Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziobro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziobro. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 listopada 2009

Dlaczego lubię Zbigniewa Ziobro

Lubię Zbigniewa Ziobro, ponieważ jest skutecznym politykiem i w młodym wieku wspiął się na szczyty.


Lubię Zbigniewa Ziobro, bo wie, kiedy się zdystansować od szefa, a kiedy popierać całym sercem.


Lubię Zbigniewa Ziobro, ponieważ potrafi współpracować z dziennikarzami, nie wyzywając ich niemieckich czy innych pomagierów.


Lubię Zbigniewa Ziobro, ponieważ nic nie wiem o jego poglądach politycznych nie związanych z bezpieczeństwem i wymiarem sprawiedliwości.


Lubię Zbigniewa Ziobro, bo potrafi skupiać wokół siebie wiernych, w gdy jest potrzeba, poświęcić ich bez skrupułów.


Lubię Zbigniewa Ziobro, ponieważ ma charyzmę i potrafi porwać za sobą ludzi.


Lubię Zbigniewa Ziobro, ponieważ wierzy w siebie.


Lubię Zbigniewa Ziobro, ponieważ podoba się kobietom głosującym na tych piękniejszych.


Lubię Zbigniewa Ziobro, ponieważ jest elastyczny i gdy trzeba blisko mu do radykałów, gdy trzeba – do centrum.


A najbardziej lubię Zbigniewa Ziobro, bo zazdrośni bliźniacy zrobią wszystko, by nie przejął władzy w partii.

I dlatego PiS nie wróci do władzy.

środa, 6 lutego 2008

O Ziobrze, laptopie i sile języka

Rozmowa z byłym ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą

Panie ministrze, ma pan poczucie obciachu?
To nie jest teza prawdziwa.
Nie chodzi o tezy, ale o odczucia.
Ja jestem ciągle atakowany, kieruje się w moją stronę inwektywy, właśnie z powodu moich działań. Tu jest właśnie przykład.
Pytamy, bo cała afera z laptopem jest żenująca. Naprawdę minister musi niszczyć publiczny sprzęt?
Te informacje, które panowie podają dodatkowo, wzbogacając pewne zdarzenia, które miały miejsce, są nieprawdziwe.
To są informacje od ministra Ćwiąkalskiego...
Nie znam raportu, więc jeżeli się zapoznam, to chętnie się...
Nie ma raportu, są informacje. Co takiego miał Pan w laptopie, jakie dokumenty, że zniszczył Pan sprzęt, aby tylko nie dostał się w inne ręce?
My nie chcemy myśleć w takich kategoriach. Natomiast inną jest rzeczą, aby mówić prawdę, a problem prawdy jest problemem istotnym niezależnie, czy dotyczy historii, czy dotyczy spraw osobistych, czy dotyczy spraw programowych.
Przepraszamy, ale o czym Pan mówi? Na jakie pytanie Pan teraz odpowiedział, bo chyba nie na nasze?
To niedorzeczność.
Niedorzeczność? Słuchacze chcieliby się dowiedzieć, dlaczego zniszczył Pan laptop.
Oczywiście rozumiem pytanie.
Ale Pan nie odpowiada.
To pokazuje celowe działanie pewnych osób, które są zainteresowane tym, by tak właśnie się działo.
O czym Pan mówi?
Po pierwsze, daje dużo do myślenia to, że następnego dnia po przesłuchaniach w prokuraturze zeznania osób, które pomawiają między innymi mnie i inne osoby z poprzedniego kierownictwa ministerstwa sprawiedliwości, znajdują się w gazetach.
Dobrze, ale jak doszło do zniszczenia laptopa?
W godzinach wczesno rannych zadzwonił do mnie któryś z prokuratorów do domu z informacją, że doszło do tego tragicznego zdarzenia.
Czy sprzęt uda się uratować?
Wczoraj odbyła się sekcja. Rozmaite spekulacje, które były tworzone, pewnie z różnych intencji na temat przebiegu tej historii, w świetle tej sekcji okazały się nieprawdziwe.
Co Pan ma na myśli?
Te okoliczności wskazują na to, że mieliśmy do czynienia z tragicznym zdarzeniem. Na to również wskazują zeznania wszystkich świadków. Mam taką wiedzę ogólną.
Świadków? Ktoś widział ten wypadek?
Jestem prawnikiem, do tego jeszcze prokuratorem generalnym więc nie chciałbym tutaj wydawać kategorycznych opinii, z którymi później musiałbym się rozstać i z nich się wycofywać.
Przepraszamy, ale nic nie rozumiemy. Najpierw mówi zaprzecza Pan, że zniszczył laptop, potem, że to był nieszczęśliwy wypadek, jeszcze później, że byli świadkowie, a potem, że nie byli. Co Pan chce powiedzieć?
Problem polega na tym, że politycy również popełniają przestępstwa.
Kogo Pan ma na myśli?
Politycy PO muszą się zastanowić.
Co mają do tego politycy PO?
Przecież oni tam kłamali, i tu kłamią, więc identycznie kłamią.
Rozumiemy, że mówi Pan o ministrze Ćwiąkalskim?
Przede wszystkim polityka nie polega na tym, że daje się prezenty.
Laptop nie jest prezentem. To własność publiczna, którą Pan tylko dostał w użytkowanie.
Tu chodzi o tajemnicę państwową.
Jaką tajemnicę?
Osobiście nie zapoznawałem się z materiałami.
To skąd pan wie...? Niestety, musimy kończyć program.
Jeśli można tylko słowo...
Tak, prosimy.
To lekarze.
Co lekarze? Rozmawiał Pan z nimi?
Tak, trwają takie rozmowy rzeczywiście.
Co mówią?
Imputują mi stalinowskie rozwiązania.

