły chuci w synalku, pewnie by do skandalu nie doszło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan Domu siedzi przed telewizorem z bamboszami na nogach i cmokając faję peroruje o polityce. Te wstrętne Szwaby, w komitywie z Ruskimi, zawsze chciały nas ograć. Gdyby nie Ameryka, już dawno by zrobili czwarty rozbiór. Bogaczy trzeba zamknąć w więzieniach, wiadomo, że ukradli. Zlustrować dziennikarzy, niech się nie wykręcają młodym wiekiem. A tej całej Unii to wara od nas, niech sobie wsadzi swoją konstytucję i kartę praw podstawowych, tam gdzie te homo lubią najbardziej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Synek spoważniał. W restauracji czyta „Nasz Dziennik”, chodzi na odczyty Zybertowicza i narzeka, co z tą Polską, że Kaczyńskiego, najlepszego premiera od tysiąca lat, od władzy odsunęła. Okopał się w mediach i histeryzuje, publicznie wyzywając nie-swoich od kołtunów. Na każdym kroku podkreśla, że Salon kontratakuje, bo trochę zagrożony się czuje, spodobało mu się życie na świeczniku. On sam nie cierpi Salonu, co innego Towarzystwo, tu rządzą swojacy i tak być powinno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konserwa wyleczyła się z kompleksów i zatrudniła specjalistów od marketingu. Już nie musi się ukrywać. Nie musi bać się Salonu ani wstydzić obmowy. Może być sobą. Ciemnogród jest dziś wartością najwyżej notowaną w hierarchii, konserwa może obnosić się z dumą, bo jest nasza, swojska i tradycyjna. Płynie do nas, szerokim łukiem, omijając Paryż i Berlin, szeroka intelektualna fala prosto z eterów amerykańskich kaznodziejów, przeżuwana, trawiona i wydalana jak nawóz pod przyszłą silną, konserwatywną Polskę.&lt;br /&gt;Setki, może tysiące publicystów piszą jeden niekończących się hymn do tradycji, którego jedynym celem jest zaznaczenie własnej odrębności. Od świata, od nowoczesności, od postępu. Nie ruszamy w ten świat, bo mamy własny bagaż, czeka na peronie we Włoszczowe, z garbem własnych porażek, które roztrząsać wypada z godnością na ustach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konserwa u władzy, z dobrem Polski na ustach, nie zrozumiała więcej. Półgłówkom od tego głowa puchnie monstrualnie, ale nie staje się przez to głową. Dureń nienawidzący świata, powtarzający frazesy i myślący stadnie pozostaje zatopiony w zachwycie nad własnym bełkotem jak owad w bursztynie. Na zawsze.&lt;br /&gt;Konserwa, oblepiona kurzem i pajęczyną tradycji, obnosi się z własną nienawiścią. Polubiła ten smród, bo przecież własny. I zaklina rzeczywistość, że teraz już pachnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-4223641338561639601?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/4223641338561639601/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=4223641338561639601&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/4223641338561639601'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/4223641338561639601'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/01/polska-konserwa-wasnym-bekotem.html' title='Polska konserwa własnym bełkotem zachwycona'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-1968407276422030930</id><published>2008-01-26T13:56:00.000+01:00</published><updated>2008-01-26T13:58:44.351+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dziennik Polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sondaże'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gross'/><title type='text'>O sondażach, Grossie i opiniach bez znaczenia</title><content type='html'>Wielka ufność i wiara w społeczeństwo wstąpiła w serca redaktorów, że postanowili spytać Polaków (ankieta ARC Rynek i Opinie dla dziennika Polska, wydanie mazowieckie) o ich stosunek do książki "Strach" Jana Tomasz Grossa. Polacy, jak powszechnie wiadomo, wyssali z mlekiem matki miłość do eseistyki, dlatego najnowszą książką Grossa zaczytują się po nocach. Szefowie stacji telewizyjnych, producenci seriali i gwiazdy tańczące na lodzie rwą włosy z głowy: widzowie, zajęci lekturą, wyłączyli telewizory. Ludzie przekazują sobie "Strach" z rąk do rąk, jeden egzemplarz czyta z wypiekami na twarzy kilkanaście osób. Wydawca książki też rwie włosy z głowy, bo czytają miliony a kupiło tylko kilkadziesiąt tysięcy. U cioci na imieninach już nie wałkuje się polityki, a rozprawia nad rzetelnością dokumentacji historycznej Grossa, jego stosunkiem do materiałów źródłowych i logicznością wywodu.&lt;br /&gt;Po lekturze ludzie wyciągają wnioski. Według wspomnianego sondażu, 51 procent badanych uważa, że "Strach" to nieobiektywny i nierzetelny obraz stosunków między Żydami a Polakami. 49 procent twierdzi, że autor ksiażki krzywdzi Polaków, stawiając im niesłuszne i niesprawiedliwe zarzuty. W sondażu pojawia się jeszcze jedna liczba, najważniejsza: 0,5 procent. Tyle osób deklaruje, że książkę Grossa przeczytało.&lt;br /&gt;Nie pierwszy to, i pewnie nie ostatni, bezsensowny sondaż. Pytanie ludzi o stosunek do książki, której nie przeczytali, ma taką samą wartość poznawczą, jak moja opinia na temat przyczyn katastrofy lotniczej w Mirosławcu.&lt;br /&gt;Jak Pan uważa, czy przyczyną katastrofy było: a. oblodzenie; b. błąd pilota; c. wada maszyny; d. inna przyczyna?&lt;br /&gt;Mogę uważać, że a.&lt;br /&gt;Albo c.&lt;br /&gt;Jakie to ma znaczenie? A jaką wartość miałaby informacja, że 54,5 procent badanych wskazuje odpowiedź b?&lt;br /&gt;Ludzie lubią mieć własne zdanie, tak już jest. W dodatku lubią mieć własne zdanie na każdy temat. Zapytani, odpowiedzą. Gdy brakuje im wiedzy, odwołają się do stereotypów. Ponieważ jednym z najbardziej rozpowszechninych jest ten, że Polacy nie są antysemitami, o książce Grossa, który w ten stereotyp uderza, z góry odpowiedzą: nieprawdziwa.&lt;br /&gt;Może i nieprawdziwa. Niestety, nie im - i nie mnie - o tym sądzić (sam jeszcze nie przeczytałem, Gross czeka w kolejce). Trudno o jaskrawszy przykład opinii bez znaczenia.&lt;br /&gt;Nawet jeśli ogólnopolski dziennik umieści ją na pierwszej stronie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-1968407276422030930?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/1968407276422030930/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=1968407276422030930&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/1968407276422030930'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/1968407276422030930'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/01/o-sondaach-grossie-i-opiniach-bez.html' title='O sondażach, Grossie i opiniach bez znaczenia'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-7572852250674342790</id><published>2008-01-24T12:39:00.000+01:00</published><updated>2008-01-25T16:54:23.500+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='manipulacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='radykalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='IV RP'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><title type='text'>Dziennikarski rachunek sumienia</title><content type='html'>Jak wszyscy grzesznicy, wolimy milczeć. Zamiast rachunku sumienia wybieramy zapomnienie. Po co babrać się we własnej przeszłości, skoro za kilka miesięcy ludzie zapomną. Mają krótką pamięć, to wiemy. Grzebać w cudzej przeszłości to i owszem, lubimy, ale mówić o sobie? O tym, co wyprawialiśmy przez ostatnie dwa lata? Piętnować, pouczać, rozliczać z obietnic – tak, to nasza rola. Więc piętnujemy, pouczamy, rozliczamy. Innych. O sobie cicho sza.&lt;br /&gt;Ale tym razem jesteśmy w gorszej sytuacji, niż politycy, na których tak lubimy wieszać psy. Ich w październikowych wyborach oceniło społeczeństwo. Jednych postawiło do kąta, innym dało szansę. Ci werdykt przyjęli do wiadomości. Przegrani psioczą pod nosem na to społeczeństwo, ale poddają się jego woli. My, dziennikarze, chowamy głowę w piasek. Nas społeczeństwo nie rozliczy. Jesteśmy ponad nie, zresztą, co ono tam o nas wie, tyle, ile sami mu chcemy powiedzieć.&lt;br /&gt;A przecież jeszcze nigdy nie upadliśmy tak nisko. Nigdy tak wielu z nas nie zrobiło tak wiele, by przypodobać się władzy. Nigdy tak wielu z nas nie zrobiło tak wiele, by tę władze zwalczać w imię własnych interesów. Zamiast ją kontrolować, zaczęliśmy w niej uczestniczyć. Przekroczyliśmy Rubikon.&lt;br /&gt;Dziś, jak każda kasta, chcemy brudy zamieść pod dywan. Zapomnieć. Uznać, że nic się nie stało, albo – co gorsza – z naszych grzechów uczynić cnotę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;GRZECH PIERWSZY: PYCHA&lt;br /&gt;Jedno łączy filozofa i dziennikarza: zdziwienie. Gdy się dziwimy, stawiamy pytania, gdy pytamy, szukamy odpowiedzi. Te odpowiedzi przekazujemy społeczeństwu: słowem, obrazem, dźwiękiem. Pytamy i odpowiadamy de facto w jego imieniu. W tym zdziwieniu różnimy się od polityków. My pytamy i szukamy odpowiedzi, oni odpowiedzi znają, a pytań nie lubią.&lt;br /&gt;Gdy bracia Kaczyńscy postawili swoją diagnozę: że państwo jest zdemoralizowane, słabe, przesiąknięte korupcją i oddane na pastę nieformalnych układów, wielu z nas się z nimi zgodziło. – Przecież mówią to, co myślę od dawna, pisałem o tym nie raz – myśleliśmy. Ta zgodność nie była sama w sobie czymś złym, w końcu depozytariuszem prawdziwej diagnozy może być i dziennikarz, i polityk. Zła była satysfakcja, którą wielu z nas się zachłysnęło. – No i kto miał rację? No kto? – pytaliśmy z triumfem w oczach. Od satysfakcji niedaleko do pychy. A pyszni są nieomylni, przynajmniej w swoich oczach.&lt;br /&gt;Może to wina rozbudzonych rewolucyjnych nastojów, może wieloletnich frustracji, że prawicowy głos był przez lata słabo słyszalny, ale wielu dziennikarzy uległo wtedy tej pokusie. Przestaliśmy pytać. Nieomylni nie muszą, znają odpowiedzi. Nasze teksty, nasze komentarze, nasze analizy przestały opisywać świat, one objawiały prawdę. Naszą, jedyną słuszną. I to nie był problem tylko tych związanych z prawą stroną. Tak jak popierając ideę IV RP potrafiliśmy sprowadzić argumenty do „oczywistej oczywistości”, tak w antykaczyńskości nie raz osiągaliśmy granice absurdu. Wszystko w imię. Naszej.&lt;br /&gt;Przemawiała przez nas pycha. Wydawało nam się, może jeszcze wielu wciąż się wydaje, że w tej zabagnionej polskiej polityce, gdzie króluje głupota, chamstwo, interesowność i obłuda, jedynie my, dziennikarze, jesteśmy ostoją kultury i zdrowego rozsądku. Jedynie my stoimy obok, potrafimy obiektywnie opisać i ocenić. Nawet nie zauważyliśmy, gdy wpadliśmy w to samo bagno. Te same pyskówki, ten sam język, ta sam pogarda dla innych poglądów. Czymże się różni dziennikarz od polityka, jeśli mówi to samo i tym samym językiem?&lt;br /&gt;Weszliśmy w buty kreatorów, obserwacja nas znudziła.&lt;br /&gt;Nie oszukujmy się, wielu z nas to rozmydlenie granicy między polityką a dziennikarstwem pociąga. Nasza pycha nie dopuszcza możliwości, że jesteśmy mniej ważni niż politycy, że nasz publicystyczny głos ma taką sama siłę rażenia, jak opinia cioci na imieninach. I nawet jeśli wspomnimy o badania wrocławskich socjologów, z których wynika, że media z żadnym wypadku nie są w stanie zmienić opinii wyborców na korzyść wspieranej przez nie partii tak, by przesądziło to o wyniku wyborów; że jeśli media popierają jakąś partię, wzbudza to podejrzliwość wyborców z wielkich miast, którzy głosują dokładnie odwrotnie, nie wyciągamy z tego wniosków.&lt;br /&gt;Grzeszyliśmy pychą już wcześniej. Ale za IV RP zaczęliśmy się z nią obnosić. Mentorski to, który kiedyś zarzucaliśmy innym, za czasów IV RP uznaliśmy za zupełnie normalny sposób komunikacji z odbiorcami. My uważamy, my twierdzimy, my postulujemy… Ten ma rację, a ten nie i kropka.&lt;br /&gt;Same odpowiedzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;GRZECH DRUGI: SŁUŻALCZOŚĆ&lt;br /&gt;Nie trzeba łamać kręgosłupów, wystarczy wytrenować je w elastyczności. W redakcjach nigdy nie było tak wielu dziennikarzy, którzy w poprzednich miejscach pracy byli zbyt mało elastyczni. „Tak wielu” nie znaczy większość. Większość, jak zwykle milczała, bo miejsce pracy, rodzina, kredyty. Nigdy też w redakcjach nie było tak wielu dziennikarzy, którzy tej elastyczności wymagali od podwładnych. Owładnięci pychą i przekonani o własnej nieomylności, uważaliśmy, że tego wymaga Sprawa. Omamił nas świat dużych liter: Dobro Polski, Sprawiedliwość, Moralność.&lt;br /&gt;Oto młodziak, jeszcze bez magisterki, zaczyna biegać po Sejmie w poszukiwaniu newsa. I dostaje te newsy od zaprzyjaźnionego posła. Dostaje i publikuje. Bez sprawdzenia. Gdyby sprawdził, to by nie opublikował. Transakcja jest obopólnie korzystna: młodziak ma newsy i gwiazduje, poseł dołożył konkurencji.&lt;br /&gt;Oto redaktor, który wie, skąd ten news pochodzi, że jakiś taki lewy, niepewny, śmierdzący, ale macha ręką, bo przecież „my tylko relacjonujemy, nie stawiamy zarzutów”.&lt;br /&gt;Oto inny redaktor wysyłający doświadczonego reportera do ministerstwa. Odbierzesz tam kwity. Przeczytaj i napisz – brzmi zlecenie. Ale co to za kwity? Skąd? – pyta reporter. A co cię to obchodzi. Dobre – słyszy.&lt;br /&gt;Napisał czy okazał się za mało elastyczny?&lt;br /&gt;Oto Duży Redaktor ustalający z otoczeniem premiera datę głośnej publikacji bijące w opozycję. Termin musi być dograny, bo premier chce z rana wystąpić na konferencji prasowej. Będzie tam grzmiał i piętnował.&lt;br /&gt;Oto Minister dzwoniący do dziennikarza z propozycją: napisz to i to. Jutro dostaniesz coś w zamian.&lt;br /&gt;„To i to” okazało się ćwierćprawdą. Trafiła do druku?&lt;br /&gt;Mieliśmy świadomość, że ta władza sobie z nami pogrywa. Że odstajemy od niej to, co jest jej na rękę, że tak naprawdę pracujemy w rządowym PR. Ale godziliśmy się na to w imię… No właśnie, czego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;GRZECH TRZECI: NIEUMIARKOWANIE&lt;br /&gt;Tu grzeszyliśmy po równo: i my, i społeczeństwo. Wirus radykalizmu dopadł wszystkich i trzymał w uścisku przez dwa lata. Wielu z nas jeszcze trzyma. Gdy sprawa dotyczyła naszych przeciwników, z błahostek robiliśmy wielkie afery. Histeryzowaliśmy tam, gdzie wystarczyła mała reprymenda. Zamiast mówić – krzyczeliśmy, zamiast argumentować – obrażaliśmy. Dziś możemy się bronić, że taki był kontekst społeczny, że polaryzacja, że dwa obozy, ale ta argumentacja dowodzi tylko tego, jak bardzo zagubiliśmy się w swoje roli obserwatorów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;GRZECH CZWARTY: MANIPULACJA&lt;br /&gt;Nie powiem, że osiągnęliśmy mistrzostwo, ale daleko przesunęliśmy granice tego, dozwolone. I pomińmy tabloidy, bo tymi rządzą prawa pism rozrywkowych. To już nie było to finezyjne spychanie niewygodnych władzy informacji na dalsze strony (jeśli byliśmy za) i wyciąganie na pierwszą tych przywalających władzy (jeśli przeciw). Do perfekcji opanowaliśmy sztukę odczytywania różnych wyników z tych samych danych, mieszania informacji z komentarzem tak, by czytelnik to przełknął. Wyciągania zdań z kontekstu tak, by wywołały pożądana aferę i wybierania właściwych komentatorów, by powiedzieli dokładnie to, co chcemy usłyszeć. Wszystko w imię Sprawy, albo walki z nią.&lt;br /&gt;Mamy nawet symbol. Młoda dziewczyna z telewizji, która redagowała serwis informacyjny pod władzę, nie publiczność. Smutny to symbol, bo zupełnie pozbawiony świadomości, jak bardzo sam był manipulowany przez zwierzchników. To właśnie boli najbardziej: manipulowaliśmy opinią publiczną, a nami manipulowano, byśmy dobrze manipulowali. Ale tego drugiego członu nie chcemy przyjąć do wiadomości. Nie pozwala nam pycha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej grzechów nie pamiętamy i prosimy o wybaczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(grudzień 2007)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-7572852250674342790?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/7572852250674342790/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=7572852250674342790&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/7572852250674342790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/7572852250674342790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/01/dziennikarski-rachunek-sumienia.html' title='Dziennikarski rachunek sumienia'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-2170408295932066294</id><published>2008-01-24T12:37:00.001+01:00</published><updated>2008-01-25T16:54:09.457+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja liberalna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='in vitro'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demografia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kościół'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='etyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bezpłodność'/><title type='text'>In vitro: trochę o konsekwencjach</title><content type='html'>Można, jak biskupi, spojrzeć na problem refundacji zapłodnień in vitro tylko z jednej – etycznej – perspektywy. W końcu mało kto oczekuje od nich, by zajmowali się polityką społeczną i gospodarką. Jednak sprawa jest zbyt złożona, by na tym poprzestać. Ma swoje konsekwencje dla demografii, etyki, wolności i polityki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Demografia&lt;br /&gt;Szacuje się, że w Polsce około milion par ma problem ze spłodzeniem dzieci. Liczba ciągle wzrasta. Jaka jest przyczyna tego zjawiska? Lekarze dość zgodnie twierdzą, że wciąż podwyższający się wiek kobiet rodzących pierwsze dziecko. W 1970 roku średnia wynosiła 22,8 lat, w 2005 – już 25,5. I ciągle rośnie. Przyczyny tego trendu są złożone, do najważniejszych należy zaliczyć zmiany kulturowe i zmiany systemu wartości, sięgające początków rewolucji obyczajowej lat 60. O ile dawniej podział ról mężczyzna-kobieta był jasno określony, dziś jest nieoczywisty; rodzina – choć wciąż przez ankietowanych Polaków stawiana na pierwszym miejscu – ewoluuje w stronę mniej zobowiązujących, czasowych związków. Priorytety, kiedyś skupione wokół rodziny i jej wspólnoty, dziś dotyczą samorealizacji, rozwoju indywidualnego, kariery, materialnego komfortu i przyjemności.&lt;br /&gt;Ta społeczna rewolucja ma swoje konsekwencje demograficzne – kobiety odkładają decyzje o urodzeniu dziecka. Z tych właśnie powodów w latach 90., gdy Polska przeżywała największe zmiany kulturowe, drastycznie spadła liczba urodzeń. Szacuje się, że – mimo okresowych wzrostów – w ciągu najbliższych lat zmniejszy się ona o kolejne 100 tysięcy, zatrzymując się na poziomie 230 tysięcy rocznie.&lt;br /&gt;Jak sytuacja demograficzna ma się do problemu refundacji zapłodnień in vitro z budżetu państwa? Otóż założyć trzeba, że wspomniane zmiany kulturowe są nieodwracalne. Konserwatyści – za kościołem - od lat podnoszą, że to błędne założenie, że powrót do świata wartości i priorytetów naszych przodków rozwiąże takie, i podobne, problemy. Tradycyjna rola rodziny, ograniczenie konsumpcjonizmu, powrót do idei dobra wspólnego i działania na rzecz zbiorowości – oto lekarstwa na problemy zdehumanizowanego świata. Potrzebna nam (zapowiadana od lat) konserwatywna rewolucja, która przeora mentalność społeczeństw równie głęboko, jak rewolucja seksualna lat 60. Problem w tym, że taka rewolucja musiałaby być narzucona z góry przez państwo, bo powodowałaby ograniczenie zdobytych jednostkowych przywilejów i wolności. Czym to pachnie, mogliśmy się przekonać przez ostatnie dwa lata.&lt;br /&gt;Jeśli więc średni wiek kobiet decydujących się na pierwsze dziecko nie obniży się (a czynniki kulturowe i społeczne to wykluczają), jeśli z powodu późnego wieku wiele z nich będzie chciało, ale nie będzie mogło zajść w ciążę, państwo stanie prze dylematem: zapłacić za zapłodnienie in vitro, a tym samym podwyższyć liczbę urodzeń, czy zostawić gorzej sytuowane kobiety, a takich większość, samym sobie?&lt;br /&gt;Z tego, demograficznego punktu widzenia, odpowiedź jest oczywista: refundować&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Etyka&lt;br /&gt;Biskupi w swoim liście wskazali trzy podstawowe powody przeciw metodzie in vitro. Po pierwsze – przy każdym sztucznym zapłodnieniu giną embriony, to rodzaj wyrafinowanej aborcji. Po drugie – każde dziecko ma prawo zrodzić się z miłosnego aktu małżeńskiego rodziców. Po trzecie – dziecko nie jest rzeczą i rodzice nie mogą powiedzieć, że mają do niego prawo.&lt;br /&gt;Pierwszy powód opiera się na założeniu, że ludzki embrion (od siódmego dnia do ósmego tygodnia od zapłodnienia, w tej fazie zarodek nie wykazuje żadnego podobieństwa do osobnika rodzicielskiego) jest istotą ludzką. Opinię tę precyzuje prof. Marian Gabryś (Konstytucyjna formuła ochrony życia, druk sejmowy nr 993, 3/2007) twierdząc, że „początkiem życia ludzkiego jest powstanie nowego genomu – pełnego planu organizacyjnego nowego organizmu ludzkiego, z niemal natychmiastową realizacją tego planu, w postaci skoordynowanego współdziałania syntezy białek i ich pochodnych, jak i kwasów nukleinowych, budujących strukturę i funkcję nowego organizmu ludzkiego. W przybliżeniu jest to moment połączenia materiału genetycznego zawartego w obu łączących się ze sobą komórkach rozrodczych.”&lt;br /&gt;Jeśli jest tak w istocie, jeśli embrion jest całkowicie zaplanowanym organizmem ludzkim, w przypadku zapłodnienia in vitro mamy do czynienia z konfliktem dóbr: życie ludzkie kontra prawo do posiadania dziecka. Przy takiej alternatywie odpowiedź jest oczywista – dobro embrionu jest ważniejsze.&lt;br /&gt;Ale tu pojawia się problem. Jeśli wynik jest tak oczywisty, dlaczego tak wiele par korzysta z metody in vitro? Możemy oczywiście przyjąć, że ich motywacją kieruje jedynie indywidualny egoizm, a chęć posiadania dziecka zamyka im oczy na problemy etyczne, ale to zbyt duże uproszczenie. Zwłaszcza, że ich kręgosłup moralny oparty jest na nauce kościoła. Trzeba więc przyznać, że odpowiedź na pytanie „kiedy zaczyna się życie”, nie jest dla nich tak oczywista. Bowiem uznanie, że embrion jest w pełni istotą ludzką, z pełnią przysługujących mu praw, niesie dość nieoczekiwane konsekwencje – za jego zniszczenie powinniśmy karać jak za morderstwo (umyślne). Intuicyjnie większość z nas burzy się przeciw takiemu rozumowaniu, logicznie trudno mu jednak cokolwiek zarzucić.&lt;br /&gt;Wspomniany wyżej konflikt dóbr można rozwiązać na korzyść par starających się o dziecko tylko w jeden sposób: uznając, że embrion, czyli „plan człowieka” nie jest tym samym, czym „człowiek”. Tak jak kod DNA indywidualnego osobnika to jeszcze nie ten osobnik. I choć ten „plan człowieka” samorealizuje się, nabiera on cech osobowościowych dopiero po jakimś czasie. Kiedy? Może ósmego dnia, może drugiego tygodnia, może siódmego. Niemożność udzielenia sensownej odpowiedzi nie oznacza, że tej odpowiedzi nie poznamy w przyszłości.&lt;br /&gt;W tym miejscu dochodzimy do sedna. Skoro nauka etyczna kościoła jest jednoznaczna, a praktyka zupełnie inna – jaki system etyczny dominuje w polskim społeczeństwie? Katolicki, zgodny z nauka kościoła? „Trochę katolicki”, gdzie ludzie wybierają z tradycji to, co uznają za wartościowe, odrzucając nauki w stylu „każde dziecko ma prawo zrodzić się z miłosnego aktu małżeńskiego rodziców”? A może etyka społeczeństwa postkapitalistycznego, choć tkwi korzeniami w chrześcijaństwie, to już zupełnie nowy kodeks etyczny, jeszcze nienazwany i nieopisany, ale od dawna szlifowany w praktyce. Warto zastanowić się nad ta trzecią możliwością, bo może być najbliższa prawdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wolność&lt;br /&gt;Biskupi mają prawo wypowiadać się w sprawie zapłodnień in vitro, tak jak wszyscy polscy obywatele. W państwie demokratycznym wszystkie strony sporu mają prawo określić swoje stanowisko i wnioskować o jego uwzględnienie w systemie prawnym. Oczywiście, o ile to stanowisko nie ogranicza praw osób o odmiennych poglądach. W sytuacji, gdy któraś ze stron konfliktu domaga się, by innej zostały odebrane jakieś prawa – w imię wyznawanych przez nią poglądów – naruszona zostaje wolność pozostałych. Tak jest w konflikcie o refundację zapłodnień in vitro. Biskupi chcieliby, aby ich stanowisko było zostało uwzględnione przez państwo. Tym samym, w imię swoich racji, chcą ograniczyć wolność decydowania o swoim życiu osobistym (art. 47 konstytucji RP) obywateli nie uznających ich opinii za prawdziwą i wiążącą.&lt;br /&gt;Czy mają do tego prawo? Tak, mają prawo wyrażać opinie i domagać się. Czy ta opinia powinna zostać uwzględniona przez państwo? Nie, ponieważ ogranicza prawa pozostałych obywateli. Czy biskupi maja rację, czy nie, jest w tym przypadku kwestią drugorzędną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polityka&lt;br /&gt;W ostatnich sondażach rządząca Platforma Obywatelska ma prawie 60-procentowe poparcie. To całkowita zasługa Donalda Tuska, który przyjął strategię Kazimierza Marcinkiewicza: wizerunek zamiast decyzji. Program koalicji rządowej jest wielka niewiadomą, zamiast tego mamy świetnie prezentującego się premiera, człowieka kompromisu, ale twardego, gdy idzie o relacje z nielubianym przez społeczeństwo prezydentem. Taka taktyka pozwoliła Kazimierzowi Marcinkiewiczowi utrzymać wysokie poparcie aż do końca kilkumiesięcznych rządów. Dlatego, póki nastroje społeczne są dobre, gospodarka pędzi a płace rosną, Donald Tusk jak ognia będzie unikał konfliktów. Wie, że do wygrania kolejnych wyborów nie potrzeba kosztownych społecznie reform, a jednie stadionów i autostrad, czyli przygotowania Euro 2012.&lt;br /&gt;List biskupów jest mu nie na rękę. Z jednej strony groźba ostrej debaty i polaryzacji społeczeństwa, z drugiej – rozbudzone nadzieje miliona par nie mogących spłodzić dzieci, dla których jedyną szansą jest obecnie wyłożenie kilkunastu tysięcy z własnej kieszeni. Donald Tusk zrobi wszystko, aby rozmydlić ten konflikt: powoła zespół do spraw, zorganizuje niekończący się cykl spotkań, wyciszy posłów własnej partii. Pytanie, czy to zadowoli biskupów? Jeśli tak, sprawa przyschnie, jeśli nie dadzą za wygraną i połączą sprawę refundacji in vitro z religią na maturze, będzie to jeden z największych problemów ekipy Donalda Tuska. Wbrew wysyłanym sygnałom, młodzi ludzie głosowali na Platformę, bo widzieli w niej partię liberalną, nie konserwatywną. Nie tylko w kwestiach gospodarczych, ale i społecznych. Próba dogadania się z biskupami i pokazanie prawdziwej – konserwatywnej twarzy PO – spowodować może szybki odpływ elektoratu.&lt;br /&gt;(grudzień 2007)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-2170408295932066294?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/2170408295932066294/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=2170408295932066294&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/2170408295932066294'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/2170408295932066294'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/01/in-vitro-troch-o-konsekwencjach.html' title='In vitro: trochę o konsekwencjach'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-1603104872480760508</id><published>2008-01-24T12:35:00.000+01:00</published><updated>2008-01-25T16:53:34.075+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Klamecki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='korupcja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dochnal'/><title type='text'>Czasami trzeba bronić i Dochnala</title><content type='html'>Nie oglądałem wczorajszego wydania programu Sekielskiego i Mrozowskiego „Teraz my”. Wypowiedzi żony Marka Dochnala przeczytałem na portalu. Może to i lepiej, bo są wyprane z emocji, które w telewizji musiały być eksponowane. Nie poruszyło mnie, że żona broni męża przed oskarżeniami o korupcję, nawet to, że odwołuje się do dzieci, by zmiękczyć serca publiczności, Z jej punktu widzenia to postępowanie uzasadnione, walczy przecież o rodzinę. Najbardziej wstrząsający jest fakt, że oskarżony Marek Dochnal przebywa w areszcie, bez procesu, od trzech lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyzwyczailiśmy się traktować areszt jako karę. A co tam będziesz bronił przestępcy, przeskrobał, niech siedzi, mówimy, uczciwy do więzienia nie trafia. Dane ministerstwa sprawiedliwości potwierdzają, że większość tymczasowo aresztowanych zostaje skazanych przez sąd na karę pozbawienia wolności. Co oznacza, że za kratkami przebywają winni. W dodatku z ponad półtora miliona spraw, którymi zajmowały się prokuratury w 2006 roku, areszt tymczasowych zastosowano wobec 27 tysięcy osób. Co oznacza, większość odpowiadała z wolnej stopy. Średni czas trwania tymczasowego aresztu w Polsce nie odbiega radykalnie o średniej innych krajów europejskich – wynosi 5,5 miesiąca. A np. we Francji cztery miesiące, w Portugalii osiem, a na Słowacji aż 14.