Polityczny bełkot jest tak elastyczny, że da się zastosować do opisu każdej sytuacji. Ta rozmowa się nie odbyła co nie znaczy, że jest nieprawdziwa. Wszystkie wypowiedzi Ziobry pochodzą z wywiadów udzielonych przez niego między listopadem 2005 a styczniem 2008. Można próbować opisać rzeczywistość językiem polityków, ale cóż ten opis wnosi? Ziobro mógł zniszczyć laptop bo wiedział, że nic mu za to nie grozi. Wie, że gdy wyjdzie przed kamery lub siądzie przed mikrofonem, my zaczniemy go słuchać, obojętne, jakie głupoty będzie opowiadał i jak bardzo w żywe oczy kłamał. To właśnie siła języka. On sobie z tej siły zdaje sprawę. A my?

czwartek, 24 stycznia 2008

Idąc za tłumem

Tłum chce, by kara dla przestępców była drastyczna i wysoka. Za kradzież – obcięcie ręki, za zabójstwo – kara śmierci. Tłum nie lubi niuansów, okoliczności łagodzących i wątpliwości. Tłum kieruje się emocjami, dlatego kolejne głośne przestępstwo doprowadza go do wrzenia, wywołuje żądzę odwetu. Gdyby tłum decydował o winie, kat miałby pełne ręce roboty.
Taka właśnie filozofia przyświeca zmianom w kodeksie karnym, zaprezentowanym we wtorek przez premiera Kaczyńskiego i ministra Ziobro. Zaostrzenie kar ma spowodować zwiększenie poczucia bezpieczeństwa obywateli. Tłum te zmiany pochwali. Kto będzie przeciw, szybko zostanie okrzyknięty obrońcą przestępców i relatywistą.
Trudno, postawię się na chwilę w tej roli.
Nowy kodeks rozszerza odpowiedzialność karną wobec osób, które ukończyły 15 rok życia a nie ukończyły 17. To najbardziej kontrowersyjny zapis. Bo wyobraźmy sobie piętnastoletnie dziecko – tak, dziecko – popełniające przestępstwo. Potrzeba więcej konkretów? Bardzo proszę:
Najpierw pomyśl o kimś bliskim, niech to będzie ojciec. Wyszedł wieczorem na spacer w psem do małego parku pod blokiem. Chodzi tam codziennie od lat, o okolicy mówi się, że jest bezpieczna. Siedzisz w przed telewizorem, jesz kolację, matka coś czyta przy stole. Po godzinie matka zaniepokojona spogląda na zegarek. Co on tak długo? – pyta. Nawet nie zauważyłeś, że minęło tyle czasu, ale nie przejmujesz się zbytnio. Po kolejnych dziesięciu minutach matka zaczyna się denerwować. Idź, zobacz, gdzie jest, mówi. Ty, trochę zły podnosisz się, zakładasz buty i wychodzisz.
Chodzisz po parku, ojca nie widać, zaczynasz się denerwować. Mijasz krzaki. Najpierw widzisz psa, swojego kundelka, leży martwy. Wchodzisz dalej, spoglądasz i krzyczysz. Krzyczysz z przerażenia, długo, głośno, tak jak jeszcze nigdy w życiu. Cały się trzęsiesz, masz mgłę przed oczami. Przed tobą leży ojciec, twój ukochany, głowę ma nienaturalnie odciągniętą do tyłu. Na szyi… nie, na jakiej szyi, on nie ma szyi, tam jest olbrzymia czarna dziura, tata ma podcięte gardło, wszędzie pełno krwi.