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego więc coś mi z tym Dochnalem nie pasuje? Dlaczego mam wrażenie, że trzymanie człowieka – mniejsza z tym, jakiego przestępstwa się dopuścił – trzy lata bez procesu to naruszenie pewnych norm cywilizacyjnych? Może dlatego, że polski wymiar sprawiedliwości zapomniał w tym przypadku, że areszt to środek zapobiegawczy, a nie kara. Może dlatego, że Europejski Trybunał Praw Człowieka niejednokrotnie wypowiadał się w podobnych sprawach, wyrokując, że Polska narusza prawne standardy (np. wyrok w sprawie Klamecki przeciw Polsce z 2003 roku &lt;a href="http://www.ms.gov.pl/re/klamecki%20II.doc"&gt;http://www.ms.gov.pl/re/klamecki%20II.doc&lt;/a&gt;)?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno dowodzić, że Dochnal siedzi w areszcie trzy lata, bo tego wymaga dobro śledztwa. Raczej interes wymiaru sprawiedliwości. Polityczny interes, oczywiście. Czytam, że powodem ostatniego przedłużenia aresztu Dochnalowi (kilka dni temu) było znalezienie trzy lata temu, podczas aresztowania, fałszywego prawa jazdy. I podejrzenie, że może opuścić kraj. Dokument znaleziono trzy lata temu a nowe zarzuty postawiono teraz!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dochnal miał być osią układu korupcyjnego, miał pogrążyć tych polityków, których za rządów PiS-u pogrążyć wypadało. Widocznie pogrążył za mało albo wcale i teraz prokuratora nie wie, co z tym fantem zrobić. Nie zdziwiłbym się, gdyby po zmianie rządu objawili się prokuratorzy mający styczność ze sprawą, którzy głośno zaprotestują przeciwko naciskom ministerstwa sprawiedliwości. Mają dobry wzór – warszawskich prokuratorów, którzy w ramach protestu przeciw takim „rozkazom z góry” podali się do dymisji. Zupełnie przypadkiem dokładnie wtedy, gdy okazało się, że Ziobro nie będzie już ministrem. Wcześniej siedzieli cicho i pracowali, jak przełożona kazała. Teraz protestują. Pewnie obraziliby się, gdyby ktoś ich nazwał konformistami.&lt;br /&gt;Czasami trzeba bronić i takich ludzi jak Dochnal. Nie jego przestępstw, tylko jego prawa do osądzenia w „rozsądnym terminie”. Bronić kumpli to żadna sztuka.&lt;br /&gt;(listopad 2007)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-1603104872480760508?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/1603104872480760508/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=1603104872480760508&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/1603104872480760508'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/1603104872480760508'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/01/czasami-trzeba-broni-i-dochnala.html' title='Czasami trzeba bronić i Dochnala'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-1749771334760926396</id><published>2008-01-24T12:34:00.000+01:00</published><updated>2008-01-25T16:51:15.738+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='korupcja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='służba zdrowia'/><title type='text'>Dlaczego lekarze mieliby nie brać?</title><content type='html'>Lekarze udają, że nie biorą, choć biorą. Politycy udają, że chcą reformować, choć nie chcą, bo boją się. Pacjenci się oburzają, ale dają, bo chcą sobie zapewnić minimum komfortu leczenia. Tak wygląda nasza służba zdrowia. Zerwijmy z hipokryzją. Przyznajmy, że setki milionów złotych wędrujące po cichu do kieszeni lekarzy są wszystkim na rękę. I rozwiązują wiele problemów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aż 53 procent Polaków twierdzi, że najbardziej skorumpowani w Polsce są pracownicy służby zdrowia. Można się oburzać, można głośno krzyczeć jak politycy, że to skandal, że to ukrócimy, będziemy walczyć, zreformujemy, naprawimy, i powtarzać to przez 16 lat, ale można też postawić sobie pytanie: a służba zdrowia w Polsce działa jeszcze jako tako właśnie dzięki tym „kopertówkom”?&lt;br /&gt;Trudno jest rozgrzeszać z czynów nagannych moralnie a do takich niewątpliwie należy łapówkarstwo. Ale spróbuję. Poczynię tylko jedno zastrzeżenie. Łapówki w służbie zdrowia to pojęcie nieostre. Podpadają pod nie dowody wdzięczności, które pacjenci dają lekarzom po wykonanym zabiegu, pieniądze, które dają przed zabiegiem w nadziei na lepszą obsługę i tzw. twarde łapówki, gdy lekarz uzależnia wykonanie operacji od zapłacenia konkretnej kwoty. Pierwsze i drugie pacjenci dają sami z siebie, bez bezpośredniej sugestii lekarza, trzecie dają, bo muszą. Większość pieniędzy, które trafia do kieszeni lekarzy to właśnie te dowody wdzięczności i prezenty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po co nam państwo&lt;br /&gt;W mieście powiatowym, mniejsza o nazwę, oznaczmy je R., od 1983 roku trwa budowa nowego szpitala. Inwestycja finasowana jest z budżetu państwa, jej wartość kosztorysowa wynosi 180 mln zł. Szpital ma mieć 237 łóżek. Do tej pory wydano 71 milionów. Inwestycja wlecze się, bo nie ma pieniędzy. W R. działa stary szpital, z 380 łóżkami. Jest zadłużony na 20 milionów, w ciągłym remoncie. W oddalonym o dwadzieścia kilka kilometrów innym mieście, nazwijmy je B., także jest szpital: nowoczesny, świetnie wyposażony, z 991 łóżkami. Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia o dostosowaniu zasobów lecznictwa zamkniętego, w obu szpitalach trzeba zmniejszyć liczbę łóżek: w R. o 121, w B. o 123. Bo nie są racjonalnie wykorzystywane. Samorząd miasta R. nie chce słyszeć o zaprzestaniu budowy nowego szpitala. I trudno się dziwić, bo po takiej decyzji chyba żaden radny powtórnie nie zdobyłby mandatu. Ale spójrzmy na sytuację racjonalnie. Gdyby w R. generujący olbrzymie długi stary szpital przekształcić w dobrze wyposażone ambulatorium, zaniechać budowy nowego szpitala, a między miastami i wsiami powiatów zorganizować darmowy transport dla pacjentów udających się na wizytę czy badania do szpitala w mieście B., to koszty utrzymania całej infrastruktury byłyby dużo niższe.&lt;br /&gt;Tak właśnie giną pieniądze w służbie zdrowia. Gdyby którykolwiek z rządów chciał zreformować obecny system, wziąłby się za takie przypadki. Samorządy R. i B. nigdy się nie dogadają, bo mają różne interesy. Mieszkańcy R. też nie będą przyklaskiwali. Ale właśnie po to jest państwo, aby te indywidualne egoizmy okiełznać. Powinno wkroczyć i zdecydować. Nie decyduje, bo to decyzje niepopularne a przez to kosztowne politycznie. Od dawna wiadomo, co trzeba w służbie zdrowia zmienić natychmiast. Zmniejszyć marnotrawstwo pieniędzy, zlikwidować kolejki pacjentów, ograniczyć rosnące w ekspresowym tempie koszty refundacji leków i zadłużanie się szpitali oraz podnieść pensje personelu. Tyle na początek. Ponieważ w miarę wzrostu wykształcenia i zamożności społeczeństwa popyt na usługi zdrowotne w Polsce będzie rósł bez związku z zachorowalnością, trzeba także wpuścić w system prywatny kapitał. Państwo powinno płacić za pewną określoną pulę usług zdrowotnych, a kto chce więcej, nich płaci sam.&lt;br /&gt;Tylko raz polscy politycy byli blisko uporządkowania systemu ochrony zdrowia. W 1999 roku, gdy rząd Buzka wprowadzał reformę i system kas chorych. Ale i wtedy nie zdecydowano się na radykalny krok, czyli wprowadzenie prywatnych kas i konkurencji między nimi. Zostało więc po staremu, tylko długi wzrosły, bo akurat gospodarka nie miała się najlepiej i w budżecie były dziury.&lt;br /&gt;Politycy, zamiast reformować, wolą pakować w służbę zdrowia pieniądze. W maju, po gwałtownych protestach lekarzy, minister zdrowia Zbigniew Religa z radością ogłosił, że od przyszłego roku nakłady na służbę zdrowia wzrosną o 20 procent, a pensje pracowników – o 30. W ciągu kolejnych trzech lat wzrost ma wynieść kolejne 30 procent, tak byśmy za trzy lata wydawali na ochronę zdrowia pięć procent Produktu Krajowego Brutto. W Polskę poszło, że będzie lepiej. Otóż nie będzie. Już w 2005 r. wzrost nakładów na sektor zdrowia (z pożyczką restrukturyzacyjną) wyniósł 4,2 mld zł. Pacjenci przełomu nie odczuli. Wpompowanie kolejnych miliardów skończy się tak jak poprzednio: pieniądze rozpłyną się gdzieś między czekającym w kolejce na przyjęcie do zadłużonego szpitala pacjentem, zarabiającym 1500 zamiast 1200 złotych lekarzem a oszczędzającym na wszystkim Narodowym Funduszem Zdrowia.&lt;br /&gt;Dopiero w takim kontekście można uczciwie zapytać: dlaczego lekarze biorą?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oficjalnie płacić nie wolno&lt;br /&gt;Nasz system ochrony zdrowia jest na wskroś socjalistyczny. Państwo jest monopolistą, nie dopuszcza prywatnego kapitału i nie chce żadnej konkurecji: ani między szpitalami, ani między ubezpieczycielami. I choć ciągle powtarza, że ma za mało pieniędzy, to zaraz dodaje: ale za leczenie nie będziecie, obywatele, płacić.Tego płacenia politycy boją się jako ognia. Można płacić po cichu, ale nigdy oficjalnie. – Leczenie ma być za darmo – powtarzają jak mantrę. A że nie jest? To jak z aborcją – oficjalnie w Polsce przeprowadza się tylko kilkadziesiąt rocznie. Czyli jest prawda i prawda urzędowa. Każda kobieta rodząca w Polsce wie, że można sobie zapewnić wybranego lekarza albo położną na czas porodu. Gdy zbliża się rozwiązanie, kobieta dzwoni, ci przyjeżdżają i zajmuja się rodzącą. W warszawskim szpitalu św. Zofii od lat pobiera się takie opłaty. Półoficjalnie. Formalnościami zajmuje się przy szpitalu niepubliczny ZOZ prowadzony przez fundację. Podobny system chciał wprowadzić w Poznaniu prof. Tomasz Opala w klinice przy ul. Polnej. Cennik – od 1,5 do 3 tys. zł za przyjazd ginekologa, od 300 do 600 zł za opiekę położnej, a od 600 do 900 zł za anestezjologa lub neonatologa – miał oficjalnie zawisnąć na stronie internetowej. Co na to wiceminister zdrowia Bolesław Piecha? – Nie ma podstaw prawnych do zaakceptowania tego projektu. Mówiąc po ludzku: żadnych oficjalnych opłat nie będzie. No więc są nieoficjalne. Nazywane łapówkami, kopertówkami, prezentami.&lt;br /&gt;220 mln czyli skala korupcji&lt;br /&gt;Średnia pensja lekarza w Polsce to – według różnych danych – od 1200 do 1500 na rękę. Z badań „Diagnoza społeczna 2005”, w których przebadano ponad pięć tys. gospodarstw domowych i ponad 16 tys. ich dorosłych członków wynika, że na sto rodzin korzystających z opieki zdrowotnej w sześciu dawano tzw. dowody wdzięczności (ankieterzy nie używali określenia „łapówka”), a w dziewięciu prezenty. Przeciętny koszt dowodu wdzięczności wyniósł 169 zł, przeciętny koszt prezentu – 98 zł. W ciągu trzech ostatnich miesięcy przed badaniem 83 procent rodzin miało kontakt z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej lub lekarzem-specjalistą. Z szybkich wyliczeń wynika, że do kieszeni lekarzy trafiło poza systemem ok. 220 mln zł. To jest skala korupcji w służbie zdrowia.&lt;br /&gt;Jakie lekarze mają możliwości pracy w obecnym systemie? Z jednej strony praca w szpitalu na etacie, z drugiej – zarobek w prywatnej placówce za większe pieniądze albo wyjazd za granicę. Jednak lekarze – jeśli nie decyduja się na wyjazd – trzymają się kurczowo państwowej posady. Bo tu mogą brać w łapę – powie ktoś. Ale przecież w prywatnej firmie zarobiliby tyle, że nie musieliby brać. Na pierwszy rzut oka ich postępowanie nie jest racjonalne. Zapominamy o jednym. Tylko państwowa placówka daje lekarzowi możliwość rozwoju. To tu się prowadzi prace badawcze, to tu trafiają skomplikowane przypadki (prywatne firmy ich unikają, bo są zbyt kosztowne). Jeśli więc lekarz chce się rozwijać – za tym idzie wzrost jego wartości rynkowej, oczywiście tej nieoficjalnej – musi trzymać się kurczowo państwowego etatu.&lt;br /&gt;Na tym etacie dostanie 1500 zł miesięcznie. Jeśli chce zarobić więcej, może jeszcze wziąć dodatkowe dyżury, konsultacje w prywatnych lecznicach lub jeszcze jeden etat. Jego tydzień pracy wydłuża się wtedy niebezpiecznie: zamiast 40 godzin, robi się 60, 70, czasami nawet 80. Może też przyjmowac od lekarzy „kopertówki”&lt;br /&gt;Więc bierze. A dlaczego miałby nie brać? Tkwi w klinczu, w którym umieścili go politycy – z jednej strony musi pracować na państwowym, z drugiej w tym systemie nigdy nie będzie miał godziwej pensji. Dlaczego miałby godzić się na sytuację, że jego praca jest mniej warta od pracy kierowcy autobusu? Dlaczego miałby uznać, że stawka, którą proponuje mu państwo, jest jedyną obowiązującą. Bo to niemoralne? Kto postępuje bardziej niemoralnie: on, przyjmujący od pacjentów kopertę, czy polityk, który w imię interesu swojej partii nie będzie robił tego, za co mu płacą, czyli podejmował decyzji? Trudno znaleźć polityka, który nie potwierdziłby, że służbę zdrowia trzeba zreformować. Nie ma tylko takich, którzy chcą to rzeczywiście zrobić.&lt;br /&gt;Najbardziej przeszkadza hipokryzja. Za komuny tolerowano taki stan rzeczy, bo w służbie zdrowia wyznawano zasadę: lekarz i tak sobie dorobi. Dzięki temu budżet wydawał mniej. Tak naprawdę sytuację tolerowali także politycy po 1989 roku. Z tego samego powodu. Dopiero ostatnio, w imię politycznych celów, rozpętano antykorupcyjną burzę. Na lekarzy przyjmujących „kopertówki” nasyła się policję, prokuratorów, wsadza do więzień. Bo przecież korupcja jest zła. Jest. Ale nie zwalczy się jej, stosując sankcję, tylko usuwając je przyczynę. A przyczyną jest chory system.&lt;br /&gt;Gdy słyszę polityka, który tłumaczy, jaka jest sytuacja finasowa budżetu, zgadzam się z nim całkowicie. Liczby nie kłamią. Chciałbym jednak, aby wyciągał on z tego wnioski. Bardziej perspektywiczne, niż do najbliższych wyborów. By działał, zmieniał, decydował, reformował. Jeśli nie, niech toleruje obecny stan rzeczy, z wszystkimi jego konsekwencjami. Bo wina leży po jego stronie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(wrzesień 2006)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-1749771334760926396?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/1749771334760926396/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=1749771334760926396&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/1749771334760926396'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/1749771334760926396'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/01/dlaczego-lekarze-mieliby-nie-bra.html' title='Dlaczego lekarze mieliby nie brać?'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-8516032994039170883</id><published>2008-01-24T12:33:00.000+01:00</published><updated>2008-01-25T16:50:26.953+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kodeks karny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kaczyński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ziobro'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PiS'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Russell'/><title type='text'>Idąc za tłumem</title><content type='html'>Tłum chce, by kara dla przestępców była drastyczna i wysoka. Za kradzież – obcięcie ręki, za zabójstwo – kara śmierci. Tłum nie lubi niuansów, okoliczności łagodzących i wątpliwości. Tłum kieruje się emocjami, dlatego kolejne głośne przestępstwo doprowadza go do wrzenia, wywołuje żądzę odwetu. Gdyby tłum decydował o winie, kat miałby pełne ręce roboty.&lt;br /&gt;Taka właśnie filozofia przyświeca zmianom w kodeksie karnym, zaprezentowanym we wtorek przez premiera Kaczyńskiego i ministra Ziobro. Zaostrzenie kar ma spowodować zwiększenie poczucia bezpieczeństwa obywateli. Tłum te zmiany pochwali. Kto będzie przeciw, szybko zostanie okrzyknięty obrońcą przestępców i relatywistą.&lt;br /&gt;Trudno, postawię się na chwilę w tej roli.&lt;br /&gt;Nowy kodeks rozszerza odpowiedzialność karną wobec osób, które ukończyły 15 rok życia a nie ukończyły 17. To najbardziej kontrowersyjny zapis. Bo wyobraźmy sobie piętnastoletnie dziecko – tak, dziecko – popełniające przestępstwo. Potrzeba więcej konkretów? Bardzo proszę:&lt;br /&gt;Najpierw pomyśl o kimś bliskim, niech to będzie ojciec. Wyszedł wieczorem na spacer w psem do małego parku pod blokiem. Chodzi tam codziennie od lat, o okolicy mówi się, że jest bezpieczna. Siedzisz w przed telewizorem, jesz kolację, matka coś czyta przy stole. Po godzinie matka zaniepokojona spogląda na zegarek. Co on tak długo? – pyta. Nawet nie zauważyłeś, że minęło tyle czasu, ale nie przejmujesz się zbytnio. Po kolejnych dziesięciu minutach matka zaczyna się denerwować. Idź, zobacz, gdzie jest, mówi. Ty, trochę zły podnosisz się, zakładasz buty i wychodzisz.&lt;br /&gt;Chodzisz po parku, ojca nie widać, zaczynasz się denerwować. Mijasz krzaki. Najpierw widzisz psa, swojego kundelka, leży martwy. Wchodzisz dalej, spoglądasz i krzyczysz. Krzyczysz z przerażenia, długo, głośno, tak jak jeszcze nigdy w życiu. Cały się trzęsiesz, masz mgłę przed oczami. Przed tobą leży ojciec, twój ukochany, głowę ma nienaturalnie odciągniętą do tyłu. Na szyi… nie, na jakiej szyi, on nie ma szyi, tam jest olbrzymia czarna dziura, tata ma podcięte gardło, wszędzie pełno krwi.&lt;br /&gt;Po czterech dnia dzwoni policja, złapali mordercę. Ma piętnaście lat. Dlaczego to zrobił? Bo potrzebował pieniędzy. Zabił dla piętnastu złotych.&lt;br /&gt;Zabić sk…a, krzyczysz w myślach, on nie ma prawa chodzić po ziemi, nie wytrzymam, sam go zabiję w sądzie! Nie myślisz, czujesz, jesteś naładowany negatywnymi emocjami tak, że za chwilę eksplodujesz. I masz święte prawo do takich myśli, masz prawo chcieć zemsty, to naturalny, najpierwotniejszy instynkt. Nikt nie ma prawa od ciebie żądać, abyś myślał racjonalnie, ważył winę i okoliczności łagodzące. Jego trzeba zabić. Koniec. Kropka.&lt;br /&gt;Tu dochodzimy do sedna problemu.&lt;br /&gt;Czy ten zdemoralizowany nastolatek zdaje sobie świadomość z konsekwencji czynu? Czy powinien być sądzony jak dorosły? Sam bez wahania zakrzyknąłbym, że tak, ale kołacze mi w głowie jedna wątpliwość. Nie pozwalamy mu prowadzić samochodu, nie dajemy prawa głosu w wyborach, wymagamy, by opiekował się nim dorosły, ba, nie pozwalamy mu decydować, w co się ubrać do szkoły (mundurki są odpowiednie, mówi dorosły minister, wy jesteście za młodzi, by sami o tym decydować). Dlaczego? No właśnie, może dlatego, że jeszcze nie dorósł, że jest podatny na wpływ, że do dorosłości – obojętne jak definiowanej – czegoś jeszcze brakuje? Dlaczego więc tylko za złe uczynki ma odpowiadać jak dorosły?&lt;br /&gt;Trudno wytłumaczyć tę sprzeczność.&lt;br /&gt;Nie potrafię postawić się w opisanej wyżej sytuacji, ale mam podejrzenia graniczące z pewnością, że dokładnie takie uczucia by mną miotały. Chciałbym zemsty i miałbym do niej święte prawo. Ale celem państwa jako takiego jest właśnie zrównoważenie interesów jednostek, indywidualnych egoizmów, tak, by zachować równowagę. Państwo musi stanąć z boku i zracjonalizować opisaną wyżej sytuację. Przekazać ją prokuratorom, sądom, narzucić im obowiązek obiektywnej oceny. Państwo nie może pozwolić by moje zemsty zostało zaspokojone.&lt;br /&gt;Wiem, że jeszcze niejeden piętnastolatek popełni drastyczny przestępstwo. Ale wolałbym, aby państwo podjęło choć próbę wyprowadzenia takiego dzieciaka na prostą. Zreformowało poprawczaki, wypracowało system opieki nad młodocianymi przestępcami. Obniżenie wieku odpowiedzialności karnej i zaostrzenie kar to głos ludu, a nie polityka karna.&lt;br /&gt;Bertrand Russell powiedział kiedyś: Nie będziesz chodził za tłumem, aby robić coś złego.&lt;br /&gt;Bo lud nie zawsze ma rację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(kwiecień 2007)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-8516032994039170883?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/8516032994039170883/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=8516032994039170883&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/8516032994039170883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/8516032994039170883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/01/idc-za-tumem.html' title='Idąc za tłumem'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-521926241499759425</id><published>2008-01-24T12:31:00.000+01:00</published><updated>2008-01-25T16:52:29.448+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='radykalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kaczyński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PiS'/><title type='text'>Nadzieja w czasach zarazy</title><content type='html'>Ten wirus niszczy i polityków, i wyborców. Mutuje się, zmienia politykę w ciąg oskarżeń i licytacji, gdzie już nie wizja i cel, a jedynie krzyk i oszczerstwa zwracają uwagę. Poglądy mają być bezdyskusyjne, rozwiązania natychmiastowe a oceny jednoznaczne. Ten wirus to radykalizm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Załóżmy na chwilę, że Jarosław Kaczyński zrealizował swój plan naprawy Rzeczypospolitej. Żyjemy w IV RP. Jak wygląda ten kraj? Na arenie międzynarodowej jesteśmy może nielubiani, ale poważani, zwłaszcza w Europie. Żadna strategiczna decyzja Unii Europejskiej nie zostaje podjęta bez naszej aprobaty. Zgodziliśmy się na unijnego ministra spraw zagranicznych, ale wywalczyliśmy, że nie może on pochodzić z krajów starej unii, dzięki czemu wzrosło znaczenie i siła mniejszych państw, a spadło Niemiec i Francji. Energetycznie jesteśmy niezależni od Rosji, kupujemy ropę i gaz z innych źródeł, drożej, ale stać nas na to. Wybudowaliśmy gazoport. Gospodarka wchłania strumień unijnym pieniędzy, rwie do przodu, bezrobocie oscyluje w granicach pięciu-siedmiu procent. Rozwój gospodarczy i szybkie bogacenie się społeczeństwa ściąga kapitał zagraniczny, który inwestuje tu już nie z powodu taniej siły roboczej, ale głównie ze względu na potencjał rynku i poziom wykształcenia pracowników. Wypleniono korupcję, spadła przestępczość.&lt;br /&gt;Cóż zarzucić tej wizji? Dlaczego nie przyznać racji Jarosławowi Kaczyńskiemu gdy mówi, że w polityce międzynarodowej trzeba ostro walczyć o swoje, nawet z takimi potęgami jak Rosja, że wzrost gospodarczy nie może być celem samym w sobie, ale ma służy poprawie jakości życia obywateli, że powiązania urzędników z biznesem są patogenne i przestępcy powinni siedzieć w więzieniach?&lt;br /&gt;Nie dajmy się zwariować, bracia Kaczyńscy nie psują wszystkiego, czego się dotykają. Choć gospodarka sunie do przodu głównie dzięki sprzyjającym okolicznościom (wejście do Unii), to jeśli przyjąć liberalną optykę, że najlepszy rząd to taki, który trzyma ręce jak najdalej od gospodarki, to akurat gabinetowi Jarosława Kaczyńskiego trudno tu cokolwiek zarzucić. W tych sprawach aktywność gabinetu ogranicza się do podziału łupów i obsadzania stanowisk niekompetentnymi figurantami, bez ingerencji w sam mechanizm. I dobrze. Tu akurat koalicja robi to samo co poprzednicy. Różnica między niekompetentnym urzędnikiem z AWS czy SLD a Samoobrony lub PiS jest umowna. Z punktu widzenia Jarosława Kaczyńskiego ci niekompetentni są chociaż lojalni. Co więc z tą wizją jest nie tak? Osobiście przyznam: mi się podoba. Chciałbym żyć w państwie poważanym w Europie, niezależnym i bezpiecznym. I nawet przyklasnąłbym Jarosławowi Kaczyńskiemu, gdyby nie jeden problem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wściekłe psy&lt;br /&gt;Trudno wyobrazić sobie sprawę ważniejszą dla lokalnej społeczności, niż budowa obwodnicy Augustowa. Miasto rozjeżdżają tiry, mieszkańcy czekają na rozpoczęcie budowy, ale ekolodzy protestują przeciw zaaprobowanemu wariantowi trasy. Zmiana przebiegu oznacza odłożenie w czasie rozpoczęcia prac. Sprawa zmobilizowała setki tysięcy Polaków, przez kilka tygodni nie schodziła z pierwszych stron gazet, w konflikt włączył się rząd, prezydent, nawet Unia Europejska. 20 maja na Podlasiu odbyło się referendum w sprawie obwodnicy, połączone z wyborami do sejmiku samorządowego. Co się okazało? Jest nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji – do urn poszło niewiele ponad 22 procent uprawnionych.&lt;br /&gt;Ale nie ta liczba szokuje, do takiej frekwencji w wyborach samorządowych zdążyliśmy się przyzwyczaić. W referendum głosowało tylko 35 procent mieszkańców Augustowa. Ludzi najbardziej zainteresowanych! Po takiej burzy medialnej, po dziesiątkach protestów, po blokadach dróg, tylko 35 procent? W relacjach dziennikarskich mieszkańcy mówili jednym głosem: dusimy się, nie możemy żyć w mieście rozjeżdżanym przez tiry, potrzeba nam tej obwodnicy jak powietrza. Ale gdy mogli się wypowiedzieć, dać władzy placet do działania w ich imieniu, odwrócili się plecami od urn.&lt;br /&gt;To jest właśnie pułapka, w która wpadł Jarosław Kaczyński. Niska frekwencja w wyborach samorządowych była dla niego korzystna, bo w odróżnieniu od innych partii, PiS ma bardzo zdyscyplinowany elektorat. Jednak w referendum w sprawie obwodnicy Augustowa chodziło o coś jeszcze – o poparcie mieszkańców w konflikcie PiS-u z wszelkiej maści ekologami, wykształciuchami, nawet Unią, która zechciała wcisnąć swoje trzy grosze. Nie udało się, PiS padł ofiarą własnej choroby. Bo duża część społeczeństwa uznaje już nie tylko politykę, ale nawet sam proces wyborczy, za coś odpychającego, w którym nie chce brać udziału, no bo kto z własnej woli wkłada rękę do klatki z wściekłymi psami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Radykał na głodzie&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o strategię polityczną, wszystko wygląda dobrze. Wizji Jarosława Kaczyńskiego nie da się zrealizować w trakcie jednej kadencji, jest zbyt ambitna. Potrzeba tu i drugiej kadencji parlamentarnej, i prezydenckiej. Wybory 2005 roku pokazały, że społeczeństwo jest zmęczone polityką, do urn poszło niewiele ponad 40 procent uprawnionych. Oczywisty wniosek był taki, że umiarkowany elektorat się nie liczy, najważniejsi są radykalni wyborcy. To oni zdecydowali o wygranej potencjalnej koalicji PiS-PO, oni chcieli zmian, rewolucji moralnej i IV RP. Koalicja nie powstała, bo Platforma z racji historii jej liderów lekko ciąży ku centrum, a i liderzy PO nie chcieli firmować rewolucji prowadzonej pod cudzym sztandarem (gdyby to Platforma wygrała i Rokita miał zostać premierem, pewnie podobnie zachowałby się PiS).&lt;br /&gt;Zazwyczaj po wyborach następuje szybkie ochłodzenie nastrojów, sprawowanie władzy tępi radykalne zapędy. PiS bał się takiego scenariusza. Jego wyborcy nie wybaczyliby mu umiarkowania, partia mogłaby zapomnieć o wygranej w kolejnych wyborach. Zamiast więc spuścić z tonu, Jarosław Kaczyński jeszcze bardziej podkręcił strunę tak, by radykalny ton był wysoki i dobrze słyszalny. Elektorat jest szczęśliwy, co wyraża poparciem w sondażach, rewelacyjnych, jak dla partii rządzącej od półtora roku. Trybunał Konstytucyjny, „tak zwane elity”, lekarze, lustracje teczek i majątków, tajne konta, przecieki do prasy o kolejnych zeznaniach i oskarżeniach – to wszystko służy zaspokojeniu żądzy zemsty i frustracji niedopieszczonego przez ostatnie 18 lat elektoratu. Jeśli wszystko poszłoby dobrze, zniechęcenie umiarkowanych tylko się powiększy, frekwencja w kolejnych wyborach będzie niższa, a zwycięstwo partii Jarosława Kaczyńskiego większe.