Po czterech dnia dzwoni policja, złapali mordercę. Ma piętnaście lat. Dlaczego to zrobił? Bo potrzebował pieniędzy. Zabił dla piętnastu złotych.
Zabić sk…a, krzyczysz w myślach, on nie ma prawa chodzić po ziemi, nie wytrzymam, sam go zabiję w sądzie! Nie myślisz, czujesz, jesteś naładowany negatywnymi emocjami tak, że za chwilę eksplodujesz. I masz święte prawo do takich myśli, masz prawo chcieć zemsty, to naturalny, najpierwotniejszy instynkt. Nikt nie ma prawa od ciebie żądać, abyś myślał racjonalnie, ważył winę i okoliczności łagodzące. Jego trzeba zabić. Koniec. Kropka.
Tu dochodzimy do sedna problemu.
Czy ten zdemoralizowany nastolatek zdaje sobie świadomość z konsekwencji czynu? Czy powinien być sądzony jak dorosły? Sam bez wahania zakrzyknąłbym, że tak, ale kołacze mi w głowie jedna wątpliwość. Nie pozwalamy mu prowadzić samochodu, nie dajemy prawa głosu w wyborach, wymagamy, by opiekował się nim dorosły, ba, nie pozwalamy mu decydować, w co się ubrać do szkoły (mundurki są odpowiednie, mówi dorosły minister, wy jesteście za młodzi, by sami o tym decydować). Dlaczego? No właśnie, może dlatego, że jeszcze nie dorósł, że jest podatny na wpływ, że do dorosłości – obojętne jak definiowanej – czegoś jeszcze brakuje? Dlaczego więc tylko za złe uczynki ma odpowiadać jak dorosły?
Trudno wytłumaczyć tę sprzeczność.
Nie potrafię postawić się w opisanej wyżej sytuacji, ale mam podejrzenia graniczące z pewnością, że dokładnie takie uczucia by mną miotały. Chciałbym zemsty i miałbym do niej święte prawo. Ale celem państwa jako takiego jest właśnie zrównoważenie interesów jednostek, indywidualnych egoizmów, tak, by zachować równowagę. Państwo musi stanąć z boku i zracjonalizować opisaną wyżej sytuację. Przekazać ją prokuratorom, sądom, narzucić im obowiązek obiektywnej oceny. Państwo nie może pozwolić by moje zemsty zostało zaspokojone.
Wiem, że jeszcze niejeden piętnastolatek popełni drastyczny przestępstwo. Ale wolałbym, aby państwo podjęło choć próbę wyprowadzenia takiego dzieciaka na prostą. Zreformowało poprawczaki, wypracowało system opieki nad młodocianymi przestępcami. Obniżenie wieku odpowiedzialności karnej i zaostrzenie kar to głos ludu, a nie polityka karna.
Bertrand Russell powiedział kiedyś: Nie będziesz chodził za tłumem, aby robić coś złego.
Bo lud nie zawsze ma rację.

(kwiecień 2007)