&lt;br /&gt;Niby wszystko się zgadza, polityka wymaga takich właśnie kalkulacji, to przecież walka o zdobycie i utrzymanie władzy. Ale zróbmy jeszcze jedno ćwiczenie. Wyobraźmy sobie, że Lech i Jarosław Kaczyńscy, po uchwaleniu nowej konstytucji, ogłaszają z dumą: Oto mamy IV Rzeczpospolitą. Wszystkie najważniejsze instytucje państwowe obsadzone swoimi, przeciwnicy polityczni rozproszeni. I co, to już koniec walki? Oto sedno problemu. Co miałby powiedzieć Jarosław Kaczyński swojemu elektoratowi? Jak sam sobie wyjaśniać rzeczywistość? Co z winnymi, oskarżeniami, spiskami, zapewnieniami, że choć jest źle, będzie lepiej, którymi od lat karmili się politycy i elektorat PiS-u. Czy w tym oto cudownym momencie partia i jej wyborcy zostaną cudownie uleczeni, uznają, że rzeczywistość – społeczna, polityczna, obyczajowa – jest dokładnie taka, jakiej pragnęli, że ich idee zostały z powodzeniem wcielone w życie? Próżne nadzieje, przecież radykalizm to ciężka choroba, kto raz zachoruje, będzie jak alkoholik nosił ją w sobie do końca życia. Gdy brak mu wrogów, jest na głodzie. Jarosław Kaczyński to wie. Dlatego, choć powinien się cieszyć, w dniu ogłaszania nowej Rzeczpospolitej stałby z zasępiona twarzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak chłopu na granicy&lt;br /&gt;Spustoszenie, jakiego dokonał wirus radykalizmu w umysłach polityków i wśród wyborców jest nieodwracalne. Dyskusja? Oto poseł koalicji telewizyjnym programie zatytułowanym „Warto rozmawiać” odczytuje z karki przygotowane wcześniej tezy swojego wystąpienia. Jemu dialog nie jest potrzebny. Publicystyka? Oto teksty zawierające podręczny zestaw oszczerstw wobec „obrońców układu” z jednej i „reżimowych publicystów” z drugiej strony. Polityka edukacyjna? Przecież mamy wicepremiera ogarniętego homoseksualną obsesją, który niepoprawnych płciowo znajdzie nawet w równaniach z jedną niewiadomą.&lt;br /&gt;I elektorat to kupuje. Elektoratowi podoba się, gdy jego polityk żąda od profesora ekonomii w telewizyjnej debacie, by mu wyjaśnił zawiłe kwestie makroekonomii, jak chłopu na granicy. Mów pan prosto, tak żeby wszyscy pana zrozumieli, rzuca, gdy tylko pojawiają się skomplikowane terminy i definicje, i cieszy się, gdy profesor w końcu daje za wygraną. A widzisz pan, nawet nie potrafisz pan powiedzieć, o co panu chodzi, puentuje polityk, a elektorat jest zachwycony.&lt;br /&gt;Elektorat woli, gdy polityk nie debatuje, tylko wygłasza swoje racje. Po co odnosić się do argumentów przeciwników, analizować ich pod względem prawdziwości lub nieprawdziwości? Polityk ma swoje wiedzieć, co nas obchodzi zdanie innych.&lt;br /&gt;Elektorat chce, by polityk był dumny. By obnosił się z tą dumą za granicami, choć tam chcieliby pogadać z nim o interesach, a nie o jego kompleksach. I nie wstydził się, gdy ktoś go przyłapie na głupocie, bo wiadomo, że to zmowa polityczna, nie lubią, dlatego atakują.&lt;br /&gt;I najważniejsze – elektorat jest podejrzliwy, polityk też musi. Dlatego przeciwnik polityczny nie może być uczciwy, bo przecież uczciwi to jesteśmy my. Dlatego nikt poza nasza partią nie troszczy się o dobro kraju. Dlatego wszędzie wietrzymy spiski, oskarżamy, nasyłamy prokuraturę, powołujemy komisje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obojętna większość&lt;br /&gt;A co z resztą społeczeństwa? – spyta ktoś. Przecież wybory to dziś domena mniejszości, nawet największym twardzielom demokracji czasami chodzi po głowie: a po co głosować, co to zmieni. Zdrowa większość broni się przed wirusem jedyną dostępną i skuteczną szczepionką – obojętnością. Tylko podczas kampanii wyborczych jest mniej odporna, ulega sugestiom, wizjom, łapie się na proste i natychmiastowe rozwiązania, bezdyskusyjne poglądy, bezkompromisowych polityków, jednym słowem – ulega czarowi radykalizmu. Któż nie wolałby łatwo, szybko, bezproblemowo? Ale po wyborach organizm wraca do równowagi, zwłaszcza, gdy po półtora roku rządów słyszy, że mityczny „układ” i „sieć powiązań” wciąż blokuje budowę autostrad. Wiadomo, że najprostsze wytłumaczenia są najtrafniejsze, więc po co „układ”, wystarczy „niekompetencja”.&lt;br /&gt;Umiarkowani obojętnieją, bo przecież nie wyjdą na ulice, nie zdemolują stolicy, to nie ich metody, to domena radykałów. A jak nie wyjdą, to nikt na nich nie zwróci uwagi. Zdają sobie sprawę z tej kwadratury koła i obojętnieją w milczeniu. Dobrze, że siedzą cicho, cieszą się radykałowie, bo zdają sobie sprawę z ich przewagi liczebnej. I mogą bez oporu mamić się swoimi chorymi wizjami.&lt;br /&gt;Docenić normalność&lt;br /&gt;Czy jest jakaś nadzieją dla zobojętniałej większości? Przecież nie ma co liczyć, że koalicja rządząca wyleczy się z tej choroby, musiałaby najpierw przyznać, że jest chora i chcieć się leczyć. Może jakaś inna siła polityczna? Ale kto? Aleksander Kwaśniewski jako obrońca demokracji? Pomińmy milczeniem. Donald Tusk jak „lepszy Kaczyński”? Mało pociągające. Nie pomoże szybki przegląd elit politycznych. Oszukała AWS, oszukał SLD, oszukał POPiS – mówi zobojętniały – nie dam się nabrać po raz kolejny.&lt;br /&gt;Czyżbyśmy więc byli straceni? Bo nie mamy co liczyć na Wybawiciela. Nie zakładajmy, że pod budką z piwem pojawi się kulturalny, mądry jegomość, wda się w dyskusję i zachęci klientów do uczciwej pracy. Pewnie zanim otworzy usta dostanie po pysku. Jedyna nadzieja w nas, umiarkowanych, już zobojętniałych albo obojętniejących. Żeby docenić normalność, trzeba ją stracić. Potem zatęsknić. My już ją straciliśmy, ale jeszcze nie tęsknimy. Wtedy ruch będzie po naszej stronie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(czerwiec 2007)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-521926241499759425?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/521926241499759425/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=521926241499759425&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/521926241499759425'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/521926241499759425'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/01/nadzieja-w-czasach-zarazy.html' title='Nadzieja w czasach zarazy'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-3373514089657870049</id><published>2008-01-24T12:29:00.000+01:00</published><updated>2008-01-25T16:53:18.417+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='poskomunizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='demokracja liberalna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='radykalizm'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='polityka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kaczyński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PiS'/><title type='text'>Postkomunizm, wydanie drugie, poprawione</title><content type='html'>&lt;em&gt;"Zbudujemy nowa Polskę, w której zwykli ludzie będą czuli się u siebie. W które bogaci nie będą bogatsi, a biedni biedniejsi. W budowie nowej Polski przeszkadza nam wróg zewnętrzny i wewnętrzny, ale pokonamy go w imię lepszego jutra. Jeśli elity chcą budować taką Polskę z nami, to dobrze, jeśli nie, tym gorzej dla elit."&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polityka nie lubi precyzyjnych definicji i jasno określonych desygnatów. Słowa w polityce muszą być elastyczne, wieloznaczne, muszą dać się modelować tak, by znaczenie odpowiadało potrzebie chwili, a nie prawdzie. Polityka nie używa słów do opisu, ale do oceny. Tak też było ze słowem „postkomunizm”. Gdy pojawiło się na początku lat 90., nie zawracano sobie głowy jego definiowaniem. „Post” było modne, w dodatku niosło olbrzymi bagaż negatywnych emocji. Jeśli już, postkomunizm, na poziomie największej ogólności, odnoszono jedynie do form organizacji państwa wyrastających z komunizmu, w której demokracja jest fasadowa a nie rzeczywista, zaś partyjnych bonzów sterujących gospodarką i polityką zastąpiła nomenklatura, tworząca nieformalne powiązania między tymi którzy decydują, a tymi, którzy zarabiają na tych decyzjach. W znaczeniu najbardziej podstawowym „postkomunizm” i „postkomunista” były inwektywami, używanymi wobec byłych członków byłego partyjnego aparatu PRL-u.&lt;br /&gt;Dziś, po niespełna dwóch latach rządów Jarosława i Lecha Kaczyńskim postkomunizmu – rozumianego jak wyżej – już nie ma (choć zostali postkomuniści). Aparat państwowy odzyskany, scena polityczna przemodelowana, czerwona nomenklatura w odwrocie. Warto jednak pochylić się nad tym słowem, przyjrzeć mu się jeszcze raz i wyciągnąć całe bogactwo znaczeń, które się za nim kryją. Okaże się wtedy, że „postkomunizm” wciąż jest obecny na naszej scenie politycznej, w dodatku w miejscu, gdzie nie spodziewalibyśmy się go znaleźć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1.&lt;br /&gt;Trudno zdefiniować wyzwania, przed którymi stoi Polska pod koniec pierwszego dziesięciolecia nowego wieku. Zachód próbuje określić swoje miejsce na mapie globalnego świata i zmaga się z oddolnymi ruchami kontestującymi „gospodarkę światową”. Chce przewidzieć skutki rosnącego rozwarstwienia społecznego, bo widzi odradzające się za plecami demony fanatyzmu i populizmu. Mniej lub bardziej udolnie walczy z terroryzmem, zawzięcie dyskutuje czy kapitalizm jest ukoronowaniem rozwoju społecznego czy ciągle jednym z jego etapów. Zwłaszcza w czasach, gdy różnice między liberałami, socjalistami a konserwatystami sprowadzają się w zasadzie do kwestii obyczajowych, bo gospodarkę liberalną, jako taką, mało kto neguje.&lt;br /&gt;W Polsce, jeśli te problemy pojawiają się w debacie publicznej, to na obrzeżach, w „Krytyce Politycznej” z nakładem pięciu tysięcy egzemplarzy, lub w „Europie”, dodatku do Dziennika, czytanym przez garstkę zapaleńców. Dziś główny nurt polskiej polityki sięga do zamierzchłej przeszłości, mówiąc o państwie i jego problemach językiem komunistycznych aparatczyków, posługując się tymi samymi schematami, budując takie same dychotomie, ba, próbując osiągnąć podobne co komunistyczna władza cele. Jeśli by szukać właściwego słowa na określenie mentalności obecnej władzy, postkomunizm jest najwłaściwszym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2.&lt;br /&gt;Czego tak naprawdę chce Jarosław Kaczyński? Tylko władzy? Zbyt duże to uproszczenie. Tu chodzi o coś więcej, chodzi o budowę lepszej Polski, jakkolwiek pompatycznie by to nie brzmiało. Realizacja tej wzniosłej idei to sedno jego polityki. Jarosław Kaczyński wierzy, że polityk, partia, aparat państwowy, mają moc sprawczą i są w stanie samodzielnie przeorganizować strukturę społeczną. Obecna jest zła, niesprawiedliwa, za dużo w niej wykluczonych, za mało solidarności społecznej. Nowa Polska wymaga rewolucji, tego Jarosław Kaczyński nigdy nie ukrywał, ta – radykałów. Kaczyński musi zagospodarować ich potencjał, wprząść w rewolucyjne tryby. Dlatego wynosi radykałów na urzędy. To oni mają nadawać ton. Od radykałów nie oczekuje działania, na pragmatyków przyjdzie czas, jedynie oddania idei. Tylko taki aparat pozwoli przemodelować Polskę.&lt;br /&gt;Kaczyński tak naprawdę nie wierzy w metody demokracji liberalnej, bo i nie wierzy w społeczeństwo. To, omamione przez media, nigdy nie poprze go w większości. W dodatku społeczeństwo obywatelskie, rozumiane jako struktura społeczno-polityczna korygowana oddolnymi inicjatywami, to wymysł politycznych nihilistów. Kompromis, kwintesencja demokracji liberalnej, jest obcy rewolucji. Podobnie jak komuniści po zakończeniu wojny, Jarosław Kaczyński chce oprzeć się na aparacie i słabo wykształconych, ale łatwych do porwania, masach.&lt;br /&gt;Ta wiara w moc sprawczą aparatu państwowego, przekonanie, że władza może być lepsza niż społeczeństwo i każde jej działanie jest uzasadnione, o ile prowadzi do realizacji słusznych idei, to rdzeń mentalności towarzyszy, wciągających powojenną Polsce w otchłań komunizmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3.&lt;br /&gt;Demokracji liberalnej potrzeba pieniędzy. To one tworzą miejsca pracy, napędzają gospodarkę, świadczą o sile państwa. Kapitał jest niezbędny, ale jego naturalna skłonność do kumulacji powoduje też problemy, z którymi państwa nie zawsze potrafią sobie poradzić. Nie chodzi tyle o nadużywane pojęcie „sprawiedliwości społecznej”, ile o bezpaństwowość kapitału, ograniczającą wpływ rządów na procesy gospodarcze.&lt;br /&gt;W demokracji liberalnej trudno jednak zanegować dobroczynne skutki bogacenia się. W Polsce po 1989 roku z tą tezą polemizowali jedynie populiści spod znaku Samoobrony. I to nawet nie ze względów ideologicznych, bo ze świecą by szukać w partii Andrzeja Leppera ludzi programowo ubogich, ale z czysto praktycznych, bo skakanie po bogatych zawsze podoba się biednym. Rządy III RP, czy to SLD, Unii Wolności, PSL czy nawet AWS, prowadziły liberalną politykę gospodarczą. Pamiętając, że jednym z głównym mankamentów poprzedniego ustroju, obok ograniczenia wolności, była bieda, wyrosła na haśle: wszyscy mamy równe żołądki.&lt;br /&gt;Aż pojawił się Jarosław Kaczyński, który pieniędzy nie lubi szczerze, ideologicznie. Kapitał jest zły, jego kumulacja jeszcze gorsza, a bogactwo nigdy nie idzie w parze z uczciwością. Gdyby jedynie względy polityczne stały za tymi opiniami, sprawa byłaby prostsza. Ot, jeszcze jeden populista, który chce dorwać się do władzy na plecach ubogich. Problem w tym, że Jarosław Kaczyński jest szczery i bardzo spójny w poglądach i praktyce. Nie tylko głosi, co głosi, ale wciela te prawdy w życie: z konta bankowego nie korzysta, pieniędzy nie odkłada, majątku nie kumuluje.&lt;br /&gt;Wyborcy Prawa i Sprawiedliwości „kupują” Jarosława Kaczyńskiego, bo czują tę spójność. No i sami uważają podobnie. Bo jakże to: chodzili do tych samych szkół, bawili się na tym samym podwórku, pracowali na tych samych stanowiska, jeździli do tych samych ośrodków Funduszu Wczasów Pracowniczych, a teraz oni klepię biedę a ich sąsiedzi opływają w luksusu? Trudno przyznać, że kolega był bardziej zaradny, pracowity. Prościej: musiał być nieuczciwy.&lt;br /&gt;To negowanie zaradności jako motoru rozwoju gospodarki, wiara, że sprawiedliwie znaczy po równo, zabiło gospodarkę PRL-u i zmusiło komunistów do oddania władzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4.&lt;br /&gt;Często powtarza się, że największym błędem Jarosława Kaczyńskiego jest otwarta wojna z elitami. Prawnicy, lekarze, dziennikarze, profesorowie – z tymi środowiskami Prawo i Sprawiedliwość toczy otwarty bój. Z pozoru wygląda to na bezładną szamotaninę, atakowanie bez celu, coś, co jeden z publicystów określił mianem rządzenia przez konflikt. Ale to tylko pozory. Jarosław Kaczyńskie wie, że rewolucja potrzebuje elit. Elit, które nie dyskutują, a bronią zasad nowego porządku. Z punktu widzenia celu Jarosława Kaczyńskiego – budowy lepszej Polski – wojna ze starymi elitami jest jak najbardziej racjonalna. Stąd ciągłe wypominanie „histerycznych ataków mediów” na rząd Prawa i Sprawiedliwości, choć przecież już więcej niż połowa z nich, czy to państwowych, czy prywatnych, pisze i nadaje to, co Jarosław Kaczyński chce usłyszeć. Stąd wyraźna krytyka orzecznictwa sądów niższej i najwyższej instancji. Z tego też powodu niezbędna była Jarosławowi Kaczyńskiemu lustracja. Teczki, kontrolowane przez rewolucjonistów z Instytutu Pamięci Narodowej, pozwalały wyeliminować z urzędów, uczelni, mediów przeciwników rewolucji. Wymiana elit idzie w miarę sprawnie, tym bardziej że wyborca PiS-u zawsze z antypatią patrzył na tych wszystkich doktorków i profesorków, dzielących włos na czworo.&lt;br /&gt;Komuniści uważali, że lepsi marcowi docenci niż krytyczni profesorowie. Błędnie zakładając, że „posłuszne elity” równa się „posłuszne społeczeństwo”, hołubili swoich i usuwali z życia publicznego krytyków. Jarosław Kaczyński stosuje podobną taktykę: nie eliminuje, ale wyklucza, odbierając przeciwnikom prawo do dyskursu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5.&lt;br /&gt;Niemcy tylko czekają, by odebrać nam Śląsk, Rosja najchętniej ulokowałaby z powrotem w Polsce swoje wojska, Unia Europejska widzi w nas tylko rynek zbytu a Polskość jest zagrożona. Wróg czyha na kraj, zewnętrzny i wewnętrzny. To jedna z metod mobilizacji elektoratu, dość powszechna w demokracji. Można przekonywać wyborców – jak Jarosław Kaczyński – że zbuduje lepszą Polskę, można – jak prezydent George W. Bush – nawoływać do walki z terroryzmem.&lt;br /&gt;Problem pojawia się wtedy, gdy ta manichejska walka dobra ze złem zmienia się w politykę państwową. Nie ma wtedy nieudolności urzędniczej, są – działania układu, nie ma niekompetencji, jest spisek. Działalność wrogów wewnętrznych i zewnętrznych ma tłumaczyć wszystkie niepowodzenia władzy, a podważanie takiego tłumaczenia sytuuje krytyka wśród zdrajców państwa. W tak rządzonym kraju traci na znaczeniu profesjonalizm, umiejętności zawodowe, bo za każdą wpadką stoi wróg. O choć państwo psuje się od środka, tolerując u swoich urzędników skrajną niekompetencję, na zewnątrz jest butne i pręży muskuły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6.&lt;br /&gt;System, w którym władza, opierając się na sile aparatu państwowego i antagonizmach klasowych próbuje przeorganizować strukturę społeczną i gospodarczą według obcych większość obywateli idei – oto postkomunizm w najczystszej postaci. Szyderstwem historii jest, że metodami komunistów dokonuje się konserwatywna rewolucja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7.&lt;br /&gt;A cytat na początku?&lt;br /&gt;Nie pochodzi ani z ust Jarosława Kaczyńskiego, ani żadnego komunistycznego aparatczyka. Problem w tym, że trudno odpowiedzieć na pytanie: który z nich by tego NIE powiedział?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(sierpnień 2007)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-3373514089657870049?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/3373514089657870049/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=3373514089657870049&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/3373514089657870049'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/3373514089657870049'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/01/postkomunizm-wydanie-drugie-poprawione.html' title='Postkomunizm, wydanie drugie, poprawione'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-7923145141458101165</id><published>2008-01-24T12:28:00.001+01:00</published><updated>2008-01-25T16:52:44.907+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='lekarze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='prof. Podgórski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Michał Kamiński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='korupcja'/><title type='text'>Kamiński pierze po pysku</title><content type='html'>Wielka polityka rzadko dotyka nas bezpośrednio. Patrzymy na nią jak na walkę kogutów lub mecz bokserski, ekscytujemy się, dopingujemy, złorzeczymy, jeśli nasi przegrywają, jednak dopóki bokser nie wyskoczy z ringu i nie da nam po pysku, to wciąż przedstawienie, w którym jesteśmy tylko widzami. Taki niesforny, skory do bitki bokser, w polityce pojawia się sporadycznie. Tu nagrodę dostaje się za dobry show, naruszenie nietykalności skutkować może tym, że publika więcej na przedstawienie nie przyjdzie. No, chyba że to bokser o mentalności Mika Tysona lub Andrzej Gołoty, mający za nic zasady panujące na ringu, albo nie potrafiący powstrzymać swojej agresji.&lt;br /&gt;Szef Centralnego Biura Śledczego to właśnie taki bokser. Chce naprać publiczności po twarzy, wierząc, to dobra metoda, by dopingowała właśnie jego. Tydzień temu jego agenci aresztowali znanego warszawskiego neurochirurga, generała profesora Jana Podgórskiego. Do czterech zarzutów korupcyjnych dodali bonus: poświadczenie nieprawdy w dokumentacji medycznej, dzięki której szef gangu pruszkowskiego „Słowik” mógł uniknąć więzienia. Sprawa się rypła, bo sąd nie zgodził się na aresztowanie profesora. Zarzut dotyczący Słowika uznał za kompletnie nieprawdopodobny, zaś w pozostałych stwierdził, że nie zachodzi obawa matactwa. Nie było więc specjalnej konferencji prasowej i czołówkowego materiału w Wiadomościach. Sprawa by ucichła, gdyby nie opisało jej wtorkowe Życie Warszawy i środowa Gazeta Wyborcza.&lt;br /&gt;Mariusz Kamiński śpi spokojnie, swoje zrobił, pewnie dostanie od premiera Kaczyńskiego premię. Pacjenci profesora Podgórskiego przewracają się w łóżku z boku na bok i nie mogą zasnąć. Właśnie na własnej skórze poczuli dotyk polityki. Cios ich zamroczył, na twarzy zostały siniaki. Cóż z tego, że znają profesora jako doskonałego fachowca i uczciwego człowieka, który dba o pacjentów nie tylko do operacji, ale i wiele lat po? Cóż z tego, że tłumnie wystają pod jego gabinetem w szpitalu na Szaserów, bo wieści o świetnym neurochirurgu, który nie uzależnia przyjęcia na oddział od koperty, szybko się rozchodzą? Cóż z tego, że zawdzięczają profesorowi życie, choć nie musieli za nie płacić? Kamiński rzuci o nim: przestępca i pomaszeruje do swoich nowych obowiązków. A pacjenci? Gdy ktoś ze zdiagnozowanym guzem mózgu będzie szukał dobrego neurochirurga, wypyta znajomych, poradzi się lekarzy. Gdy już usłyszy nazwisko profesora, może wpisze je w internetowej wyszukiwarce. Znajdzie tam informacje o jego publikacjach oraz opinie pacjentów na forach. Bardzo pochlebne. Od 24 sierpnia wyskoczy mu jeszcze jedno hasło, w Wikipedii:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jan Krzysztof Podgórski (ur.1956) – generał brygady Wojska Polskiego, profesor medycyny, neurochirurg, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;23 sierpnia 2007 został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne pod zarzutem m.in. wystawienia fałszywego świadectwa lekarskiego oskarżanemu o udział w kierowaniu mafia pruszkowską Andrzejowi Zielińskiemu ps. Słowik.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michałowi Kamińskiemu pewnie się ta notka spodoba. – No, prawdę napisali, nie? – rzuci do swoich goryli, zaciągając się papierosem. Jutro zapomni o kimś takim jak Podgórski. A gdy jego żona, syn, córka, matka, kochanka lub on sam będą potrzebowali pomocy takich jak Profesor, uda się zamaszystym krokiem do ich gabinetów, wjedzie bez kolejki i powie: Chcę, by pan mi pomógł. I oni pewnie mu pomogą. Przecież nawet przestępcom nie odmawiają.&lt;br /&gt;(sierpień 2007)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-7923145141458101165?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/7923145141458101165/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=7923145141458101165&amp;isPopup=true' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/7923145141458101165'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/7923145141458101165'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/01/kamiski-pierze-po-pysku.html' title='Kamiński pierze po pysku'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-7379356163114358462</id><published>2008-01-24T12:27:00.001+01:00</published><updated>2008-01-25T16:52:03.881+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sakiewicz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='korporacja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><title type='text'>Korporacja broni Sakiewicza</title><content type='html'>- Słyszałeś? Naczelnego „Gazety Polskiej” i jego zastępczynię chcą zamknąć.&lt;br /&gt;- Żartujesz! Za co?&lt;br /&gt;- Za ten artykuł o Suboticiu.&lt;br /&gt;Pół dziennikarskiej Polski, może nawet trzy czwarte, larum podniosło: Biją naszego. Sąd chce wsadzić redaktorów „Gazety Polskiej” do więzienia! Skandal! Gwałt! Wiemy, wszyscy wiemy, jaka prawdziwa przyczyna: Sakiewicz lubi Kaczyńskich. A TVN nie lubi. Dlatego TVN oskarżył Sakiewicza, że mu opinię psuje. No to zły, antykaczyński sąd, orzekł: do więzienia z nim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I już redaktor Michalski pisze, że aresztowanie redaktora (jak go wsadzą, pewnie będziemy pisać z dużej litery) to głupia zemsta IV RP. I już redaktor Terlikowski dodaje: Skąd jednak pewność, że w tej sprawie nie ma podtekstu politycznego? Znamienna to konstrukcja: skąd jednak pewność… Nikt nikogo nie oskarża, pytać nie wolno?&lt;br /&gt;Włączył się też jeszcze-premier Kaczyński. Sakiewicz i Hejke są prześladowani, gdyż mają inne poglądy, niż większość mediów - ogłosił. Jeszcze-premier będzie się zajmował (długimi rękoma Prawa i Sprawiedliwości) monitorowaniem sprawy wolności mediów. - Mamy liczne przesłanki, żeby sądzić, że z polską demokracją teraz tak naprawdę może być bardzo, ale to bardzo niedobrze, że prawa opozycji, wolnej prasy zostaną realnie ograniczone - podkreśla. Podejrzewacie u siebie paranoję? Że niby Kaczyński, że obrona demokracji, że wolna prasa? Spokojnie, jesteście zdrowi, to tylko polityka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O co więc chodzi?&lt;br /&gt;O korporacyjny interes. Gdyby sprawa dotyczyła lekarza czy adwokata, taką decyzję sądu nazwano by „prawidłowym działaniem wymiaru sprawiedliwości” i „kolejnym dowodem, że działania ministra Ziobry przynoszą oczekiwane efekty”. Ale tu idzie o naszego!&lt;br /&gt;Czy naprawdę dziennikarze mają ludzi za takich idiotów? Jednego dnia domagają się ostrych wyroków, żadnej pobłażliwości, bo przecież wiadomo, że tylko surowe prawo, surowi prokuratorzy i surowi sędziowie zbudują nam lepszą Rzeczpospolitą. Drugiego piętnują korporacje, że stawiają się ponad prawem, domagają przywilejów. (Jak śmią! Korporacjonizm to zmora tego kraju!)&lt;br /&gt;A trzeciego…?&lt;br /&gt;A trzeciego dnia w imię własnego interesu domagają się pobłażliwości dla kumpla.&lt;br /&gt;I głośno krzyczą, że tu o Wolność Słowa tutaj idzie.&lt;br /&gt;To nie mówiliśmy wam, drodzy Czytelnicy, że wolność mediów obejmuje nieusprawiedliwione niestawiennictwo w sądzie? Naprawdę nie mówiliśmy?&lt;br /&gt;No to teraz mówimy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przepisy, na podstawie których można uwięzić za słowo, już dawno powinny zostać usunięte z kodeksu karnego. Są skandaliczne, to prawda. Trzeba wołać o ich zniesienie. Ale póki są, trudno. Sakiewicz i Hajke do sądu nie przyszli, bo mieli ważniejsze sprawy. Sąd zażyczył sobie, by ich doprowadzono na rozprawę. I tyle. Do wolności słowa jeszcze stąd daleko. Tu idzie tylko o procedury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytam w gazetach „Protest przeciwko decyzji sądu”, podpisany przez 17 dziennikarzy, a w nim zdania rozpoczynające się od słów: protestujemy przeciwko…, domagamy się od sądów…, wzywamy do cofnięcia…&lt;br /&gt;Już raz dziennikarze różnych redakcji zamykali się w klatce przed Sejmem, bo jeden z nich miał iść do więzienia. Za napisanie czegoś o urzędniku – taka była oficjalna wersja. W tej oficjalnej wersji także o wolność słowa szło. Ale teraz niektórzy z uczestników tamtego happeningu nie lubią, gdy się im się go przypomina. Bo przecież redaktor Marek nie za artykuł miał iść do więzienia, ale za to, że nie chciał wykonać sądu. To korporacyjny interes dziennikarski wymagał, by eksponować wątki dotyczące wolności słowa.&lt;br /&gt;Nie przekonujmy czytelników, Panowie i Panie Redaktorzy, że między Sakiewiczem a Wolnością Słowa stoi znak równości. Tam są tylko nasze dziennikarskie przywileje.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-7379356163114358462?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/7379356163114358462/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=7379356163114358462&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/7379356163114358462'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/7379356163114358462'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/01/korporacja-broni-sakiewicza.html' title='Korporacja broni Sakiewicza'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-5964097321249467622</id><published>2008-01-24T12:23:00.000+01:00</published><updated>2008-01-25T16:50:55.698+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='korupcja'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='strajk'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='służba zdrowia'/><title type='text'>A gdy spalimy lekarzy na stosach...</title><content type='html'>Znów się zaczyna. Gdy tylko lekarze ogłosili, że 21 maja zastrajkują, fora internetowe zalała fala oburzenia. Dwie przykładowe opinie:&lt;br /&gt;„Aż mnie krew zalewa jak czytam o tych nierobach w kitlach. KAŻDY pracownik musi się szkolić przez całe życie. Lekarze po 7000, pielęgniarki 800 - 1000 PLN, asalowe za minimalną stawkę. Panowie lekarze i Panie lekarki powiem Wam jedno:Spieprzaj dziadu”.&lt;br /&gt;„&lt;a href="http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=755&amp;amp;w=61097104&amp;amp;a=61103916"&gt;Niech konowały zapłacą za swoje studia!!!&lt;/a&gt; 200 000 PLN w oprocentowanych ratach. A później niech wysuwają swoje absurdalne zadania płacowe! Do roboty łapówkarze!”&lt;br /&gt;Antylekarska krucjata trwa w najlepsze. Rozpalono stosy, kogoś trzeba w nich spalić. Więc palimy lekarzy!&lt;br /&gt;Bo biorą.&lt;br /&gt;Bo mają samochody.&lt;br /&gt;Bo nie mieszkają w ziemiankach.&lt;br /&gt;Bo nie wyleczyli pacjenta chorego na raka. (Wiadomo, nie wyleczyli, bo im się nie chciało).&lt;br /&gt;Bo pacjent zmarł na stole operacyjnym (Eee, zmarł bo na pewno operowali pijani).&lt;br /&gt;Bo w końcu popełnili błąd. (Błąd? Lekarze? Błędy to możemy popełniać my, nie oni, nieuki jedne.)&lt;br /&gt;Zalewamy lekarzy tą falą nienawiści, jakby nikt w tym kraju nigdy nie został wyleczony, jakby lekarze nie uratowali nikomu życia. O co chodzi tak naprawdę? Krucjata? To tylko polityka, trzeba skanalizować negatywne uczucia społeczne. Nasyła się policję, kuje, zwołuje konferencję prasową. Dajemy się złapać władzy na tę wędkę, bo tak naprawdę boli coś innego nas boli. Pieniądze.&lt;br /&gt;Musimy płacić lekarzom, musimy leczyć się prywatnie, bo państwo od dawna służbę zdrowia najzwyczajniej w świecie olewa. Kto w państwowej służbie zdrowia leczył zęby, ręka w górę. Ile czekaliście? Trzy miesiące, pół roku? Było jeszcze co leczyć? Dajemy lekarzom koperty po zabiegu, bo wszyscy dają. Ale nikt nas do tego nie przymusza, po prostu tak wypada.&lt;br /&gt;Te pieniądze leżą nam na sercu. A my nie chcemy płacić. Leczenie musi być za darmo – mówimy. Darmo, nie dam na nie ani złotówki, płacę przecież podatki. Prywatyzacja, prywatne ubezpieczenia? To tylko mydlenie oczu, chodzi o to, by wyciągnąć od pacjentów pieniądze.&lt;br /&gt;I tak sobie narzekając, obudzimy się kiedyś z koszmaru. Bez koszyka świadczeń gwarantowanych, bez sieci szpitali, bez prywatnych ubezpieczeń, za to z setkami lekarzy w więzieniach i tysiącami na Zachodzie. Ale szczęśliwi, że mamy wszystko za darmo. Że żaden sukinsyn w białym kitlu nas nie oszuka. No, ale wtedy będziemy się leczyć sami. Przecież na medycynie zna się każdy Polak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(maj 2007)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-5964097321249467622?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/5964097321249467622/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=5964097321249467622&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/5964097321249467622'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/5964097321249467622'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/01/gdy-spalimy-lekarzy-na-stosach.html' title='A gdy spalimy lekarzy na stosach...'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-3029519240024988962</id><published>2008-01-24T12:22:00.000+01:00</published><updated>2008-01-25T16:49:59.377+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='media'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PiS'/><title type='text'>Media mało ważne</title><content type='html'>Pamiętacie takie wypowiedzi?&lt;br /&gt;„Media sprzymierzyły się przeciwko Prawu i Sprawiedliwości”&lt;br /&gt;„Trwa zmasowana kampania oszczerstw przeciw mnie i mojemu bratu.”&lt;br /&gt;Albo z ostatniego wywiadu dla tygodnia Wprost:&lt;br /&gt;„Ale, oczywiście, kampania dyskredytowania nas w mediach przynosi efekty. (…) Nie chcę generalizować. W Polsce są uczciwi dziennikarze i rzetelne tytułu (…). Ludzie dopuszczający się zła, i to zła w czystej postaci, są promowani. Zwalcza się natomiast tych, którzy walczą ze złem. Zwalcza się natomiast tych, którzy ze złem walczą”.&lt;br /&gt;Jarosław Kaczyński przyzwyczaił nas do myśli, że media są taką potęgą polityczną, że mogą zmieniać wyniki wyborów. Kiedyś zwycięstwa i przegrane miały zależeć od tego, co napisze Gazeta Wyborcza, potem, co pokaże telewizja Kwiatkowskiego. Ponieważ Kaczyński chyba wierzy w to, co głosi, po zdobyciu władzy także zaanektował – w myśl hasła „kto ma media, ten ma władzę” – TVP i Radio Publiczne. Zresztą to twierdzenie uznawane jest za oczywistość przez polityków wszystkich opcji. W jego prawdziwości wierzą także publicyści, przekonani, że ich opinie są dla pewnej części elektoratu wiążące.&lt;br /&gt;W tym kontekście przełomowe są wyniki badań socjologów i fizyków z Uniwersytetu Wrocławskiego. Przebadali oni wpływ mediów na decyzje podejmowane przez wyborców. Stworzyli teoretyczny model wymiany opinii w trzech grupach społecznych: mieszkańców wsi, małych i dużych miast.&lt;br /&gt;Wnioski?&lt;br /&gt;Po pierwsze: media z żadnym wypadku nie są w stanie zmienić opinii wyborców na korzyść wspieranej przez nie partii w takim stopniu, by przesądziło to o wyniku wyborów;&lt;br /&gt;Po drugie: Jeśli media popierają jakąś partię, wzbudza to podejrzliwość wyborców z wielkich miast, którzy głosują dokładnie odwrotnie.&lt;br /&gt;Czy przyjmiemy te wyniki wiadomości? Zwłaszcza w sytuacji, gdy za chwile rozpocznie się kolejna walka o media publiczne, tym razem wywołana przez koalicję PO-PSL? Śmiem wątpić. Z jednej strony trudno nagle przestać wierzyć w coś, uznawanego za „oczywistą oczywistość”. Z drugiej, trudno ukryć, że uznanie faktu bardzo ograniczonego wpływu mediów na opinię publiczną, skutkuje pewna ich degradacją, co nie w smak byłoby także samym mediom. Oczywiście tym tradycyjnym. Bo jeśli tracą one wpływ, jeśli to, co piszą i pokazują nie ma aż tak wielkiego oznaczenia, to właśnie na skutek rozwoju Internetu, gdzie maleje wartość informacji tradycyjnej (zobiektywizowana, zweryfikowana przez dziennikarza treść) a rośnie informacji nowego typu: tworzenie i wymiana subiektywnych opinii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(listopad 2007)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-3029519240024988962?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/3029519240024988962/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=3029519240024988962&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/3029519240024988962'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/3029519240024988962'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/01/media-mao-wane.html' title='Media mało ważne'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8423987611072383562.post-4564766219882505968</id><published>2008-01-24T12:09:00.000+01:00</published><updated>2008-01-25T16:49:27.060+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kaczyński'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='IV RP'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='mity założycielskie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='PiS'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='podatki'/><title type='text'>Mity założycielskie nowej Polski</title><content type='html'>Pogrzebano ją żywcem. Ogłoszono jej śmierć, spisano na straty, opuszczono. Jej niedawni obrońcy milczą, bojąc się łatki „obrońców Układu”. Łatwo daliśmy sobie wmówić, że III RP to tylko korupcja, układ i moralna deprawacja. Że to afera Rywina, posłowie Jagiełło i Pęczak. A jeśli nie ma Układu? Jeśli III RP była normalnym krajem, borykającym się z problemem korupcji jak inne społeczeństwa, nie zawłaszczonym przez „łże-elity”? A jeśli powinniśmy być z niej dumni?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy rok pod rządami prawicowych rządów Prawa i Sprawiedliwości, Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin upłynął pod znakiem reinterpretacji. Powstaje nowa wersja historii, która – posługując się parakomunistycznym językiem – eksponuje błędy, zaniechania, wypaczenia okresu transformacji, pomijając całkowicie zyski. W tej wersji historii, czasami doprowadzanej do absurdu, Lech Wałęsa obalał komunę na zlecenie komunistów, kompromis przy Okrągłym Stole był zdradą narodową, reformy Balcerowicza nie wyprowadziły Polski z kryzysu, a wpędziły w jeszcze większy. Nie było niepodległej Rzeczypospolitej, a kraj zawłaszczony przez ubeków, mafię i polityków trzymanych na sznurku przez wielki biznes.&lt;br /&gt;Dziś trudno bronić III RP, nie narażając się na obelgi. Jakiekolwiek argumenty „za” sytuują adwokatów Trzeciej po stronie beneficjentów starego układu. Problem jednak w tym, że czarno-białe wersje historii mają niewiele wspólnego z prawdą, są tylko narzędziem w walce politycznej i znikają wraz z jej twórcami.&lt;br /&gt;Fundamentem III RP był kompromis zawarty przy Okrągłym Stole. IV RP też potrzebuje mocnych i wyrazistych podstaw. Dlatego powstaje jako negacja Trzeciej. Ma być kontrpropozycją – polityczną, światopoglądową, obyczajową – dla kraju zawłaszcznoego przez „łże-elity”.&lt;br /&gt;Ta negacja opiera się na kilku hasłach, nazwijmy je mitami założycielskimi IV RP. Te mity uznawane są już za prawdy, oczywistości nie warte dowodzenia i roztrząsania. Zakorzeniły się w świadomości społecznej. Jeśli jednak przyjrzeć im się z bliska okazuje się, że są nawet nie półprawdami, co tylko jedną z możliwych interpretacji faktów. Niekoniecznie prawdziwą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mit Pierwszy: III RP była przeżarta korupcją&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początek kilka przykładów:&lt;br /&gt;1. minister przemysłu wybudował sobie willę za pieniądze pochodzące od firm, które następnie uzyskiwały intratne kontrakty w jego resorcie;&lt;br /&gt;2. prezydent miasta i były wpływowy polityk prawicy wziął 1,5 mln od biznesmena, który wyspecjalizował się w systemie lewych faktur i opłacaniu lokalnych polityków;&lt;br /&gt;3. minister komunikacji został oskarżony o przyznanie korzystnego kontraktu firmie, w zamian za pokrycie kosztów jego kampanii wyborczej;&lt;br /&gt;4. prokuratura odkryła, że przy rekrutacji pracowników uniwersyteckich trzeba było zapłacić kilka tysięcy za przyjęcie do pracy;&lt;br /&gt;5. szef banku centralnego faworyzował jedną z dwóch firm, które chciały kupić duży bank. Dostarczał jej nielegalnie pewnych informacji;&lt;br /&gt;6. zagraniczna firma przekupywała polityków, którzy decydowali o prywatyzacji telekomunikacyjnego monopolisty.&lt;br /&gt;Tak właśnie myślimy o funkcjonowaniu III RP: przeżarta korupcją, gdzie wszyscy dają i wszyscy biorą. Z raportu o korupcji, przygotowanego w 2005 roku przez Fundację Batorego wynika, że za najbardziej skorumpowanych uznajemy polityków (61 proc. badanych Polaków uważa, że biorą łapówki), służbę zdrowia (54 proc.) prokuraturę i sądownictwo (37 proc.) policję (34 proc.) i lokalnych urzędników (21 proc.). Jeśli spytać Polaków, czy sami wręczyli łapówkę, przyznaje się do tego 15 proc. Polacy uważają także, że nasz kraj wyróżnia się negatywnie pod tym względem na tle innych krajów. Czyli, że gdzieś indziej łapówkarstwo jest mniejsze.&lt;br /&gt;Problem z polską korupcją polega na tym, że wbrew opiniom głoszonym przez polityków koalicji rządzącej, najbardziej uciążliwa, deprawująca i zła dla państwa jest codzienna korupcja obywateli a nie ta na szczytach władzy. Ta druga zdarza się zawsze, w każdym ustroju, pod każda szerokością geograficzną. Przytoczone wyżej afery nie wydarzyły się w Polsce, tylko we Francji (pierwsza, druga i trzecia), Włoszech (czwarta i piąta) oraz Czechach (szósta). My też mieliśmy podobne: Rywin, Starachowice, Pęczak, Dochnal. One wypływają na światło dzienne (głównie dzięki mediom, nie prokuraturze, prawidłowość nie tylko polska), podobnie jak wypłyną inne, bo media przyglądają się politykom nawet nie przez szkło powiększające, ale przez mikroskop atomowy.&lt;br /&gt;Problem w tym, że instytucje państwowe III RP nie były bardziej skorumpowane bardziej, że instytucje innych państwo europejskich, bardziej skorumpowani są obywatele.&lt;br /&gt;Jak wygląda korupcja po polsku? Jedziesz sobie samochodem, nie patrzysz na ograniczenia prędkości, łapie cię policjant. Cztery stówki – mówi. A może da się to inaczej załatwić? – pytasz. Targujecie się, w końcu staje na pięćdziesięciu złotych w łapę. To ty wyszedłeś z inicjatywą, jesteś zadowolony, że udało się uniknąć wysokiego mandatu, że „załatwiłeś”, ale zapytany, zawsze i wszędzie odpowiesz: policjanci to łapówkarze. No tak, biorą, ale to ty im dajesz. Ten związek pomijamy milczeniem.&lt;br /&gt;Przykład drugi. Twoją matkę czeka operacja. Wiesz, że państwowa służba zdrowia jest koszmarna, ale nawet nie chcesz słyszeć, że miałbyś na nią płacić większe podatki. Przecież wszyscy wiedzą, że lekarze biorą w łapę, dlaczego mieliby zarabiać jeszcze więcej? No wiec i ty, i państwo tolerujecie, że lekarz ze swoim półtora tysiącem złotych będzie chciał więcej. Ponieważ w szpitalach na wszystko jest za mało pieniędzy i trzeba czekać miesiącami na operację, próbujesz to przyspieszyć, dając komuś kopertę. Wciskasz ją lekarzowi, a on bierze, bo, po pierwsze, chce mieć pieniądze, po drugie, chce mieć święty spokój (jak nie weźmie, będziesz namolny, upierdliwy, może głośno opowiadać, że lekarz nie wziął, bo za mało dawałeś, jednym słowem: możesz robić problemy). Wszystko robi się jeszcze bardziej skomplikowane, bo – jak mówią badania – większość łapówek w służbie zdrowia daje się PO zabiegu, a nie PRZED.&lt;br /&gt;Celowo pominąłem w tych przykładach policjantów, którzy wymuszają łapówki na kierowcach i lekarzy, którzy wymuszają na pacjentach pieniądze przed zabiegiem, bo inaczej nie położą na stół. Bo takich – uważam – jest mniejszość. W większości to my im wpychamy pieniądze. I to jest właśnie nasze błędne koło. Wciskamy łapówkę, bo przecież wszyscy biorą, a uważamy, że wszyscy biorą, bo przecież wzięli od nas łapówkę. I tak w koło Macieju.&lt;br /&gt;Trudno zaprzeczać istnieniu korupcji w Polsce. Nie ma ona jednak – i nie miała w III RP – charakteru systemowego, jak chcieliby bracia Kaczyńscy, Lepper i Giertych. Ekipa rządząca myli przyczynę ze skutkiem. To nie III RP zdemoralizowała obywateli, to państwo musi się borykać z konsekwencjami nawyków, jakie Polacy wynieśli z PRL-u. W tamtych czasach „się załatwiało”, załatwia się i dzisiaj.&lt;br /&gt;Dziś tego wątku w rozważaniach o korupcji nie eksponuje się, bo i przecież trudno powiedzieć wyborcom: to wy jesteście skorumpowani. Łatwiej powiedzieć: III RP była skorumpowana, jej politycy to łapówkarze. A my ich rozliczymy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mit Drugi – W III Rzeczpospolitej panowała niesprawiedliwość społeczna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wywiadzie, udzielonym Dzienikowi przez Ludwika Dorna, padło określene, które zrobiło w 2006 roku zawrotną karierę: wykształciuchy. Dorn, powołując się na prof. Karola Modzelewskiego, stawiał w nim pewną diagnozę dotyczącą podziałów społecznych w Polsce. Zacytuję: „… pewna wielkomiejska warstwa ludzi z wyższym wykształceniem zasklepiła się w egoizmie społecznym, a jednocześnie w odruchu kulturowej repulsji, obrony przed wszystkim, co inne, i demonstruje wzmacniane przez podział polityczny postawy niechęci, lekceważenia, kulturowej agresji wobec całej innej Polski. Na przykład Polski prowincjonalnej”. Tę warstwę Dorn nazwał „wykształciuchami”.&lt;br /&gt;Podniósł się wielki raban, że minister obraża, buduje kolejne podziały, zginęło gdzieś meritum. Otóż teza ministra Dorna jest jak najbardziej trafna. Można się sprzeczać, jak duża jest ta warstwa „wykształciuchów”, jak bardzo wpływowa i czy określenie użyte przez ministra Dorna było na miejscu, ale że takie pęknięcie jest – trzeba się zgodzić.&lt;br /&gt;Skąd się wziął ten podział? Dorn prawdopodobnie twierdzi (syntetyzuję jego opinię w tej sprawie na podstawie wcześniejszych wypowiedzi, mam nadzieję, że rzetelnie), że pojawienie tej egoistycznej wielkomiejskiej warstwy ludzi z wyższym wykształceniem to efekt nieudolnej lub niesprawiedliwej z założenia polityki społecznej wprowadzonej w III RP (w domyśle: liberalnej), zakładającej, że najważniejsze dla rozwoju gospodarczego i społecznego polski pokomunistycznej jest pojawienie się klasy średniej, mającej być elementem napędowym zmian i rozwoju. To ułatwianie rozwoju klasie „średniobogatych” odbywało się kosztem klas biedniejszych i mniej wykształconych. Dodatkowo liberalna retoryka, eksponująca wątek korzyści, dała tej klasie możliwość myślenie w kategorii: Polsce będzie lepiej, jeśli mnie będzie lepiej. A to nie zawsze jest prawda.&lt;br /&gt;Ale to pęknięcie społeczne jedna strona medalu, druga to gospodarka.&lt;br /&gt;W tym miejscu trochę liczb. W Polsce 23 miliony osób płaci podatek dochodowy nazywany PIT. Każdy płaci, w zależności od dochodu, stawkę 19, 30 i 40 procent. Ilu jest biednych, ilu bogatych? To właśnie pokazuje coroczny raport ministerstwa finansów. W 2005 roku 95 procent podatników, a więc 21 milionów 850 tysięcy ludzi, zapłaciło podatek według stawki 19 procent. To oznacza, że miesięcznie zarobiło na rękę nie więcej niż 1950 zł. 30-procentowy podatek zapłaciło w 2005 roku 4 procent podatników, a więc 920 tysięcy. To oznacza, że zarabiali miesięcznie między 1951 a 4000 zł. Ostatnia, najbogatsza grupa, to 1 procent podatników, czyli 230 tysięcy. Oni zarabiali co najmniej 4001 zł miesięcznie na rękę. Tak wygląda w Polsce rozkład bogactwa.&lt;br /&gt;Przyjrzeć się musimy jeszcze innym danym: która grupa podatników oddaje w sumie najwięcej pieniędzy do budżetu? Ano właśnie ci najbogatsi. Ten jeden procent zapłacił w 2005 roku 30 procent wszystkich podatków PIT. Z 29 miliardów złotych aż 8,7 miliarda. Druga grupa podatkowa (ci, co płacili 30 procent) – tych jest cztery procent wszystkich podatników – zapłacili 12 procent wszystkich podatków. Pozostałe 16 mld 820 milionów złotych zapłaciło 95 procent podatników płacących 19-podatek.&lt;br /&gt;Wspomnijmy jeszcze, że milion podatników osiągnęło dochód mniejszy od kwoty wolnej od podatku, więc nie zapłacili nic.&lt;br /&gt;Jaki jest wynik ten matematyki?&lt;br /&gt;Podatnicy pierwszej grupy (95 procent) zapłacili średnio 806 zł podatku rocznie! (średnia już po ulgach i odpisach).&lt;br /&gt;Podatnicy drugiej grupy (4 procent) zapłacili państwu średnio 3782 zł rocznie.&lt;br /&gt;Podatnicy trzeciej grupy ( 1 procent) zapłacili państwu średnio 37.822 zł podatku rocznie.&lt;br /&gt;I to w tym miejscu powinniśmy rozpocząć dyskusję o niesprawiedliwości społecznej panującej w III RP. Bo mamy wykształciuchów, zasklepionych w egoizmie społecznym, którzy lekceważą „Polskę prowincjonalną”, ale jednocześnie ponoszą największe koszty utrzymania państwa.&lt;br /&gt;Jak więc to jest z tą niesprawiedliwością, będąca immanentną cechą III RP? Jak byłoby sprawiedliwie? Czy gdyby najbogatsi płacili jeszcze więcej? 50 procent zarobków? 60 procent? Czy może wszyscy powinni płacić taki sam podatek, tzw. liniowy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie w podatkach problem. III RP nie była niesprawiedliwa. Była (i jeszcze jest, mimo wysokiego wzrostu gospodarczego, malejącego bezrobocia, dobrej koniunktury) biedna. To nie to samo. Polskie państwo ma za mało pieniędzy, by zaspokoić oczekiwania wszystkich grup społecznych. Oczekiwania rozbudzone w dużej mierze przez polityków. W dodatku te pieniądze, które są, dzieli się według klucza politycznego (rozumianego jako podział łupów) a nie ekonomicznego. Tu błędy czyniły elity zarówno III RP, jak i obecne. Te aktualne może są o tyle uczciwsze, że robią to bez żadnej konsternacji, na oczach wszystkich, uważając, że tak właśnie trzeba.&lt;br /&gt;Mamy więc Polskę biedną, a nie niesprawiedliwą. I budowa Polski solidarnej nic tu nie da, bo musimy budować Polskę bogatą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mit Trzeci: III RP powstała na złych fundamentach zgniłego kompromisu z komunistami&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten kompromis – w dzisiejszej wersji historii – jest grzechem pierworodnym III RP. Opisał go dokładnie Jarosław Kaczyński w wykładzie wygłoszonym w Heritage Institute, podczas wizyty w USA. Premier kreśli tam nową wersję historii najnowszej. Nie ma tam bohaterów, radości z bezkrwawej rewolucji, szacunku dla autora wielkiej reformy gospodarczej, są służby sterujące procesem przemian w 1989 roku, zgniły kompromis opozycji, przyjmującej ofertę współwładzy z gwarancjami dla tych, którzy tę władze oddają. Są ludzie opozycji, którzy przyjmują tę ofertę, bo chcą się znaleźć w sferze społecznego przywileju. Jest cicha współpraca w sferze medialnej w kształtowaniu świadomości społecznej i budowie swego rodzaju poprawności politycznej.&lt;br /&gt;Kompromis jak narzędzie osiągania celów politycznych stracił w 2006 roku na znaczeniu. Zarówno z polityce wewnętrznej, jak i międzynarodowej, obecna ekipa stawia na konfrontację. Czy taki sposób działania przyniesie pożądane efekty, zobaczymy na jakiś czas. Ale czy przyniósłby w roku 1988 i 1989? Czy Jaruzelski oddałaby władzę wiedząc, że w nowej Polsce on i jego ekipa (rozumiana jak najszerzej, nie tylko politycy, ale i setki tysięcy członków partii i beneficjentów tamtego ustroju) będą obywatelami drugiej kategorii, bez praw i gwarancji? Że zostanie osądzona, zlustrowana, zdekomunizowana i – co bardzo prawdopodobne – zapakowana do więzienia?&lt;br /&gt;Dziś łatwo mówić: tak powinno być. Powinno. Ale nie jest, i to jest właśnie koszt bezkrwawej rewolucji. Coś za coś. Dziś politycy negujący okrągłostołowy kompromis przywołują przykład Niemiec, jako wzorowego sposobu rozprawienia się z komunistami. Zapominają, że to jedyny taki przypadek, a jego wyjątkowość polega na tym, że tam jedno bogate państwo wchłaniało drugie, biedne. Polska poszła hiszpańską drogą, gdzie nowa i stara władza zawarła układ. Tak, dokładnie „układ”. Obie strony zrezygnowały z cześci swoich postulatów, bo to właśnie istota kompromisu. I ten kompromis lepiej przysłużył się Polsce, niż konfrontacja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mit Czwarty: III RP była zawłaszczona przez „Układ” (koniecznie z dużej litery)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę cytował z pamięci, podeprę się wypowiedzą Jarosława Kaczyńskiego. „Trzeba przeprowadzić trzy wielkie operacje. Przede wszystkim oczyścić państwo. Zdzisław Krasnodębski z Rzeczpospolitej celnie pisał, że Polska przeszła dwie transformacje – jawną i ukrytą. W efekcie tej ukrytej powstał nowy układ sterujący zwłaszcza gospodarką. Wpływa on nieformalnie na instytucje państwa. My w PiS, a wcześniej w PC od lat mówiliśmy o istnieniu takiego układu. Grupy biznesowe, grupy polityków, grupy związane ze służbami specjalnymi, po części grupy zorganizowanej przestępczości decydują o zasadniczych kwestiach gospodarczych, przede wszystkim prywatyzacji. Mają też wpływ na decyzje administracyjne, legislacyjne, które dają np. możliwość uzyskiwania różnych nieuprawnionych dochodów”. Tak wygląda III RP według premiera (cytat za Gazetą Wyborczą). Likwidacja tego układu, wprowadzenie polityki Polski solidarnej, przestawienie funkcjonowania państwa na normalne tory – to właśnie spowoduje, że IV RP będzie krajem lepszym, sprawiedliwszym.&lt;br /&gt;Kod, narzucony w debacie publicznej przez wyznawców układu, pozwala mówić o styku gospodarki i biznesu tylko w kategoriach wynaturzenia. To, co jest normalne na świecie, u nas jest „Układem”. Przywódcy największych państw, udając się z wizytą do innego, zabierają szefów dużych firm, by swoim autorytetem pomóc im w zagranicznych przedsięwzięciach biznesowych. Od tego przecież są, żeby wspomagać własną gospodarkę. W Polsce prezydent zabierający z wizytą zagraniczną szefów państwowych i prywatych firm musi być w „niejasnych powiązaniach” z owymi biznesmenami. To, że były pracownik SB szantażuje swoich partnerów biznesowych, ma dowodzić że „esbecki układ steruje Polską”, a nie parszywego charakteru owego osobnika. A czym on się różni od znanego dziennikarza, który grozi dyrektorowi szpitala, że jeśli nie przyjmie jego kolegi na zabieg poza kolejnością, to obsmaruje go w swoim tytule? Przeszłością. Ta przeszłość pozwala stosować wobec nich inna miarę. Ale to tylko relatywizm.&lt;br /&gt;Przy prywatyzacjach popełniano przestępstwa, próbowano kupować posłów (może i ze skutkiem), istniała przestępczość zorganizowana &amp;shy;– takie zjawiska były i będą, niezależnie od numeracji Rzeczpospolitej. Wątpliwości dotyczą ich skali i wpływu na działanie struktur państwa. A zatem, czy jest jakaś „sieć powiązań”, czy są jednostkowe przypadki przestępczej działaności byłych funkcjonariuszy komunistycznych i zwykłych bandytów, być może nawet w dużej skali, ale niepowiązane ze sobą. Jak na razie ekipa Jarosława Kaczyńskiego nie przedstawiła żadnych argumentów za. Podczas kilku kryzysów politycznych mijającego roku nie brakowało okazji, by takie fakty ujawnić. Stanowiłyby one dowód prawdziwości głoszonych tez. Zwłaszcza w przedwyborczej gorączce. Co prawda w zanadrzu jest jeszcze raport komisji likwidacyjnej WSI, ale problem z nim jest taki, że przygotował do Antoni Macierewicz. A to – z definicji – podważa jego wiarygodność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia uczy&lt;br /&gt;Sytuacja braci Kaczyńskich jest godna pozazdroszczenia. Bezrobocie, zmora poprzednich ekip, spada w tempie ekspresowym, eksport rośnie, waluta jest silna, gospodarka rozwija się, płynie coraz szerszy strumień unijnych pieniędzy. Dla polityka żyć nie umierać. Dlaczego więc Prawo i Sprawiedliwość ma tak duży elektorat nagatywny? Przecież wyborca może zobaczyć wymierne korzyści płynące z ich rządów (abstrahuję tu od logiki i następstwa czasowego procesów gospodarczych, bo tych większość wyborców nie zauważa).&lt;br /&gt;A może powodem jest właśnie ocena własnej historii? Te fundamenty, na których powstaje nowa Polska, mity założycielskie? Trudno budować wspólnotę, obrzydzając obywatelom ich własną historię. Podobnie czynili po drugiej wojnie komuniści, malując w oficjalnej propagandzie czarny obraz Polski międzywojennej. Czy odnieśli sukces? Historia uczy, że nie.&lt;br /&gt;III RP, mimo wszystkich ułomności, dała dużej grupie Polaków możliwości, z których skorzystali. Wykonali skok cywilizacyjny, z którego chcą być dumni. Stąd ta tęsknota. Tęsknota za obiektywną historią III RP.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(styczeń 2007)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8423987611072383562-4564766219882505968?l=koszmardemokracji.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/feeds/4564766219882505968/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8423987611072383562&amp;postID=4564766219882505968&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/4564766219882505968'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8423987611072383562/posts/default/4564766219882505968'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://koszmardemokracji.blogspot.com/2008/01/mity-zaoycielskie-nowej-polski.html' title='Mity założycielskie nowej Polski'/><author><name>Andrzej Andrysiak</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18019072195725054113</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='13' src='http://bp2.blogger.com/_5IIUsnzvLhI/R6DDDp_yDZI/AAAAAAAAAAM/lkDQCZSrfIY/S220/oczy+2.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
